Jak się rozstać skutecznie?

  • Podziel się na:
  • Dodaj do facebook.com
  • Dodaj do twitter.com
  • Dodaj do wykop.pl
  • Dodaj do gogole+
  • Dodaj do Linkedin
  • Dodaj do Pinterest

Poznaj sposób na rozstanie

Jak rozstać się skutecznie?
Jeśli czujesz się nieszczęśliwy/a w obecnym związku, zastanów się poważnie nad jego zakończeniem. Warto podjąć ryzyko, gdyż bycie samemu nie zawsze oznacza bycia samotnym, natomiast samotność w związku zawsze boli najbardziej. Zgadzając się na związek toksyczny, nieudany, duszący, zgadzamy się na życie na pół gwizdka, akceptujemy „podróbkę szczęścia z fabryki na Tajwanie”, jak określiła to pewna polska wokalistka. Miejcie odwagę powiedzieć „NIE” takim podróbkom. Jeżeli Twoja decyzja już zapadła i jest nieodwołalna, przeczytaj porady przygotowane przez internetowe biuro matrymonialne MyDwoje.pl: jak się rozstać skutecznie, jak zerwać szybko i bez bólu?

Jak zakończyć związek?

Mówi się, że dużo łatwiej powiedzieć „witaj” komuś nieznajomemu niż „żegnaj” komuś bliskiemu. Rozstania są nieodłączną częścią naszego życia, dlatego dobrze jest wiedzieć, jak zakończyć związek bez łez, bez awantur, bez wyzwisk, a przede wszystkim na dobre. Oboje będziecie czuli się samotni, więc nie łatwo rozstać się na zawsze, może pojawić się pokusa ponownego związania się z byłym partnerem. Pamiętaj jednak, że samotność w związku bywa gorsza niż życie singla. Jak się rozstać z klasą, a do tego skutecznie? Kiedy przychodzi na to odpowiedni czas? Gdzie najlepiej to zrobić? Jak wypełnić pustkę po byłym partnerze? Kiedy w grę wchodzą uczucia,  łatwo o bolesne słowa i dramatyczne gesty, w artykule znajdziesz zestaw rad i wskazówek, które pomogą Ci trzymać emocje na wodzy. Dzięki nim uda Ci się nie tylko pożegnać z klasą, ale zachować godność po rozstaniu, zarówno, jeśli to Ty porzucasz, odchodzisz, jak również gdy zostałeś porzucony.

Decyzja o rozstaniu może zostać podjęta z różnych powodów, przez: zazdrość i podejrzliwość w związku, brak satysfakcji z życia seksualnego, niewierność, przemoc fizyczną i słowną, a najczęściej niezgodność charakterów i odmienność poglądów. Jakikolwiek z tych powodów by nie był, decyzję o odejściu od partnera należy dobrze przemyśleć i podjąć „na chłodno”, a co najważniejsze samemu. Nawet najbliżsi przyjaciele nie wiedzą bowiem, jak jest w Waszym związku naprawdę. To Ty musisz być zdecydowany/a, że nie chcesz być już z drugą osobą. Wiesz na pewno, że tuż po rozstaniu będziecie się czuli samotni, ale może lepiej zakończyć nieudany związek i dać Wam szansę na stworzenie szczęśliwej relacji z inną osobą?

Dlaczego boimy się rozstania?

Ludzie często odwlekają decyzję o opuszczeniu partnera. Boją się niewygodnych pytań rodziny i znajomych, boją się, że nikogo lepszego nie znajdą, boją się pustki, której nic nie będzie w stanie zapełnić. Strach nie jest tu jednak dobrym doradcą. Oczywistym jest, że często wzbraniamy się przed tym, co nowe i nieznane. Boimy się podejmować ryzyko, ale ten, kto nie podejmuje ryzyka, ten w życiu nic nie osiągnie.

Poza tym, okazuje się, że nie taki diabeł straszny. Linda Brannon w swojej książce Psychologia rodzaju podaje, że badania prowadzone przez Catherine Riessman dowodzą, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni, mimo iż na początku czują się samotni, później cieszą się ze swobody, jaką daje im rozwód. Przyznają zgodnie, że najgorsza jest samotność w związku. Kobiety czują się uwolnione od dominacji męża, a mężczyźni od oczekiwań żony. Wszystkie badane kobiety znalazły jakiś pozytywny aspekt rozwodu, natomiast 15% mężczyzn nie widziało żadnych plusów w tym doświadczeniu. Kobiety miały częściej objawy depresji, lecz doświadczały wzrostu samooceny i czuły się zaradniejsze dzięki samodzielnemu wykonywaniu obowiązków, które wcześniej należały do męża. Mężczyźni z kolei wyrażali zaskoczenie trudnościami w samotnym życiu, a jednocześnie mówili o satysfakcji wynikającej z wykonywania domowych obowiązków. Zatem rozstanie (i okres bezpośrednio po nim) nie będzie łatwe,...

 
Komentarze (58)

Jak się rozstać skutecznie?  - dodaj komentarz
Julita; 2017-06-28 13:03:24 
komentarz usunięty przez moderatora
Niktoś; 2017-06-20 13:16:05 
Historia mojej porażki...

Byłem świeżo po studiach, kiedy poznałem Gosię. Ona była świeżo po swojej dziewiętnastce.
Wygadana, uśmiechnięta, śmiała, troche beztroska – imponowała mi swoim temperamentem i łątwością nawiązywania znajomości. Ja raczej poukładany, małomówny i zamknięty w sobie szybko zwróciłem na nią uwagę i coraz częściej przyciągała moje myśli. Zaczeliśmy spędzać ze sobą coraz więcej czasu w pracy, lubiliśmy swoje towarzystwo, jakoś tak chyba uzupełnialiśmy się nawzajem. Ja- ponurak pomagałem jej w pracy, ona zarażała mnie swoim radosnym sposobem życia. W dzień kobiet zaprosiłem ją na kolację i od tej pory zaczeliśmy się spotykać również po pracy. Mimo sporej różnicy wieku, jej rodzina polubiła mnie chyba a przynajmnie zaakceptowała.
Wkrótce wyjechaliśmy za granicę – najpierw ja, ona dołączyła niecałe dwa miesiące później. Pierwsze lata pobytu były dużą próbą przetrwania dla nas i dla naszego związku. Po około 2 latach przeżyliśmy pierwszy kryzys i Gosia postanowiła mnie zostawić. Nie wiem czy kogoś miała, wiem, że ktoś jej się podobał i chyba wybrali się razem na jakiś spacer do parku czy coś. Nie wiem, czy było między nimi coś więcej – on chyba wyjechał do swojego kraju, nie chciał wkraczać w nasz związek, nie wiem jak potyoczyłaby się nasza historia, gdyby on nie wyjechał...Gosia zdecydowała się wkrótce wyprowadzić ode mnie z pokoju i za porozumieniem z Landlordem – zamieszkała w swoim pokoju na górze. Byłem zrozpaczony i próbowałem ją za wszelką cenę odzyskać. Była zimna jak kamień w stosunku do mnie, unikała rozmów, dawała mi do zrozumienia, że między nami wszystko skończone. Wyjechała do Polski na Święta - sama, ja dałem jej znać że też przyjeżdzam wierząc, że zaprosi mnie do siebie. Poleciałem do Warszawy, póżniej do Lublina jednak na dworcu nikt na mnie nie czekał...Czułem się jak porzucony pies, było mi przykro, poleciały mi łzy. Ponieważ było już późno i nie miałem jak dostać się do Stróży w której mieszka moja rodzina, zadzwoniłem do mojego dobrego kolegi ze studiów – Pawła, który zabrał mnie do swojego domu. Chyba mój kolega później do niej zadzwonił i wkrótce Gosia przyjechała ze swoją siostrą do Pawła, żeby mnie odebrać...
Po powrocie do UK zacząłem wspominać o szansie na zakup domu w UK ponieważ działka rolna, którą miałem po moich Dziadkach miała zostać przekonwertowana na budowlaną i zyskać dużo na wartości. Gosia zdawała się powoli „wracać” do mnie a perspektywa zakupu wspólnego domu zdawała się ‘uzdrawiać’ naszą relację...
Po czterech latach związku zaręczyliśmy się, po pięciu - kupiliśmy nasz wspólny dom. Ja sprzedałem swoją działkę w Polsce, Gosia dołożyła pieniądze z pożyczki, które wzięła na studia. Chociaż mój wkład był 4-krotnie większy, zaufałem jej i dom zakupiliśmy wspólnie na zasadach 50/50.
Śladem naszych znajomych uzgododniliśmy razem, że przez pierwsze dwa, trzy lata będziemy wynajmować dwa pokoje aby pokryć z tego koszty kredytu na dom. Jednak po dwóch latach wspólnego mieszkania w swoim domu, Gosia zaczęła mieć problemy z utrzymywaniem kolejnych prac – traciła je zanim na dobre zaczeła pracować. Za każdym razem obwiniała swoich pracodawców i współpracowników, że jej zazdroszczą urody, domu, że ktoś tam dzwoni do kogoś żeby jej / nam zaszkodzić. Czasami miałem wrażenie, że mieszkam z jakąś Gwiazdą, za którą latają Paparazzi i próbują jej utrudniać życie.
Gosia umiała zawsze wyszukać dobrych ludzi i nie miała oporów żeby zwrócić się do nich o pomoc – miała dwóch dobrych kolegów, którzy pisali jej listy, chodzili z nią na hearingi, pomagali. Ona zawsze potrafiła wyczuć dobro w sercach innych ludzi, lubiła otaczać się się prominentnymi osobami, którzy mogli jej w czymś pomóc. Wiedziała, że nigdy jej nie odmówią – Karrim, starszy lekarz ze szpitala...Myślę, że zawsze był to układ typu – ty mi pomożesz a ja tobie może kiedyś, może....
Poczułem się zdradzony, kiedy pewnego razu poprosiłem Gosię o dochowanie tajemnicy, prosiłem parę razy – niedługo potem zorientowałem się, że wiedzieli i rodzina i znajomi. Gosia twierdziła, że to przecież nic takiego, jednak mnie to dotknęło i podkopało zaufanie do niej, już na zawsze..
Kolejne nieporozumienia, pretensjonalny ton, zwolnienia dyscyplinarne, hearingi i jej niestabilność zatrudnienia zaczęły odbijać się na naszym związku. Czułem coraz większy stres i świadomość że ja nie mogę pozwolić sobie na stracenie pracy, bo jeśli tak się stanie, to możemy stracić dorobek naszego życia, a może raczej dorobek życia moich Dziadków, dzięki którym mogliśmy pozwolić sobie na zakup domu. Dużo wtedy piłem, biegałem...później równiż latałem i tańczyłem. Wszystko to pomagało mi zapominać o problemach w związku i odstresować się.
Pamiętam, jak Informowałem o swoim niezadowoleniu Gosie mnóstwo razy, czasami wręcz wykrzykiwałem swoje lęki i odczucia na głos, kląłem. Gosi zawodem stało się...szukanie pracy. Takiej w krórej mogłaby zarządzać innymi ludźmi i wszyscy by ją słuchali, takiej z jej snów...Nie rozumiałem dlaczego ona ciągle jest bez pracy. Nie rozumieli tego nasi znajomi. Przecież w Anglii każdy człowiek, który jest zdrowy i zna język może w tym kraju mieć pracę...dobrą pracę.
Nie potrafiłem się już więcej z nią komunikować, miałem wrażenie, że rozmawiam z kimś o 20 lat młodszym niż była, jej argumenty wprawiały mnie w osłupienie i zdumienie. Ona twierdziła, że to ja nic nie rozumiem. Podobne zarzuty co ja mieli wszyscy jej pracodawcy –pretensjonalny ton, kłótliwość, podważanie decyzji przełożonych, niesubordynacja, nieprzykładanie się do swoich obowiązków, obwinianie innych. Siedmiu pracodawców w jednym roku – to raczej zdaje się być mówić samo za siebie. Nasi wspólni znajomy zwrócili uwagę, że Gosia po zrobieniu licenjatu bardzo się zmieniła, że zaczęła traktować wszystkich z góry, nie dając sobie nic powiedzieć i nie przyjmuje krytyki...
Było mi wtedy bardzo ciężko, gdyż na Gosi pomoc nie mogłem w ogóle liczyć – nigdy nie wiedziała kiedy, komu i za co płacimy – mortgage, insurance, bills – wszystko było na mojej głowie. Ciągle musiałem prosić się o uregulowanie płatności, które tylko w nielicznych przypadkach regulowane były na czas. Ona była tylko cały czas zajęta sobą, szukaniem swojej ‘wymarzonej’ pracy i rozpamiętywaniem swoich zawodowych porażek, obwiniając przy tym wszystkich dookoła – pracodawców, znajomych... Ona, oczywiście zawsze była niewinna...
Kiedy rozmwialiśmy, czułem zamęt w głowie, nie dowierzałem własnym uszom. Już wtedy wiedziałem, że nie chcę już dłużej kontynuować tej relacji. Czułem się podle, wstydziłem się, że tak długo to trwało. Nie wiedziałem co robić. Było mi głupio w stosunku do niej, do jej rodziny, do mojej, do samego siebie...
Zacząłem poszukiwać pomocy. Myślałem, że to ze mną jest coś nie tak. Zapisałem się na kurs samodoskonalenia – jak sobie radzić ze złością, uczucia, odpwiedzialność, uzależnienia, asertywność, miłość, itp. Prawie cały rok, póżniej jeszcze 9-cio miesięczna terapia NEST.
Nie chciałem już więcej wynajmować pokoi bo zabiera to całą prywatność a i nigdy nie wiadomo, kto może się trafić. Przez ostatnie pare lat mieliśmy różnych lokatorów – niektórzy byli ok, inni traktowali ten dom jak hotel, byli hałaśliwi, pretensjonalni, straszyli sądem itp. Po pięciu latach, Gosia jednak nalegała żebyśmy nadal wynajmowali i prosiła, żeby jej dać więcej czasu na, jak to nazywała – karierę. Dawałem - kilkakrotnie, rok, pól roku, następne pół, bez skutku. W końcu zebrałem się na odwagę i powiedziałem jej (chyba raczej wykrzyczałem), że kończe ten związek i że mam już tego dość. Powtórzyłem to jeszcze kilka razy przy kilku innych okazjach i oznajmiłem, że ja ten związek uważam za zakończony i że nie będe miał jej za złe, jeśli spotka kogoś i zacznie sobie układać z nim życie. Tego samego oczekiwałem od niej. Początkowo nie chciała o tym słyszeć, myślała, że żartuję. W końcu zgodziła się ale poprosiła o trochę czasu. Zgodziłem się. Po pół roku wróciłem do rozmowy, znów prosiła o czas i tak w kółko...Jeśli gdzieś wychodziliśmy razem, oznajmiałem jej, że owszem idziemy razem, ale nie jako para. Nasze problemy trzymaliśmy raczej w tajemnicy. Nie łatwo jest się obnosić z problemami i przyznawać do porażek. Przynajmniej mi.
Kiedy wyjechałem sam w góry na kilkudniowy odpoczynek, Gosia wbrew mojej woli wynajęła pokój pewnej Bułgarce i to przelało przysłowiową czarę goryczy. Na domiar tego, pięniądze z wynajmu zaczeła zabierać i używać na pokrycie swoich kosztów utrzymania bo pracy już nie miała. Czułem się jak ktoś dałby mi w twarz. Wolałbym, żeby ktoś dał mi w twarz niż tak potraktował bez szacunku do mojego zdania jak ona. Poczułem, że moje zdanie nic się dla niej nie liczy...
Niedługo po tym poznałem kogoś, z kim świetnie się dogadywałem a od listopada 2016 zaczeliśmy się spotykać. Po około dwóch tygodniach oznajmiłem Gosi, że się z kimś spotykam. Po następnych kilku tygodniach oznajmiłem, że wyprowadzam się z domu i chcę jak najszybciej sprzedać dom i podzielić się pieniędzmi. Zbiegło się to wszystko w czasie z chorobą mamy Gosi. Wiem, co czuła – moja mama miała podobną operacje. Taką i jeszcze kilka innych pare razy – zawsze to bardzo przeżywałem. Gosia prosiła mnie o wsparcie w tym trudnym dla niej czasie – odmówiłem. Byłem rozdarty i czułem się podle jednak postanowiłem być konsekwentny w swojej decyzji skoro zakończyłem ten związek i byłem już z kimś innym.
Próbowałem z nią rozmawiać, prosiłem ją...bez skutku Pomyślałem, że nie mam innego wyjścia jak oddać sprawę w ręce prawników. W międzyczasie dowiedziałem się, że zostanę ojcem, chociaż pogodziłem się już z faktem, że już nigdy nie będę miał dzieci – lekarze nie dawali mi dużych szans...Ona nadal mi nie wierzy, ale to już jest coś, na co nie mam wpływu. Pewnie Gosia ma swoje powody, albo po prostu tak jest jej łatwiej. Ja zawsze byłem w tej kwestii z nią szczery aż do bólu – tak – do bólu, bo to na prawdę boli, kiedy mówi się drugiej osobie o swoich ‘słabościach’ czy niedomaganiach, zwłaszcza mężczyźnie – tak mi się wydaje.
Dzisiaj wiem jedno – za około pół roku bedę odpowiedzialny za nowe życie, za życie małej, bezbronnej istoty, którą powołałem do życia. Jestem szczęsliwy i jednocześnie przerażony. Obecnie przeprowadzamy się z miejsca na miejsce, bo trudno mi wynając mieszkanie skoro mam już dom, za który muszę spłacać kredyt, chociaż tam nie mieszkam. Żyjemy na walizkach. Zaaplikowałem o pożyczkę, żeby pokryć koszty naprawy samochodu, póżniej koszty prawników, wynajmu domu, etc ale Gosia swoim zwyczajem otworzyła mi list z banku i zniszczyła. Nie wiem jak to można nazwać...Przecież to była moja pożyczka i ja bym ją spłacał a nie ona...
Najbardziej szkoda mi tego dzieciaka, który za kilka miesięcy przyjdzie na świat. Chciałbym aby mój syn przyszedł na świat w przytulnym, spokojnym i własnym domu bez stresów i napięć, ale coraz mniej jest to prawdopodobne...Gosia ciągle nie może pogodzić się z naszym rozstaniem chociaż czasami mam wrażenie, że robi mi po prostu na złość. Sama zapowiedziała, że puści mnie w skarpetkach i nie podaruje...To jeden z tych powodów, dla których przestałem chodzić do kościoła – przychodzą tam ludzie, którzy uważają się za wierzących a tak na prawdę pielęgnują w swoich sercach złość, czerpią przyjemność z zemsty...
Tak na prawdę to myślę, że wcale nie chodzi jej o nasz związek, który się już dawno i tak rozpadł, tylko o ten dom...
Gosia zarzuca mi, że zmarnowałem jej życie – ja się z tym nie zgadzam. Myślę, że wiele przy mnie zyskała i że beze mnie od dawna już byłaby w Polsce bo zawsze miała problemy z utrzymaniem pracy. Po prostu nie byłoby jej stać, żeby tu żyć. Gdybym był złośliwy, powiedziałbym, że to ona zmarnowała moje życie bo przecież ciągle czekałem na to, że zmieni swój stosunek do pracy, stanie się odpowiedzialna, dorośnie...Ciągle tylko prosiła o więcej i więcej czasu a wyników nie było widać..
Poza tym, zawsze miała wolną rękę żeby odejść – nigdy jej nie powstrzymywałem na siłę a wręcz namawiałem żeby odszła ode mnie, skoro tak było jej ze mną źle... Ona o tym bardzo dobrze wie, ale łatwiej jest obwiniać inych niż samemu wziąść odpowiedzialność za swoje decyzje, czyny, postępowanie, przyznać się do porażki...
Napięcia i stres między mną a moją partnerką, obawa o zdrowie dziecka, listy prawników, policja którą Gosia na mnie nasyła, korespondencja, którą mi czyta i niszczy, niepewna praca... Nieuchronna zdaje się być sprawa w sądzie....Wszystko to kładzie się cieniem na moim zdrowiu a przecież dziecko będzie potrzebowało wkrótce ojca...
W pracy czasami znikam na kilkadziesiąt minut, zamykam się gdzieś bo nie jestem w stanie myśleć ani pracować, łzy cisną mi się do oczu...
Mimo tego, że Gosia tak skutecznie utrudnia mi pójście naprzód, sprzedaż domu i bije poniżej pasa, wdzięczny jestem jej za te wszystkie wspólne lata razem, na pewno wiele się od siebie wspólnie nauczyliśmy – przynajmniej ja od niej... Dużo razem przeszliśmy.
Czasami nawet jestem jej wdzięczny, że tak uparcie stara się uprzykrzyć mi życie, nasyłając na mnie policję, zniesławiając mnie w oczach naszych wspólnych znajomych, zmuszając mnie do oddania sprawy do sądu. Ktoś kiedyś powiedział, że to, co jakaś osoba mówi o tobie, świadczy tylko o niej samej..
Mimo, że jest mi bardzo trudno, chwilami cieszę się, że mogę zmierzyć się z kolejną trudną sytuacją w moim życiu i wyjść z niej mocniejszym, mądrzejszym. Wierzę, że jest w tym jakiś sens. Bóg jeden wie jaki, ale może jest to lekcja wytrwałości, wybaczenia, pokory czy zrozumienia...I to pewnie tak samo dla mnie, jaki i dla Gosi. Tak myślę. Może kiedyś się dowiem....
Niemalże każdego dnia, na swój własny sposób modlę się do Boga, w którego wierzę i tylko On o tym wie, co dzieje się we mnie i w moim sercu. On w zamian daje mi spokojny sen i radość istnienia...czasami przez łzy...
Modlę się za siebie i moją nową rodzinę. Modlę się za Gosię.
P.


wandzia; 2017-06-17 16:26:51 
Wydaje mi się, że największym problemem przy podjęciu decyzji o rozstaniu jest przywiązanie. Zgadzam się w zupełności, że lepiej być samotną, z perspektywą poznania kogoś niż być samotną w związku. Ale myśl o tym, że masz zakończyć związek z kimś, kogo znasz kilka lat, zawsze wiąże się z pewnym strachem. Pojawia się pytanie: a może nie jest jednak tak źle, przecież kiedyś byliśmy szczęśliwi, to może niedługo znowu tak będzie? A co, jak nie znajdę nikogo innego, w sumie lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu... Ale to jest błędne myślenie, wiem to też po sobie, jak ciągnęłam związek przez prawie rok, który tak naprawdę nie miał szansy się udać. Byliśmy zupełnie różnymi osobami, na początku zafascynowaliśmy się sobą, ale jak zaczęliśmy się bliżej poznawać, te różnice coraz bardziej dawały się we znaki. Ale nie potrafiłam powiedzieć: to już koniec, powinniśmy się rozstać i poszukać szczęście gdzieś indziej. Liczyłam, że to się ułoży, że przecież początek był taki super, to czemu nie może tak być dalej. Ale jak się okazało, nie mogło tak być, późno odważyłam się powiedzieć w końcu "dość". Ale już teraz wiem, że był to bardzo dobry krok, początki po rozstaniu oczywiście były ciężkie, ale jakoś to przetrwałam. Jak się ogarnęłam, zaczęłam szukać kogoś innego, właśnie tutaj, na mydwoje, ponieważ pomyślałam, że tym razem muszę znaleźć kogoś, kto do mnie pasuje, a właśnie ten portal w tym temacie bardzo pomaga, dzięki temu testowi itp. I udało mi się, znalazłam, tak mi się wydaje, swoją bratnią duszę. Pasujemy do siebie w tych najważniejszych kwestiach, czuję się zupełnie inaczej, niż w poprzednim związku, o wiele bardziej szczęśliwa. I teraz widzę, z perspektywy czasu, że powinnam wcześniej podjąć decyzję o rozstaniu, krócej męczyłabym się w tamtym związku. Dlatego innym osobom życzę tej odwagi, aby nie bały się powiedzieć "to koniec", jak to się mówi: coś się kończy, coś się zaczyna, a to nowe może być znacznie lepsze od tego starego, pamiętajcie o tym. Do odważnych świat należy :)
Pol; 2017-05-22 15:39:13 
komentarz usunięty przez moderatora
Kasia; 2017-02-21 13:13:58 
W naszym związku nie układa się już bardzo długo. Mieliśmy bardzo przykre chwile. Partner często sobie ze mnie żartował, kpił, nieraz wyzywał. Mówił, że jestem beznadziejna, znajdzie sobie lepszą itd, itp. Rozmawialiśmy kilka razy i była poprawa, ale tylko na chwilę. Po tygodniu, dwóch wszystko wracało na dawne tory. Ilekroć próbowałam do niego dotrzeć, porozmawiać po prostu mnie ignorował. Z czasem było coraz gorzej... Awantury o wszystko, a ja starałam się robić wszystko by ich tylko uniknąć. Mamy dziecko i gdyby nie ono pewnie już dawno byśmy się rozstali. Mimo, że nie traktował mnie dobrze jest naprawdę dobry ojcem. Ostatnio powiedziałam, że tym razem naprawdę z nim zrywam, spakowałam walizki i wyprowadziłam się. Kiedy przyjechałam po resztę rzeczy, błagał żebym nie odchodziła, był naprawdę załamany. Przyznał mi rację, obiecał, że będzie o nas walczyć... Z jednej strony chciałabym stworzyć z nim udaną rodzinę, ale boję się, że jest to niemożliwe, że będzie się starał, a po jakimś czasie znów będzie to samo. Tęsknię za nim, ale nie chcę już dłużej cierpieć. Czy ktoś kto stosował przemoc psychiczną jest w stanie się zmienić?
Meks; 2017-02-19 10:24:33 
komentarz usunięty przez moderatora
Anka; 2017-01-22 03:14:01 
Rozstania są bardzo ciężkie. Ja aktualnie niby podjęłam decyzje o rozstaniu i zakończeniu związku ale boję się że ulegnę i odpuszczę i nadal będę w nim tkwić. Żyję w wolnym związku ( nigdy nie zdecydowałam się z powodu picia go zalegalizować ) z alkoholikiem od 26 lat. Mamy dorosłą już córkę (mieszka sobie z chłopakiem na razie oddzielnie i pracuje ). Właściwie gdyby nie pił wszystko chyba byłoby ok i moglibyśmy żyć spokojnie do starości. U mnie jest problem bo go kocham toksyczną miłością. Gdy nie pije jest ok i uwielbiam się do niego przytulać, spędzać z nim czas, uwielbiam gdy mnie rozśmiesza itd. Nie kłócimy się nigdy i generalnie dotarliśmy się w swoich przyzwyczajeniach. On mówi że czuje to samo. Niestety ma ciągi ( aktualnie 3/4 ) w roku bo pracuje, leczył się odwykowo ale niestety przychodzi moment że zapija. Ciąg trwa 2 tygodnie i jest koszmarem dla mnie. Były i noże, wynoszenie z domu rzeczy, przerobiłam wszystko - jedynie mnie nigdy nie bił. ...... Musiałbym napisać powieść żeby opisać co wtedy się dzieje. Chodziłam na terapię dla współuzależnionych ok 13 lat temu i dziś postanowiłam że bez kolejnej i psychologa nie dam rady odejść. Czemu miarka się przebrała? Bo zaczął ostatnio kilka razy znikać na noce i mnie kłamać. W końcu powiedział że się wyprowadza ja stanęłam jak słup ze strachu - włączył się lęk - to koniec - jak ja dam sobie radę sama. Jakby mi ktoś odciął tlen. Wpadłam w panikę. Samotna noc to dla mnie koszmar - nie mogłam usnąć bo przez toksyczną miłość on jest dla mnie jak tlen - wiem że to okropne i zdaję sobie sprawę co się dzieje ze mną i nie chcę czuć tych okropnych uczuć co czuję ..... chciałbym czuć radość i szczęście a czuje rozpacz, samotność i pustkę. I do tego nie czuję wcale zgody i siły w sobie by się rozstać. W tym dniu w którym powiedział mi o swojej decyzji powiedział że wszystko się jeszcze okaże. Było to 2 dni temu ...... Nie wiedziałam o co chodzi co to za sekrety więc powiedział że jest z kobietą i nie wróci na noc ... panika ja chyba oszaleję ..... co ja zrobię ....... na moje szczęście czy nieszczęście nie mieszkamy sami mieszkamy z teściami. Więc gdy go nie ma nie boję się tak bo nie jestem sama. Z jednej strony to chore ale on nigdy nie chciał się wyprowadzić od rodziców ( ma tak brzydko mówiąc d... schron) gdy ochłonęłam napisałam sms że ok jesteś wolny. Nie będę cię zatrzymywać i że jeśli odejdzie to żeby nie myślał że do mnie wróci, bo już dość mam nie pewności, strachu, lęków że jestem zrujnowana psychicznie przez niego a ja potrzebuję stabilizacji i mam już tego wszystkiego dość tych jego wyskoków. Dziś jest ta kobieta a za 2 lata inna ....... ( około 4 lata temu była podobna sytuacja) tylko się nie wyprowadził i też miała problem alkoholowy. Obiecał że skończy z nią bo ona go zrujnuje ale do dziś nie wiem czy się z nią czasem nie spotyka. Teraz zaś okazało się na 2 miesięcznym odwyku we wrześniu poznał młodszą koleżankę z tym samym problemem. I od tamtej chwili (około ) 4 mcy do dziś ( jak się dowiedziałam) sporadycznie się z nią spotyka, bo ona prosi go by on jej pomógł wyjść z nałogu i ją "uratował". Aktualnie gdy ją "od dwóch ratuje" on jest trzeźwy bo przychodzi do domu i jest ok. Ale jak się przyznał mi dziś w rozmowie to w grudniu gdy miał ciąg ( bo po leczeniu niestety zapił to był tam u niej). Ta osoba jest młodsza od niego o 18 lat. Myślałam że się zakochał itd ale po rozmowie szczerej mówi że nie kocha jej ale że bardzo ją lubi i nie wie co ma zrobić bo jej obiecał że jej pomoże a z drugiej strony niby mnie nie chce też stracić i chce się jednak leczyć bo inaczej zapije się na śmierć. Myślał że będę płakać i błagać i czekać .... a jak wróci przygarnę z radości. Oczywiście że ryczałam i co jakiś czas ryczę jak bóbr ale nie przy nim...... dlaczego on mi tak robi .... woli spędzić noc z inną .... nie rozumiem ...... wytłumaczył mi że ona teraz ma ciąg ale obiecała że to ostatnie piwo i że jutro się ogarnie, jak mówi ta kobieta nie jest z stąd więc wynajął jej gdzieś pokój, bo tam gdzie mieszka nie ma szans na wyleczenie się z nałogu. Straciła mieszkanie itd .... nie wiem na ile to wiarygodne, ale wyglądało że mówi szczerze. Aktualnie moje NIE dało mu do myślenia. I jeszcze zadał mi pytanie : żebym to ja mu powiedziała co ma zrobić ?? Oczywiście w głębi serca chciałabym żeby został ze mną, ale jaki to ma sens w tej sytuacji ??? czy żeby jej pomóc musi noce spędzać z nią ??? dziwne to ??? po prostu poczuł się bezkarny .... pewnie myśli że jak mu się nie uda to zawsze jestem ja, opiekunka chorych i potrzebujących. A ja przecież jak na to pozwolę to będzie mnie robił tak na szaro już stale, ( twierdzi że do żadnych bliskich kontaktów nie doszło ) - ale to mnie już nie interesuje - seksu u nas już nie będzie) nie ufam mu wcale ........ podjęłam decyzję że pójdę z tym do psychologa i choć raz w życiu muszę być asertywna. Muszę zrobić to co mówi rozum a nie serce. Aż sama w to nie mogę uwierzyć co piszę. W sumie mieszkam u niego, musiałbym coś wynająć a dobrze mi się tu mieszka itd. Wszystko byłoby łatwiejsze gdyby on był zły dla mnie, gdyby mnie wyzywał, gdyby były kłótnie, gdyby moje uczucia wymarły gdybyśmy darli koty i nie mogli już na siebie patrzeć. On twierdzi że sam nie rozumie siebie dlaczego mnie rani i tak postępuje. Mam tak sprzeczne uczucia że sama nic nie wymyślę jak nie pogadam z psychologiem. Ja wiem że muszę to zakończyć bez względu czy będzie pił czy nie będzie pił. To jest okropnie trudne. Moja cierpliwość dobiegła końca. Ale boję się odejść. Nie mam zgody by mieszkać sama. By samej robić zakupy, obiad mi nie smakuje wcale tak jak wtedy gdy jemy razem. Pragnę normalnej zdrowej miłości. I już sama nie wiem czy jestem takim typem, że nie mogę być sama, bo nigdy tak naprawdę nie byłam. Czy to toksyczna miłość. Dlatego rozstania są naprawdę trudne. Może się okazać że będzie to długa decyzja i odejdę tak naprawdę po roku (wyprowadzę się ) albo nigdy ..... bo teraz chcę zrobić oddzielność: każdy pierze, gotuje, kupuje itd sobie sam. Chcę mieć czas na pracę nad sobą. Przypuszczam że takie moje zachowanie, oddzielność, nas oddali a nie zbliży.... ale cóż muszę coś zrobić ..... nowego ......
Julka; 2017-01-06 12:30:09 
komentarz usunięty przez moderatora
Do j....... ;;;; 2016-11-18 14:24:41 
komentarz usunięty przez moderatora
wszystkowiedźma; 2016-11-14 08:30:43 
To nie był Michał to była GIGANTYCZNA ściemniara, kłamczucha ,, na oko" godna zaufania kobieta o niewinnej twarzy ------ lecz to tylko powłoka, maska.

1-10 | 11-20 |21-30 |31-40 |41-50 |51-58 |
Dołącz do nas!
* POLA OBOWIĄZKOWE
e-mail:*
hasło (min. 6 znaków):*
powtórz hasło:*
jestem:*
  kobietą piksel
  mężczyzną
data urodzenia:*
skąd znasz mydwoje.pl:
*Akceptuję Regulamin oraz Politykę prywatności Serwisu
Tak, chcę być informowany o w trendach i ofertach specjalnych dla Singli. Rezygnacja jest możliwa w każdej chwili.

lub zarejestruj się przez Facebooka
facebook register
Zadzwoń lub napisz do nas




tel: (22) 201 25 89
fax: (22) 201 25 87


codziennie 11.00 - 23.00
MyDwoje - krok po kroku

powered by WEB interface
Serwis MyDwoje.pl wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.   Akceptuję
zamknij