Jak się rozstać skutecznie?

  • Podziel się na:
  • Dodaj do facebook.com
  • Dodaj do twitter.com
  • Dodaj do wykop.pl
  • Dodaj do gogole+
  • Dodaj do Linkedin
  • Dodaj do Pinterest

Poznaj sposób na rozstanie

Jak rozstać się skutecznie?
Jeśli czujesz się nieszczęśliwy/a w obecnym związku, zastanów się poważnie nad jego zakończeniem. Warto podjąć ryzyko, gdyż bycie samemu nie zawsze oznacza bycia samotnym, natomiast samotność w związku zawsze boli najbardziej. Zgadzając się na związek toksyczny, nieudany, duszący, zgadzamy się na życie na pół gwizdka, akceptujemy „podróbkę szczęścia z fabryki na Tajwanie”, jak określiła to pewna polska wokalistka. Miejcie odwagę powiedzieć „NIE” takim podróbkom. Jeżeli Twoja decyzja już zapadła i jest nieodwołalna, przeczytaj porady przygotowane przez internetowe biuro matrymonialne MyDwoje.pl: jak się rozstać skutecznie, jak zerwać szybko i bez bólu?

Jak zakończyć związek?

Mówi się, że dużo łatwiej powiedzieć „witaj” komuś nieznajomemu niż „żegnaj” komuś bliskiemu. Rozstania są nieodłączną częścią naszego życia, dlatego dobrze jest wiedzieć, jak zakończyć związek bez łez, bez awantur, bez wyzwisk, a przede wszystkim na dobre. Oboje będziecie czuli się samotni, więc nie łatwo rozstać się na zawsze, może pojawić się pokusa ponownego związania się z byłym partnerem. Pamiętaj jednak, że samotność w związku bywa gorsza niż życie singla. Jak się rozstać z klasą, a do tego skutecznie? Kiedy przychodzi na to odpowiedni czas? Gdzie najlepiej to zrobić? Jak wypełnić pustkę po byłym partnerze? Kiedy w grę wchodzą uczucia, łatwo o bolesne słowa i dramatyczne gesty, w artykule znajdziesz zestaw rad i wskazówek, które pomogą Ci trzymać emocje na wodzy. Dzięki nim uda Ci się nie tylko pożegnać z klasą, ale zachować godność po rozstaniu, zarówno, jeśli to Ty porzucasz, odchodzisz, jak również gdy zostałeś porzucony.

Decyzja o rozstaniu może zostać podjęta z różnych powodów, przez: zazdrość i podejrzliwość w związku, brak satysfakcji z życia seksualnego, niewierność, przemoc fizyczną i słowną, a najczęściej niezgodność charakterów i odmienność poglądów. Jakikolwiek z tych powodów by nie był, decyzję o odejściu od partnera należy dobrze przemyśleć i podjąć „na chłodno”, a co najważniejsze samemu. Nawet najbliżsi przyjaciele nie wiedzą bowiem, jak jest w Waszym związku naprawdę. To Ty musisz być zdecydowany/a, że nie chcesz być już z drugą osobą. Wiesz na pewno, że tuż po rozstaniu będziecie się czuli samotni, ale może lepiej zakończyć nieudany związek i dać Wam szansę na stworzenie szczęśliwej relacji z inną osobą?

Dlaczego boimy się rozstania?

Ludzie często odwlekają decyzję o opuszczeniu partnera. Boją się niewygodnych pytań rodziny i znajomych, boją się, że nikogo lepszego nie znajdą, boją się pustki, której nic nie będzie w stanie zapełnić. Strach nie jest tu jednak dobrym doradcą. Oczywistym jest, że często wzbraniamy się przed tym, co nowe i nieznane. Boimy się podejmować ryzyko, ale ten, kto nie podejmuje ryzyka, ten w życiu nic nie osiągnie.

Poza tym, okazuje się, że nie taki diabeł straszny. Linda Brannon w swojej książce Psychologia rodzaju podaje, że badania prowadzone przez Catherine Riessman dowodzą, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni, mimo iż na początku czują się samotni, później cieszą się ze swobody, jaką daje im rozwód. Przyznają zgodnie, że najgorsza jest samotność w związku. Kobiety czują się uwolnione od dominacji męża, a mężczyźni od oczekiwań żony. Wszystkie badane kobiety znalazły jakiś pozytywny aspekt rozwodu, natomiast 15% mężczyzn nie widziało żadnych plusów w tym doświadczeniu. Kobiety miały częściej objawy depresji, lecz doświadczały wzrostu samooceny i czuły się zaradniejsze dzięki samodzielnemu wykonywaniu obowiązków, które wcześniej należały do męża. Mężczyźni z kolei wyrażali zaskoczenie trudnościami w samotnym życiu, a jednocześnie mówili o satysfakcji wynikającej z wykonywania domowych obowiązków. Zatem rozstanie (i okres bezpośrednio po nim) nie będzie łatwe, ale może ono okazać się bardzo budującym doświadczeniem, nie tylko uwalniającym od pasma udręk, ale i paradoksalnie podwyższającym samoocenę i dającym większe życiowe zadowolenie.

Zachowania świadczące o końcu związku

Jeśli w Twoim związku nie było przemocy, zdrady itp., po czym możesz poznać, że Wasz związek się wypalił, że nie będziecie mogli się porozumieć i nadszedł moment, w którym trzeba położyć kres udręki we dwoje? Czy można wskazać konkretne zachowania partnera, które świadczą o nieuchronnym końcu związku?

Na te pytania postanowił odpowiedzieć amerykański profesor psychologii John M. Gottman, współtwórca Instytutu Małżeńskiego i Rodzinnego w Seattle. Przez szesnaście lat badał on pod różnymi względami około 700 par. W wyniku tych badań wyróżnił on siedem znaków, na podstawie których z ponad 90% skutecznością potrafił przewidzieć, czy dana para będzie ze sobą czy nie.

  1. Wzajemne oskarżanie się już na początku rozmowy o swoim związku, co sugeruje, że dana para nie potrafi rozwiązać swoich problemów. Często nie rozstają się tylko dlatego, że nie chcą być znowu singlami.
  2. Cztery zwiastuny rozstania: krytyka, pogarda, postawa obronna i mur obojętności. Jak to wygląda w praktyce? Zacznijmy od tego, że zawsze znajdzie się powód do krytyki wobec drugiej osoby. Jeśli krytyka jest stanem permanentnym, może prowadzić do kolejnego zwiastuna - pogardy. Agresja, ciągłe złośliwości i wyzwiska wpływają na związek tylko i wyłącznie destrukcyjnie, są wyrazem wyładowywania negatywnych emocji na bliskiej osobie, co z kolei skutkuje przyjęciem przez nią postawy obronnej. Partner nie przyznaje się do błędów, nawet jeśli one istnieją, przez co następuje pogłębienie konfliktu prowadzące do kolejnego zwiastuna – muru obojętności. Za tym murem częściej chowają się mężczyźni. Zwiastun objawia się wyłączeniem podczas rozmowy, brakiem aktywnego słuchania, pustym wzrokiem itp., a skutkuje ciągłym oddalaniem się od siebie partnerów.
  3. Zalew negatywnych uczuć. Kiedy wymienione wyżej cztery zwiastuny trwają zbyt długo, stają się tak intensywne, że powodują wstrząs psychiczny. Wówczas koncentrujemy się tylko na tym, żeby bronić się przed stresem spowodowanym atakami partnera. Osoba atakująca również doświadcza negatywnych emocji, gdyż myśli o drugiej stronie tylko w sposób krytyczny i pogardliwy. W ten sposób związek zamienia się w ciągła walkę.
  4. Czwarty znak objawia się w mowie ciała przyspieszonym pulsem, szybszym biciem serca, nadmiernym poceniem się. Gdy przynajmniej jedna strona w związku przeżywa stres objawiający się wymienionymi sygnałami, oznacza to, że obcowanie z partnerem odbiera jako zagrożenie, podobne do zagrożenia spowodowanego spotkaniem z dzikim zwierzęciem. Stąd też naturalną reakcją jest dążenie do przerwania tego stanu rzeczy, czyli do ucieczki.
  5. Niepowodzenie prób ratowania dyskusji. Stwierdzenia takie jak: „Przestańmy się kłócić”, „Muszę się uspokoić, żeby móc dalej rozmawiać” mogą uratować związek, bo obniżają napięcie między partnerami i sprawiają, że zmniejsza się poziom stresu podczas wzajemnych kontaktów. Jednak gdy starania te przechodzą bez echa, gdy rozmowy między partnerami zdominowane są przez opisane wcześniej cztery zwiastuny rozwodu, zastanów się poważnie nad rozstaniem. Jeżeli tylko jedna ze stron próbuje rozmawiać, a druga ciągle krytykuje, w końcu ta pierwsza zniechęca się i narastają u niej złe emocje.
  6. Zatrucie wspomnień. Ci, którzy widzą swój związek w negatywnym świetle, nie potrafią sobie przypomnieć dobrych chwil, ale także tego, jak razem skutecznie pokonywali trudności. Odbiór rzeczywistości jest przez nich mocno zniekształcony. Często każda ze stron ma swoją wersję wydarzeń, a każda z tych wersji służy do wzajemnych oskarżeń.
  7. Wycofanie się ze związku. Małżonkowie już się nie kłócą, nie ma między nimi pogardy, w zasadzie nie wykazują wzajemnej aktywności. O swoim związku mówią chłodno, gdyż wycofali się emocjonalnie ze swojego małżeństwa. Teraz mogą podjąć decyzję - separacja czy rozwód?

Sposoby na skuteczne rozstanie

Jeśli czujesz, że w Twoim związku Ci źle, a ponadto zauważysz wyżej wymienione symptomy może warto na poważnie zastanowić się nad rozstaniem i znaleźć skuteczny sposób na rozstanie.

  • Jak się rozstać? W dobie internetu i komórek, możliwości, żeby powiedzieć „żegnaj” jest naprawdę wiele. Szczególnie wśród młodych osób popularne są rozstania przez telefon, maila i najmniej wyrafinowane - przez SMS i komunikatory, np. Gadu-Gadu. Najgorszym sposobem jest jednak wplątywanie w to osób trzecich, a i takie przypadki się zdarzają. Chyba nie trzeba dodawać, że te metody nie należą do rozstań z klasą. Takie rozwiązania podejmują zwykle osoby niedojrzałe i tchórzliwe. Jeśli już podejmiesz decyzję o rozstaniu, miej odwagę powiedzieć to partnerowi w twarz. Nawet jeśli masz go serdecznie dość, należy mu się odrobina szacunku.
  • Gdzie się rozstać? Kiedy już zdecydujesz się, że chcesz zakończyć dotychczasowy związek, wybierz odpowiednie miejsce na spotkanie. Nie polecam mieszkania żadnej ze stron. Głupio będzie, jeśli zechcesz, żeby twój świeżo upieczony ex-partner wyszedł, a on nie będzie chciał tego zrobić. Tobie też nie będzie miło, gdy usłyszysz: „Wynoś się!”. Nie należy również wybierać miejsc, do których razem chodziliście, macie do nich sentyment itp. To tylko może powodować niepotrzebne emocje i łzy. Najlepiej spotkać się na neutralnym gruncie. Na przykład w kawiarni lub w parku, najlepiej w niezbyt zaludnionym miejscu. To nie tylko pozwoli Wam spokojnie porozmawiać, bez uśmieszków ludzi wokół, ale i w razie niekontrolowanego wybuchu drugiej strony, pozwoli Wam nie spalić się ze wstydu.
  • Co powiedzieć? Najlepiej prawdę. Powiedz szczerze i spokojnie o swoich uczuciach. Nie rób partnerowi wyrzutów, nie wyciągaj zdarzeń z przeszłości, nie obwiniaj go za rozpad Waszego związku. Może zdarzyć się, że druga strona na wieść o rozstaniu, zacznie mówić o jeszcze jednej próbie, o tym, że się zmieni, że będzie między Wami lepiej. Niestety często są to puste frazesy i nie powinieneś zmieniać swojej decyzji pod ich wpływem. Jeżeli dobrze przemyślałeś swą decyzję, lepiej zakończyć nieudany związek raz na zawsze. Bądź konsekwentny i wykaż się w takiej sytuacji asertywnością.
    Jeśli łączy Was wspólne mieszkanie albo związek małżeński, niestety nie możecie ot tak pójść każdy w swoją stronę. Musicie omówić pewne kwestie, niekoniecznie podczas pierwszej rozmowy o rozstaniu, zwłaszcza jeśli zakończy się ona awanturą lub wybuchem płaczu. Daj partnerowi parę dni na ochłonięcie i umów się z nim na omówienie łączących Was kwestii. Najlepiej zrób sobie listę rzeczy do ustalenia i zapamiętaj ją. Czytanie z kartki może niepotrzebnie urazić drugą osobę. Staraj się jak najszybciej osiągnąć kompromis. Możesz też pierwszy przedstawić swoją propozycję podziału majątku czy spłaty kredytu. Wtedy rozmowa powinna mieć sprawniejszy przebieg. Oczywiście, że spotkania w takich sprawach powinny ograniczyć się do niezbędnego minimum.
  • Rozstanie - znowu jesteś sam. Świeżo po rozstaniu, zarówno strona porzucająca, jak i porzucana może dojść do wniosku, że jednak ciężko jej żyć samotnie. Często przynosi to fatalne w skutkach zachowania, jak szukanie kontaktu z byłym partnerem czy rzucanie się w wir przygodnych znajomości.

Czego nie powinieneś robić?

Podjąłeś już decyzję o rozstaniu, teraz pada pytanie: jak się rozstać skutecznie? Przedstawiamy Ci sposób na rozstanie.

  • NIE SZUKAJ KONTAKTU Z EKS NA SIŁĘ! Niektórzy zupełnie nie radzą sobie z nagłą pustką i zachowują się w sposób, pozbawiający ich godności, np. poprzez usilne podejmowanie prób kontaktu z byłym partnerem. Aranżują przypadkowe spotkania w okolicach jego domu, pracy, w miejscach, które odwiedza. Do tego dochodzą telefony (często głuche, z zastrzeżonego numeru, o dziwnych porach) oraz SMS-y „przez pomyłkę”, „z przyzwyczajenia”. Nie łudź się, że przypominając o sobie kilka razy dziennie, Twój/ Twoja Ex do Ciebie wróci. Wzbudzisz w byłym partnerze raczej zniecierpliwienie i złość. Tobie też po pewnym czasie będzie wstyd za takie zachowanie.
  • NIE OBNOŚ SIĘ ZE SWOIM NASTROJEM! Zachowaj umiar i rozsądek. Daruj sobie (przynajmniej na jakiś czas) wrzucanie na portal społecznościowy, na którym jest twój eks, zdjęć z imprez, które mają na celu pokazanie mu, jak świetnie potrafisz się bez niego bawić. Jeśli cierpisz, powstrzymaj się od wypisywania w internecie dziwacznych tekstów typu: moje życie straciło sens. Zyskasz nie tylko w oczach byłego partnera, ale i Waszych wspólnych znajomych.
  • PRZYJAŹŃ NIE JEST WSKAZANA (od razu po rozstaniu)! Oderwij się od byłego partnera raz na zawsze, a przynajmniej na długi czas. To bardzo trudny krok, ale pozwoli Ci szybciej dojść do siebie po nieudanym związku. Znam osoby, które po zerwaniu ciągle zachowywały się jak para, tylko bez okazywania sobie czułości. Chodziły razem na zakupy, do kina, jadły wspólnie obiad. Gdy jedna ze stron kogoś poznała, druga miała o to pretensje. A przecież od dawna tak naprawdę nie byli razem. Powstrzymaj się od próby nawiązywania lub utrzymania przyjaźni ze ex-partnerem. Niepotrzebnie przedłuża to proces rozstania i udziwnią Waszą relację.
  • NIE BAW SIĘ INNYM CZŁOWIEKIEM! Niektórzy na pocieszenie po nieudanej znajomości starają się znaleźć kogoś na chwilę. To ma im udowodnić, że atrakcyjni, pociągający, wartościowi. Spotkałam się z różnymi określeniami osoby „na pocieszenie”. Nazywa się ją np. „trampoliną” albo bardziej brutalnie - „klinem”. Porównanie nieudanego związku do kaca może i ma rację bytu, ale człowieka do klina raczej nie. Chyba nie chciałbyś być dla kogoś „klinem”, prawda?
  • NIE UCIEKAJ OD DOTYCHCZASOWEGO ŻYCIA! Niektórzy próbują uciekać od nieudanego życia poprzez ucieczkę do innego miasta. Czy to dobre rozwiązanie? Spalenie za sobą wszystkich mostów nie zawsze wychodzi na dobre. Świeżo po rozstaniu potrzebujemy kontaktu z bliskimi nam osobami, z przyjaciółmi, z rodziną. W obcym mieście będziemy zupełnie sami, co tylko powiększy naszą pustkę po stracie bliskiej osoby.
  • NIE SZUKAJ ZAPOMNIENIA W ALKOHOLU! Unikaj alkoholu i innych środków odurzających i wyskokowych imprez. To nie tylko niebezpieczne dla zdrowia, ale również dla twojej dumy i honoru. Po alkoholu łatwiej chwytamy za telefon i dzwonimy do byłego partnera/partnerki.

Co możesz robić po rozstaniu?

  • DAJ SOBIE CZAS NA ŁZY! Wielu ludzi, zwłaszcza mężczyzn, uważa, że rozpaczanie jest oznaką słabości. Takie osoby na zewnątrz starają się nic po sobie nie pokazywać, sprawiają wrażenie, że rozstanie nie zrobiło na nich najmniejszego wrażenia. Tak naprawdę jednak często cierpią i zagłuszają w sobie żal, smutek i gniew. Pozwól sobie popłakać, tak, tak, Was też się to tyczy Panowie! Ciągłe tłumienie negatywnych emocji może się objawić w końcu dolegliwościami psychosomatycznymi (np. bóle głowy czy wrzody). Może to wydawać się dziwne, ale staraj się także kontrolować swój smutek – np. kiedy przychodzisz do pracy powiedz sobie, że teraz czas na obowiązki.
  • ZAJMIJ SIĘ SOBĄ! Wszystko, co do tej pory robiłeś/aś kręciło się wokół partnera? Ciesz się! W końcu możesz zająć się sobą! Znajdź sobie zajęcie, realizuj swoje pasje – po prostu zacznij cieszyć się życiem. Nie odmawiaj przyjaciołom, jeśli chcą Cię wyciągnąć z domu, nawet jeśli kompletnie nie masz na to ochoty. Poza tym zawsze możesz ich zaprosić do siebie. W sprawdzonym towarzystwie łatwiej pokonać najtrudniejsze chwile.
  • ZRÓB LISTĘ WAD PARTNERA! Wiele osób po rozstaniu stawia ex-partnera w lepszym świetle, niż jest w rzeczywistości. Wracają dobre wspomnienia, a kłótnie idą w niepamięć. Wtedy często pojawia się myśl: a może spróbować jeszcze raz, przecież byliśmy kiedyś tacy szczęśliwi. Aby uniknąć takich sytuacji, sporządź pewnego dnia listę wad twojego byłego partnera i czytaj ją w chwilach, gdy najdzie Cie ochota na powrót. Być może to ostudzi nieco twoje mocje.
  • NAPISZ LIST DO BYŁEGO PARTNERA I … NIE WYSYŁAJ GO! Znana psychoterapeutka - Doris Wolf proponuje napisanie listu do byłego partnera, w którym każde słowo zaczyna się od „Żegnam się z...”. Należy wymienić nie tylko negatywne cechy, ale i te pozytywne. Listu nie należy wysyłać, ma być on ujściem dla emocji, pomocą w zrozumieniu, że Wasz związek już się zakończył.
  • ZRÓB LISTĘ SPRAW DO ZAŁATWIENIA! Inną propozycją Doris Wolf jest zrobienie listy spraw, które musisz załatwić, by przejąć życie w swoje ręce. Powinna ona zawierać takie rzeczy jak: otwarcie własnego konta, znalezienie nowego mieszkania, zmiana umowy najmu itp. Wyznacz sobie nagrodę, za każdy zrealizowany punkt. To powinno Cię bardziej zmobilizować.
  • ZRÓB WIELKIE PORZĄDKI! Pozbądź się z mieszkania rzeczy, które przypominają Ci partnera. Oczywiście w pierwszych dniach po rozstaniu, może kojarzyć z nim dosłownie wszystko. Nie popadaj w przesadę i nie wyrzucaj np. fotela, na którym często siedział. Usuń podarunki od niego/od niej, wspólne zdjęcia itp. Najlepiej schowaj wszystkie te rzeczy w pudło i wynieś. Nie wyrzucaj ich, kiedyś możesz tego żałować. Możesz też zmienić pewne elementy wystroju wnętrza. To pozwoli Ci zrozumieć, że zaczął się nowy etap w Twoim życiu.

Joanna Doktorska


Polecane książki:
Johna M. Gottmana, „Siedem zasad udanego małżeństwa”, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2006;
Doris Wolf, „Kiedy partner odchodzi”, Klub dla Ciebie, Warszawa 2000;
Lindy Brannon, „Psychologia rodzaju”, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2002.




oceń artykuł:
[ 5.5 / 6 z 42 oddanych głosów ]
 

Komentarze (57)


dodaj komentarz
dodaj komentarz
 Niktoś 2017-06-20 13:16:05 
Historia mojej porażki...

Byłem świeżo po studiach, kiedy poznałem Gosię. Ona była świeżo po swojej dziewiętnastce.
Wygadana, uśmiechnięta, śmiała, troche beztroska – imponowała mi swoim temperamentem i łątwością nawiązywania znajomości. Ja raczej poukładany, małomówny i zamknięty w sobie szybko zwróciłem na nią uwagę i coraz częściej przyciągała moje myśli. Zaczeliśmy spędzać ze sobą coraz więcej czasu w pracy, lubiliśmy swoje towarzystwo, jakoś tak chyba uzupełnialiśmy się nawzajem. Ja- ponurak pomagałem jej w pracy, ona zarażała mnie swoim radosnym sposobem życia. W dzień kobiet zaprosiłem ją na kolację i od tej pory zaczeliśmy się spotykać również po pracy. Mimo sporej różnicy wieku, jej rodzina polubiła mnie chyba a przynajmnie zaakceptowała.
Wkrótce wyjechaliśmy za granicę – najpierw ja, ona dołączyła niecałe dwa miesiące później. Pierwsze lata pobytu były dużą próbą przetrwania dla nas i dla naszego związku. Po około 2 latach przeżyliśmy pierwszy kryzys i Gosia postanowiła mnie zostawić. Nie wiem czy kogoś miała, wiem, że ktoś jej się podobał i chyba wybrali się razem na jakiś spacer do parku czy coś. Nie wiem, czy było między nimi coś więcej – on chyba wyjechał do swojego kraju, nie chciał wkraczać w nasz związek, nie wiem jak potyoczyłaby się nasza historia, gdyby on nie wyjechał...Gosia zdecydowała się wkrótce wyprowadzić ode mnie z pokoju i za porozumieniem z Landlordem – zamieszkała w swoim pokoju na górze. Byłem zrozpaczony i próbowałem ją za wszelką cenę odzyskać. Była zimna jak kamień w stosunku do mnie, unikała rozmów, dawała mi do zrozumienia, że między nami wszystko skończone. Wyjechała do Polski na Święta - sama, ja dałem jej znać że też przyjeżdzam wierząc, że zaprosi mnie do siebie. Poleciałem do Warszawy, póżniej do Lublina jednak na dworcu nikt na mnie nie czekał...Czułem się jak porzucony pies, było mi przykro, poleciały mi łzy. Ponieważ było już późno i nie miałem jak dostać się do Stróży w której mieszka moja rodzina, zadzwoniłem do mojego dobrego kolegi ze studiów – Pawła, który zabrał mnie do swojego domu. Chyba mój kolega później do niej zadzwonił i wkrótce Gosia przyjechała ze swoją siostrą do Pawła, żeby mnie odebrać...
Po powrocie do UK zacząłem wspominać o szansie na zakup domu w UK ponieważ działka rolna, którą miałem po moich Dziadkach miała zostać przekonwertowana na budowlaną i zyskać dużo na wartości. Gosia zdawała się powoli „wracać” do mnie a perspektywa zakupu wspólnego domu zdawała się ‘uzdrawiać’ naszą relację...
Po czterech latach związku zaręczyliśmy się, po pięciu - kupiliśmy nasz wspólny dom. Ja sprzedałem swoją działkę w Polsce, Gosia dołożyła pieniądze z pożyczki, które wzięła na studia. Chociaż mój wkład był 4-krotnie większy, zaufałem jej i dom zakupiliśmy wspólnie na zasadach 50/50.
Śladem naszych znajomych uzgododniliśmy razem, że przez pierwsze dwa, trzy lata będziemy wynajmować dwa pokoje aby pokryć z tego koszty kredytu na dom. Jednak po dwóch latach wspólnego mieszkania w swoim domu, Gosia zaczęła mieć problemy z utrzymywaniem kolejnych prac – traciła je zanim na dobre zaczeła pracować. Za każdym razem obwiniała swoich pracodawców i współpracowników, że jej zazdroszczą urody, domu, że ktoś tam dzwoni do kogoś żeby jej / nam zaszkodzić. Czasami miałem wrażenie, że mieszkam z jakąś Gwiazdą, za którą latają Paparazzi i próbują jej utrudniać życie.
Gosia umiała zawsze wyszukać dobrych ludzi i nie miała oporów żeby zwrócić się do nich o pomoc – miała dwóch dobrych kolegów, którzy pisali jej listy, chodzili z nią na hearingi, pomagali. Ona zawsze potrafiła wyczuć dobro w sercach innych ludzi, lubiła otaczać się się prominentnymi osobami, którzy mogli jej w czymś pomóc. Wiedziała, że nigdy jej nie odmówią – Karrim, starszy lekarz ze szpitala...Myślę, że zawsze był to układ typu – ty mi pomożesz a ja tobie może kiedyś, może....
Poczułem się zdradzony, kiedy pewnego razu poprosiłem Gosię o dochowanie tajemnicy, prosiłem parę razy – niedługo potem zorientowałem się, że wiedzieli i rodzina i znajomi. Gosia twierdziła, że to przecież nic takiego, jednak mnie to dotknęło i podkopało zaufanie do niej, już na zawsze..
Kolejne nieporozumienia, pretensjonalny ton, zwolnienia dyscyplinarne, hearingi i jej niestabilność zatrudnienia zaczęły odbijać się na naszym związku. Czułem coraz większy stres i świadomość że ja nie mogę pozwolić sobie na stracenie pracy, bo jeśli tak się stanie, to możemy stracić dorobek naszego życia, a może raczej dorobek życia moich Dziadków, dzięki którym mogliśmy pozwolić sobie na zakup domu. Dużo wtedy piłem, biegałem...później równiż latałem i tańczyłem. Wszystko to pomagało mi zapominać o problemach w związku i odstresować się.
Pamiętam, jak Informowałem o swoim niezadowoleniu Gosie mnóstwo razy, czasami wręcz wykrzykiwałem swoje lęki i odczucia na głos, kląłem. Gosi zawodem stało się...szukanie pracy. Takiej w krórej mogłaby zarządzać innymi ludźmi i wszyscy by ją słuchali, takiej z jej snów...Nie rozumiałem dlaczego ona ciągle jest bez pracy. Nie rozumieli tego nasi znajomi. Przecież w Anglii każdy człowiek, który jest zdrowy i zna język może w tym kraju mieć pracę...dobrą pracę.
Nie potrafiłem się już więcej z nią komunikować, miałem wrażenie, że rozmawiam z kimś o 20 lat młodszym niż była, jej argumenty wprawiały mnie w osłupienie i zdumienie. Ona twierdziła, że to ja nic nie rozumiem. Podobne zarzuty co ja mieli wszyscy jej pracodawcy –pretensjonalny ton, kłótliwość, podważanie decyzji przełożonych, niesubordynacja, nieprzykładanie się do swoich obowiązków, obwinianie innych. Siedmiu pracodawców w jednym roku – to raczej zdaje się być mówić samo za siebie. Nasi wspólni znajomy zwrócili uwagę, że Gosia po zrobieniu licenjatu bardzo się zmieniła, że zaczęła traktować wszystkich z góry, nie dając sobie nic powiedzieć i nie przyjmuje krytyki...
Było mi wtedy bardzo ciężko, gdyż na Gosi pomoc nie mogłem w ogóle liczyć – nigdy nie wiedziała kiedy, komu i za co płacimy – mortgage, insurance, bills – wszystko było na mojej głowie. Ciągle musiałem prosić się o uregulowanie płatności, które tylko w nielicznych przypadkach regulowane były na czas. Ona była tylko cały czas zajęta sobą, szukaniem swojej ‘wymarzonej’ pracy i rozpamiętywaniem swoich zawodowych porażek, obwiniając przy tym wszystkich dookoła – pracodawców, znajomych... Ona, oczywiście zawsze była niewinna...
Kiedy rozmwialiśmy, czułem zamęt w głowie, nie dowierzałem własnym uszom. Już wtedy wiedziałem, że nie chcę już dłużej kontynuować tej relacji. Czułem się podle, wstydziłem się, że tak długo to trwało. Nie wiedziałem co robić. Było mi głupio w stosunku do niej, do jej rodziny, do mojej, do samego siebie...
Zacząłem poszukiwać pomocy. Myślałem, że to ze mną jest coś nie tak. Zapisałem się na kurs samodoskonalenia – jak sobie radzić ze złością, uczucia, odpwiedzialność, uzależnienia, asertywność, miłość, itp. Prawie cały rok, póżniej jeszcze 9-cio miesięczna terapia NEST.
Nie chciałem już więcej wynajmować pokoi bo zabiera to całą prywatność a i nigdy nie wiadomo, kto może się trafić. Przez ostatnie pare lat mieliśmy różnych lokatorów – niektórzy byli ok, inni traktowali ten dom jak hotel, byli hałaśliwi, pretensjonalni, straszyli sądem itp. Po pięciu latach, Gosia jednak nalegała żebyśmy nadal wynajmowali i prosiła, żeby jej dać więcej czasu na, jak to nazywała – karierę. Dawałem - kilkakrotnie, rok, pól roku, następne pół, bez skutku. W końcu zebrałem się na odwagę i powiedziałem jej (chyba raczej wykrzyczałem), że kończe ten związek i że mam już tego dość. Powtórzyłem to jeszcze kilka razy przy kilku innych okazjach i oznajmiłem, że ja ten związek uważam za zakończony i że nie będe miał jej za złe, jeśli spotka kogoś i zacznie sobie układać z nim życie. Tego samego oczekiwałem od niej. Początkowo nie chciała o tym słyszeć, myślała, że żartuję. W końcu zgodziła się ale poprosiła o trochę czasu. Zgodziłem się. Po pół roku wróciłem do rozmowy, znów prosiła o czas i tak w kółko...Jeśli gdzieś wychodziliśmy razem, oznajmiałem jej, że owszem idziemy razem, ale nie jako para. Nasze problemy trzymaliśmy raczej w tajemnicy. Nie łatwo jest się obnosić z problemami i przyznawać do porażek. Przynajmniej mi.
Kiedy wyjechałem sam w góry na kilkudniowy odpoczynek, Gosia wbrew mojej woli wynajęła pokój pewnej Bułgarce i to przelało przysłowiową czarę goryczy. Na domiar tego, pięniądze z wynajmu zaczeła zabierać i używać na pokrycie swoich kosztów utrzymania bo pracy już nie miała. Czułem się jak ktoś dałby mi w twarz. Wolałbym, żeby ktoś dał mi w twarz niż tak potraktował bez szacunku do mojego zdania jak ona. Poczułem, że moje zdanie nic się dla niej nie liczy...
Niedługo po tym poznałem kogoś, z kim świetnie się dogadywałem a od listopada 2016 zaczeliśmy się spotykać. Po około dwóch tygodniach oznajmiłem Gosi, że się z kimś spotykam. Po następnych kilku tygodniach oznajmiłem, że wyprowadzam się z domu i chcę jak najszybciej sprzedać dom i podzielić się pieniędzmi. Zbiegło się to wszystko w czasie z chorobą mamy Gosi. Wiem, co czuła – moja mama miała podobną operacje. Taką i jeszcze kilka innych pare razy – zawsze to bardzo przeżywałem. Gosia prosiła mnie o wsparcie w tym trudnym dla niej czasie – odmówiłem. Byłem rozdarty i czułem się podle jednak postanowiłem być konsekwentny w swojej decyzji skoro zakończyłem ten związek i byłem już z kimś innym.
Próbowałem z nią rozmawiać, prosiłem ją...bez skutku Pomyślałem, że nie mam innego wyjścia jak oddać sprawę w ręce prawników. W międzyczasie dowiedziałem się, że zostanę ojcem, chociaż pogodziłem się już z faktem, że już nigdy nie będę miał dzieci – lekarze nie dawali mi dużych szans...Ona nadal mi nie wierzy, ale to już jest coś, na co nie mam wpływu. Pewnie Gosia ma swoje powody, albo po prostu tak jest jej łatwiej. Ja zawsze byłem w tej kwestii z nią szczery aż do bólu – tak – do bólu, bo to na prawdę boli, kiedy mówi się drugiej osobie o swoich ‘słabościach’ czy niedomaganiach, zwłaszcza mężczyźnie – tak mi się wydaje.
Dzisiaj wiem jedno – za około pół roku bedę odpowiedzialny za nowe życie, za życie małej, bezbronnej istoty, którą powołałem do życia. Jestem szczęsliwy i jednocześnie przerażony. Obecnie przeprowadzamy się z miejsca na miejsce, bo trudno mi wynając mieszkanie skoro mam już dom, za który muszę spłacać kredyt, chociaż tam nie mieszkam. Żyjemy na walizkach. Zaaplikowałem o pożyczkę, żeby pokryć koszty naprawy samochodu, póżniej koszty prawników, wynajmu domu, etc ale Gosia swoim zwyczajem otworzyła mi list z banku i zniszczyła. Nie wiem jak to można nazwać...Przecież to była moja pożyczka i ja bym ją spłacał a nie ona...
Najbardziej szkoda mi tego dzieciaka, który za kilka miesięcy przyjdzie na świat. Chciałbym aby mój syn przyszedł na świat w przytulnym, spokojnym i własnym domu bez stresów i napięć, ale coraz mniej jest to prawdopodobne...Gosia ciągle nie może pogodzić się z naszym rozstaniem chociaż czasami mam wrażenie, że robi mi po prostu na złość. Sama zapowiedziała, że puści mnie w skarpetkach i nie podaruje...To jeden z tych powodów, dla których przestałem chodzić do kościoła – przychodzą tam ludzie, którzy uważają się za wierzących a tak na prawdę pielęgnują w swoich sercach złość, czerpią przyjemność z zemsty...
Tak na prawdę to myślę, że wcale nie chodzi jej o nasz związek, który się już dawno i tak rozpadł, tylko o ten dom...
Gosia zarzuca mi, że zmarnowałem jej życie – ja się z tym nie zgadzam. Myślę, że wiele przy mnie zyskała i że beze mnie od dawna już byłaby w Polsce bo zawsze miała problemy z utrzymaniem pracy. Po prostu nie byłoby jej stać, żeby tu żyć. Gdybym był złośliwy, powiedziałbym, że to ona zmarnowała moje życie bo przecież ciągle czekałem na to, że zmieni swój stosunek do pracy, stanie się odpowiedzialna, dorośnie...Ciągle tylko prosiła o więcej i więcej czasu a wyników nie było widać..
Poza tym, zawsze miała wolną rękę żeby odejść – nigdy jej nie powstrzymywałem na siłę a wręcz namawiałem żeby odszła ode mnie, skoro tak było jej ze mną źle... Ona o tym bardzo dobrze wie, ale łatwiej jest obwiniać inych niż samemu wziąść odpowiedzialność za swoje decyzje, czyny, postępowanie, przyznać się do porażki...
Napięcia i stres między mną a moją partnerką, obawa o zdrowie dziecka, listy prawników, policja którą Gosia na mnie nasyła, korespondencja, którą mi czyta i niszczy, niepewna praca... Nieuchronna zdaje się być sprawa w sądzie....Wszystko to kładzie się cieniem na moim zdrowiu a przecież dziecko będzie potrzebowało wkrótce ojca...
W pracy czasami znikam na kilkadziesiąt minut, zamykam się gdzieś bo nie jestem w stanie myśleć ani pracować, łzy cisną mi się do oczu...
Mimo tego, że Gosia tak skutecznie utrudnia mi pójście naprzód, sprzedaż domu i bije poniżej pasa, wdzięczny jestem jej za te wszystkie wspólne lata razem, na pewno wiele się od siebie wspólnie nauczyliśmy – przynajmniej ja od niej... Dużo razem przeszliśmy.
Czasami nawet jestem jej wdzięczny, że tak uparcie stara się uprzykrzyć mi życie, nasyłając na mnie policję, zniesławiając mnie w oczach naszych wspólnych znajomych, zmuszając mnie do oddania sprawy do sądu. Ktoś kiedyś powiedział, że to, co jakaś osoba mówi o tobie, świadczy tylko o niej samej..
Mimo, że jest mi bardzo trudno, chwilami cieszę się, że mogę zmierzyć się z kolejną trudną sytuacją w moim życiu i wyjść z niej mocniejszym, mądrzejszym. Wierzę, że jest w tym jakiś sens. Bóg jeden wie jaki, ale może jest to lekcja wytrwałości, wybaczenia, pokory czy zrozumienia...I to pewnie tak samo dla mnie, jaki i dla Gosi. Tak myślę. Może kiedyś się dowiem....
Niemalże każdego dnia, na swój własny sposób modlę się do Boga, w którego wierzę i tylko On o tym wie, co dzieje się we mnie i w moim sercu. On w zamian daje mi spokojny sen i radość istnienia...czasami przez łzy...
Modlę się za siebie i moją nową rodzinę. Modlę się za Gosię.
P.


 wandzia 2017-06-17 16:26:51 
Wydaje mi się, że największym problemem przy podjęciu decyzji o rozstaniu jest przywiązanie. Zgadzam się w zupełności, że lepiej być samotną, z perspektywą poznania kogoś niż być samotną w związku. Ale myśl o tym, że masz zakończyć związek z kimś, kogo znasz kilka lat, zawsze wiąże się z pewnym strachem. Pojawia się pytanie: a może nie jest jednak tak źle, przecież kiedyś byliśmy szczęśliwi, to może niedługo znowu tak będzie? A co, jak nie znajdę nikogo innego, w sumie lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu... Ale to jest błędne myślenie, wiem to też po sobie, jak ciągnęłam związek przez prawie rok, który tak naprawdę nie miał szansy się udać. Byliśmy zupełnie różnymi osobami, na początku zafascynowaliśmy się sobą, ale jak zaczęliśmy się bliżej poznawać, te różnice coraz bardziej dawały się we znaki. Ale nie potrafiłam powiedzieć: to już koniec, powinniśmy się rozstać i poszukać szczęście gdzieś indziej. Liczyłam, że to się ułoży, że przecież początek był taki super, to czemu nie może tak być dalej. Ale jak się okazało, nie mogło tak być, późno odważyłam się powiedzieć w końcu "dość". Ale już teraz wiem, że był to bardzo dobry krok, początki po rozstaniu oczywiście były ciężkie, ale jakoś to przetrwałam. Jak się ogarnęłam, zaczęłam szukać kogoś innego, właśnie tutaj, na mydwoje, ponieważ pomyślałam, że tym razem muszę znaleźć kogoś, kto do mnie pasuje, a właśnie ten portal w tym temacie bardzo pomaga, dzięki temu testowi itp. I udało mi się, znalazłam, tak mi się wydaje, swoją bratnią duszę. Pasujemy do siebie w tych najważniejszych kwestiach, czuję się zupełnie inaczej, niż w poprzednim związku, o wiele bardziej szczęśliwa. I teraz widzę, z perspektywy czasu, że powinnam wcześniej podjąć decyzję o rozstaniu, krócej męczyłabym się w tamtym związku. Dlatego innym osobom życzę tej odwagi, aby nie bały się powiedzieć "to koniec", jak to się mówi: coś się kończy, coś się zaczyna, a to nowe może być znacznie lepsze od tego starego, pamiętajcie o tym. Do odważnych świat należy :)
 Pol 2017-05-22 15:39:13 
komentarz usunięty przez moderatora
 Kasia 2017-02-21 13:13:58 
W naszym związku nie układa się już bardzo długo. Mieliśmy bardzo przykre chwile. Partner często sobie ze mnie żartował, kpił, nieraz wyzywał. Mówił, że jestem beznadziejna, znajdzie sobie lepszą itd, itp. Rozmawialiśmy kilka razy i była poprawa, ale tylko na chwilę. Po tygodniu, dwóch wszystko wracało na dawne tory. Ilekroć próbowałam do niego dotrzeć, porozmawiać po prostu mnie ignorował. Z czasem było coraz gorzej... Awantury o wszystko, a ja starałam się robić wszystko by ich tylko uniknąć. Mamy dziecko i gdyby nie ono pewnie już dawno byśmy się rozstali. Mimo, że nie traktował mnie dobrze jest naprawdę dobry ojcem. Ostatnio powiedziałam, że tym razem naprawdę z nim zrywam, spakowałam walizki i wyprowadziłam się. Kiedy przyjechałam po resztę rzeczy, błagał żebym nie odchodziła, był naprawdę załamany. Przyznał mi rację, obiecał, że będzie o nas walczyć... Z jednej strony chciałabym stworzyć z nim udaną rodzinę, ale boję się, że jest to niemożliwe, że będzie się starał, a po jakimś czasie znów będzie to samo. Tęsknię za nim, ale nie chcę już dłużej cierpieć. Czy ktoś kto stosował przemoc psychiczną jest w stanie się zmienić?
 Meks 2017-02-19 10:24:33 
komentarz usunięty przez moderatora
 Anka 2017-01-22 03:14:01 
Rozstania są bardzo ciężkie. Ja aktualnie niby podjęłam decyzje o rozstaniu i zakończeniu związku ale boję się że ulegnę i odpuszczę i nadal będę w nim tkwić. Żyję w wolnym związku ( nigdy nie zdecydowałam się z powodu picia go zalegalizować ) z alkoholikiem od 26 lat. Mamy dorosłą już córkę (mieszka sobie z chłopakiem na razie oddzielnie i pracuje ). Właściwie gdyby nie pił wszystko chyba byłoby ok i moglibyśmy żyć spokojnie do starości. U mnie jest problem bo go kocham toksyczną miłością. Gdy nie pije jest ok i uwielbiam się do niego przytulać, spędzać z nim czas, uwielbiam gdy mnie rozśmiesza itd. Nie kłócimy się nigdy i generalnie dotarliśmy się w swoich przyzwyczajeniach. On mówi że czuje to samo. Niestety ma ciągi ( aktualnie 3/4 ) w roku bo pracuje, leczył się odwykowo ale niestety przychodzi moment że zapija. Ciąg trwa 2 tygodnie i jest koszmarem dla mnie. Były i noże, wynoszenie z domu rzeczy, przerobiłam wszystko - jedynie mnie nigdy nie bił. ...... Musiałbym napisać powieść żeby opisać co wtedy się dzieje. Chodziłam na terapię dla współuzależnionych ok 13 lat temu i dziś postanowiłam że bez kolejnej i psychologa nie dam rady odejść. Czemu miarka się przebrała? Bo zaczął ostatnio kilka razy znikać na noce i mnie kłamać. W końcu powiedział że się wyprowadza ja stanęłam jak słup ze strachu - włączył się lęk - to koniec - jak ja dam sobie radę sama. Jakby mi ktoś odciął tlen. Wpadłam w panikę. Samotna noc to dla mnie koszmar - nie mogłam usnąć bo przez toksyczną miłość on jest dla mnie jak tlen - wiem że to okropne i zdaję sobie sprawę co się dzieje ze mną i nie chcę czuć tych okropnych uczuć co czuję ..... chciałbym czuć radość i szczęście a czuje rozpacz, samotność i pustkę. I do tego nie czuję wcale zgody i siły w sobie by się rozstać. W tym dniu w którym powiedział mi o swojej decyzji powiedział że wszystko się jeszcze okaże. Było to 2 dni temu ...... Nie wiedziałam o co chodzi co to za sekrety więc powiedział że jest z kobietą i nie wróci na noc ... panika ja chyba oszaleję ..... co ja zrobię ....... na moje szczęście czy nieszczęście nie mieszkamy sami mieszkamy z teściami. Więc gdy go nie ma nie boję się tak bo nie jestem sama. Z jednej strony to chore ale on nigdy nie chciał się wyprowadzić od rodziców ( ma tak brzydko mówiąc d... schron) gdy ochłonęłam napisałam sms że ok jesteś wolny. Nie będę cię zatrzymywać i że jeśli odejdzie to żeby nie myślał że do mnie wróci, bo już dość mam nie pewności, strachu, lęków że jestem zrujnowana psychicznie przez niego a ja potrzebuję stabilizacji i mam już tego wszystkiego dość tych jego wyskoków. Dziś jest ta kobieta a za 2 lata inna ....... ( około 4 lata temu była podobna sytuacja) tylko się nie wyprowadził i też miała problem alkoholowy. Obiecał że skończy z nią bo ona go zrujnuje ale do dziś nie wiem czy się z nią czasem nie spotyka. Teraz zaś okazało się na 2 miesięcznym odwyku we wrześniu poznał młodszą koleżankę z tym samym problemem. I od tamtej chwili (około ) 4 mcy do dziś ( jak się dowiedziałam) sporadycznie się z nią spotyka, bo ona prosi go by on jej pomógł wyjść z nałogu i ją "uratował". Aktualnie gdy ją "od dwóch ratuje" on jest trzeźwy bo przychodzi do domu i jest ok. Ale jak się przyznał mi dziś w rozmowie to w grudniu gdy miał ciąg ( bo po leczeniu niestety zapił to był tam u niej). Ta osoba jest młodsza od niego o 18 lat. Myślałam że się zakochał itd ale po rozmowie szczerej mówi że nie kocha jej ale że bardzo ją lubi i nie wie co ma zrobić bo jej obiecał że jej pomoże a z drugiej strony niby mnie nie chce też stracić i chce się jednak leczyć bo inaczej zapije się na śmierć. Myślał że będę płakać i błagać i czekać .... a jak wróci przygarnę z radości. Oczywiście że ryczałam i co jakiś czas ryczę jak bóbr ale nie przy nim...... dlaczego on mi tak robi .... woli spędzić noc z inną .... nie rozumiem ...... wytłumaczył mi że ona teraz ma ciąg ale obiecała że to ostatnie piwo i że jutro się ogarnie, jak mówi ta kobieta nie jest z stąd więc wynajął jej gdzieś pokój, bo tam gdzie mieszka nie ma szans na wyleczenie się z nałogu. Straciła mieszkanie itd .... nie wiem na ile to wiarygodne, ale wyglądało że mówi szczerze. Aktualnie moje NIE dało mu do myślenia. I jeszcze zadał mi pytanie : żebym to ja mu powiedziała co ma zrobić ?? Oczywiście w głębi serca chciałabym żeby został ze mną, ale jaki to ma sens w tej sytuacji ??? czy żeby jej pomóc musi noce spędzać z nią ??? dziwne to ??? po prostu poczuł się bezkarny .... pewnie myśli że jak mu się nie uda to zawsze jestem ja, opiekunka chorych i potrzebujących. A ja przecież jak na to pozwolę to będzie mnie robił tak na szaro już stale, ( twierdzi że do żadnych bliskich kontaktów nie doszło ) - ale to mnie już nie interesuje - seksu u nas już nie będzie) nie ufam mu wcale ........ podjęłam decyzję że pójdę z tym do psychologa i choć raz w życiu muszę być asertywna. Muszę zrobić to co mówi rozum a nie serce. Aż sama w to nie mogę uwierzyć co piszę. W sumie mieszkam u niego, musiałbym coś wynająć a dobrze mi się tu mieszka itd. Wszystko byłoby łatwiejsze gdyby on był zły dla mnie, gdyby mnie wyzywał, gdyby były kłótnie, gdyby moje uczucia wymarły gdybyśmy darli koty i nie mogli już na siebie patrzeć. On twierdzi że sam nie rozumie siebie dlaczego mnie rani i tak postępuje. Mam tak sprzeczne uczucia że sama nic nie wymyślę jak nie pogadam z psychologiem. Ja wiem że muszę to zakończyć bez względu czy będzie pił czy nie będzie pił. To jest okropnie trudne. Moja cierpliwość dobiegła końca. Ale boję się odejść. Nie mam zgody by mieszkać sama. By samej robić zakupy, obiad mi nie smakuje wcale tak jak wtedy gdy jemy razem. Pragnę normalnej zdrowej miłości. I już sama nie wiem czy jestem takim typem, że nie mogę być sama, bo nigdy tak naprawdę nie byłam. Czy to toksyczna miłość. Dlatego rozstania są naprawdę trudne. Może się okazać że będzie to długa decyzja i odejdę tak naprawdę po roku (wyprowadzę się ) albo nigdy ..... bo teraz chcę zrobić oddzielność: każdy pierze, gotuje, kupuje itd sobie sam. Chcę mieć czas na pracę nad sobą. Przypuszczam że takie moje zachowanie, oddzielność, nas oddali a nie zbliży.... ale cóż muszę coś zrobić ..... nowego ......
 Julka 2017-01-06 12:30:09 
komentarz usunięty przez moderatora
 Do j....... ;;; 2016-11-18 14:24:41 
komentarz usunięty przez moderatora
 wszystkowiedźma 2016-11-14 08:30:43 
To nie był Michał to była GIGANTYCZNA ściemniara, kłamczucha ,, na oko" godna zaufania kobieta o niewinnej twarzy ------ lecz to tylko powłoka, maska.
 Ewa 2016-11-09 08:40:45 
Michale i co zrobiłeś? Czy rzuciłeś rodzinę? Rozumiem Cie, choć jestem kobietą, ale w tej samej sytuacji. Ludzie, którzy tego nie przeżyli będą nas tylko oceniać ze swojej perspektywy. Kiedyś pewien life coach powiedział mi, co mam zrobić. Kochaj swojego męża. Gdy ja odparłam, ale go już nie kocham on na to. Po prostu go kochaj dalej. Miłość to może być także Twoja decyzja.
Ja się zawsze boje, że jeśli zostawisz żonę i dzieci dla młodszej, to za dziesięć lat zrobisz to samo z ta nową, kiedyś młodą żona. Czy chcesz wtedy mieć 60 lat i nie móc sobie spojrzyć w oczyw w lustrze?
 do ściemniary 2015-12-26 21:14:10 
Panie Michale zapomniał Pan napisać , że ma Pan brata.
 Garkotłuk 2015-12-07 08:29:03 
komentarz usunięty przez moderatora
 do xxx 2015-11-27 13:54:19 
komentarz usunięty przez moderatora
 michał_p 2015-11-25 15:40:06 
Mam dwójkę dzieci - dwie małe kochane dziewczynki prawie 2.5 i 5.5 lat. Mam w porządku żonę... kochaliśmy się kiedyś. W końcu to wszystko zamieniło się w pył. Mam 32 lata i moje życie się skończyło. Zakochałem się w innej... nawet nie mam prawa nic od niej chcieć. Przez wiele lat zamieniałem się w zombie, żyjąc życiem tatuśka... i nagle poznałem Ją. Odkryłem wszystkie smaki życia zakochany jak nastolatek. To trwa już parę miesięcy. Wiem, że gdybym był wolny ona dała by nam szanse. Nie pozwoliłem sobie (i ona mi) na stworzenia relacji kochanek - kochanka... Żona dowiedziała sie o mojej "zdradzie" i nowych uczuciach ode mnie. Po wielkich cyrkach jednak zostaliśmy razem i "próbujemy"... tzn. chyba ona, bo ja ciągle myślę o tamtej. Jesteśmy świetnymi partnerami - potrafimy siebie wspierać, pomagać sobie, dobrze wyglądamy, jesteśmy super rodzicami, potrafimy po tylu latach (12, w tym 7 małżeństwa) świetnie się porozumieć, dużo pracujemy, ale wszystko się zepsuło. Nie potrafię jej kochać i myśleć o niej zbyt dobrze. Zupełnie nie podoba mi się fizycznie. Dobro dzieciaków jest w cholerę ważne, ale czy mam życie przeżyć dla dzieci? Z tą drugą mamy ciągle mały kontakt i wydaje mi się, że ona po cichu liczy, że jednak się rozwiodę. Trochę we mnie wierzy.. i nie chcę jej zawieść. Ciągle sie waham bo myślę o tym jak to młode nas kochają i jak sie cieszą kiedy jesteśmy razem. Pewnie powiecie mi, że uczucie do drugiej się skończy i zatęsknię za żoną. Nie sądzę. Nawet jak tamto się skończy to mój rozwój, chęć poznawania innych ludzi... przygoda inna niż oglądanie seriali razem na kanapie i użeranie się z dziećmi.... to wszystko daje życiu smak. Można "wyrosnąć" z kobiety, którą poznałem 12 lat temu kiedy byłem zupełnie innym człowiekiem? Oczywiście z maluchów nie potrafił bym zrezygnować bo chce dać im tyle miłości i siebie ile się da... Ale całym sobą chce się obudzić koło innej osoby. Waham się pomiędzy alkoholizmem i samobójstwem... mówię sobie lepiej to wszystko skończyć niż zapić lub zabić się w inny sposób... bo może lepiej być ćwierć rodzicem niż nagrobkiem... a może nie? Martwy ojciec chociaż jest ideałem dla dzieciaków, a nie potworem. Teraz każdą chwilę od 8 miesięcy myślę o tamtej i nie mam pojęcia jak odejść... raz próbowałem, to żona zaczęła się dusić ze szlochu i wpadłem w panikę. Nie wytrzymałem, pocieszyłem ją, powiedziałem że możemy jeszcze spróbować bez obwiniania się ciągłego bla bla bla... chciałem kupić więcej czasu, żeby ją przygotować. Teraz ona się boi bardziej chyba, że odejdę. Ja chcę odejść. Oszaleje :(
 Paulina 2015-11-05 10:38:41 
Jeśli mamy dzieci z partnerem, z którym chcemy się rozstać to trudno o skuteczne i definitywne rozstanie, bo długo on jeszcze będzie w naszym życiu. Ale porady tu zawarte są bardzo dobre. Sama próbowałam przyjaźnić się z byłym parterem i to był błąd, bo nie mogłam o nim zapomnieć, każdy nowy związek, był przez to skazany na niepowodzenie. Najlepiej w ogóle po rozstaniu dać sobie czas, nie wchodzić w żadne inne związki, lepiej skupić się na swoich pasjach, tym co lubimy robić.
 zimny prysznic 2015-10-27 08:08:07 
komentarz usunięty przez moderatora
 Worek treningowy 2015-10-01 10:06:47 
Jestem po bardzo trudnym , dziwnym rozstaniu. Właściwie nie rozumiem jednego - dlaczego ciągle wpadam w ramiona nieodpowiednich facetów. Ostatnie moje doświadczenie z żonatym mężczyzną było niesamowite, tak mocno zakochałam się w nim, tak dobrze było nam ze sobą, ale były to chwile bo ciągle w pośpiechu. Nie mógł zdecydować się na opuszczenie żony, ale nie chciał też rezygnować z naszych spotkań potajemnych. Właściwie to pozostał żal bo traktował mnie chyba niezbyt elegancko. Ukrywał mnie przed światem, nigdzie ze mną nie bywał tylko bzykał w wielkiej tajemnicy. Na dodatek zostawił mnie bez słowa. Był moim ideałem mężczyzny: wysportowany ( wyciskał sztangę),zadbany ( czyścioszek), bujna czuprynka (blondyn) szarmancki i taki męski ( dobry byk). Tak patrzę na kawalerów- jacy niedoświadczeni,wstydliwi, nie znają się na tej robocie lekkiej, łatwej i przyjemnej. Gustuję tylko w żonatych bo żony nauczą takiego kolesia wszystkich tajników miłości.
 do usuwającej wpisy lazarus 2015-08-14 14:41:20 
komentarz usunięty przez moderatora
 do dziubusia 2015-07-23 13:39:46 
Przeanalizuj swoje postępowanie i co cię spotkało. Niepoprawnie uczuciem nazywasz lizanie i szuranie w wielkiej tajemnicy.Te spotkania prywatne nie miły sensu bo przecież i bez nich miałaś dobre znajomości i wiodło ci się nieźle. Wybrałaś zło i tkwisz w nim po uszy, nie zaznasz spokoju bo tak wielu ludziom życzysz źle i to zło wraca do ciebie. Jak można być tak ślepym i głuchym na wyrządzane świństwa - trzeba być gruboskórnym potworem pozbawionym empatii żeby tak krzywdzić bliźnich spotykanych w życiu.
 Dziubus 2015-07-15 21:33:41 
A co byscie powiedzieli na g...ny zwiazek ktory byl samotnoscia we dwoje a zakonczyl sie burzliwym rozwodem.Po latach bycia powietrzem pokochalam mezczyzne zonatego.On pokazal mi ile jestem warta i zaczelam wierzyc w siebie.Bylo cudownie bo nikt nigdy nie dal tyle uczucia co on.Po dwoch latach sielanki ciezko zachorowal i bylam przy nim,tak bardzo sie balam , wyplakalam morze lez ,sama sie rozchorowalam a on po wyjsciu ze szpitala wrocil do zony i zostawil mnie w depresji i chorobie.Jak mozna komus zaufac.Nie kopie sie lezacego.Teraz jestem chora z milosci.Nie widze sensu zycia.posypala sie moja wiara w drugiego czlowieka.Jestem taka samotna.
 do liza2004 2015-07-07 10:06:35 
Okrutnie mi przykro, ale masz błędne informacje. Pewnik to jest jeden - twoje parówki coraz bardziej krzywe od szurania. Powodzenia lazarus.
 Liza2004 2015-07-06 20:06:40 
o rety... jakie to wszystko rozsądne, ale jednak jestem w momencie związku, który się rozpada, dlaczego ? ja cierpię , on - też , ale jednak wybrał powrót do żony ( która kiedyś odeszła od innego ), bo dzis zachorowała na raka... ja wiem co znaczy empatia, ale gdzie w tym wszystkim JA.. ? ufam ,że mimo wszystko bedzie OK - tylko kiedy???
 Obserwator 2015-06-26 08:13:57 
Mamy XXI wiek i są niektóre singielki, które decyzję o małżeństwie odkładają na później i wybierają rolę kochanki. Samodzielna finansowo i wyzwolona obyczajowo / pozbawiona empatii/ nie boi się stygmatu "tej trzeciej". Bo nie jest już ofiarą ani puszczalską, którą wytyka się palcami na ulicy. W 2015 roku Jagny z "Chłopów" Reymonta nikt nie wywiózłby ze wsi na taczce pełnej gnoju. Takie singielki dla kasy są gotowe zjeść g...o. Na szczęście takie kobiety j.w. są wyjątkami potwierdzającymi regułę,że mamy mądre, wykształcone i szanujące się młode damy. Takie wspaniałe niezależne finansowo kobiety nie uczestniczą w dyskusjach internetowych,, My Dwoje" lecz w sposób wartościowy /zgodny z kręgosłupem moralnym/ korzystają z piękna i cudu jakim jest życie.
 do lazarus-przylaszczki pospolitej 2015-05-23 08:55:28 
Kłamczuchy kłamią, gdy chcą coś zyskać lub gdy chcą uniknąć kary. Czasem też wmawiają nam, ze koloryzują prawdę dla dobra innych. Nie chcąc kogoś urazić kłamią i zmyślają rozmaite historie. My wiemy, że one zmyślają i wierzymy, że połowa tego co mówią to prawda, a połowa to fałsz. Tym co nas niepokoi jest dylemat, która z tych polówek jest naprawdę prawdziwa?
 asiq 2015-05-01 00:38:34 
Dziękuję Wam wszystkim za wpisy :-) teraz jestem już na 100 % pewna, że rozstanie to jedyna racjonalna rzecz... Nie cierpię się zwierzać... Ale świadomość, że w moich odczuciach nie jestem sama napawa mnie optymizmem... Po tym g ****e może być tylko lepiej.... Inaczej ale lepiej. Pozdrawiam wszystkich rozdartych
 canta 2015-04-03 05:11:58 
rozwod to jest trudna sprawa zwlaszcza gdy sa juz dzieci. ale zerwanie zwiazku nieformalnego to czesto jest dobra decyzja. "dzielo niszczenia w dobrej sprawie jest swiete jak dzielo stworzenia" coz to nie jest tak ze najlatwiej to po prostu zerwac. i nie zawsze warto walczyc. ja za tym poszlam. poczulam wyrzuty sumienia, ze chce tak latwo wszystko przekreslic i probowalam naprawiac. wpedzilam sie w labirynt gdzie stracilam wyczucie tej granicy gdy trzeba powiedziec stop. zylam z nim na sile, bo on przy probach rozstania przekonywal ze mnie kocha i sie dotrzemy. zaczelam siebie oszukiwac i pracowac zeby bylo dobrze. a wszystkiego wolą sie nie zalatwi. teraz jestem samotna w malzenstwie. to jest dramat.
 madzika 2015-03-05 09:44:19 
Widzę tutaj, że wiele osób ma problemy w związkach. Przy okazji poleciłabym artykuł o toksycznych związkach, też jest poradniku mydwoje, niedawno go czytałam i pasuje w pewnym stopniu do problemów opisywanych tutaj w komentarzach.

Ja także jestem zdania, że jak dwie osoby męczą się ze sobą, to nie powinno się zwracać uwagi na sentyment czy przywiązanie, ani na to, że możemy zrobić przykrość drugiej osobie lub tego, że zostaniemy sami. Bo tak naprawdę jak już coś się w związku wypaliło, to bardzo trudno to przywrócić, naprawić związek. Moim zdaniem nie ma co liczyć, że samo się poprawi. Oczywiście można pracować nad związkiem, wtedy pojawiają się jakieś szanse na naprawę, ale wydaje mi się, że i tak są one niewielkie. Kolega wziął bardzo szybko ślub, kobietę znał niecałe pół roku, wzięli ślub i już po kilku miesiącach od ślubu zaczęły się problemy, kłótnie, krzyki itp. Po prostu zauważyli, że jednak nie pasują za bardzo do siebie, nie ma między nimi tej chemii ani miłości. Ale jednak nie biorą rozwodu, nie rozchodzą się, nadal mieszkają razem i coraz częściej się unikają, zostając jak najdłużej w pracy czy spotykając się wieczorami ze swoimi znajomymi, tak mijają się tylko w domu. Ale kolega mówi, że nie chce rozwodu, i tak nikogo już nie znajdzie (ma 35 lat...), nie będzie szczęśliwy w tym związku, ale nie chce jej krzywdzić, zostawiając ją (czy to nie byłoby przypadkiem dobre dla niej też?). Ale już trudno, pogodził się z tym, liczy, że z biegiem czasu przestaną się tak często kłócić i jakoś względnie normalnie będzie. A ja tego nie rozumiem, zamiast podjąć decyzję, że rozstają się, póki jeszcze są młodzi i zacząć od początku swoje życie towarzyskie, mając szanse na nową miłość, tym razem udaną miłość, oni wolą nie podejmować trudnych decyzji. Mi się nie udało ich przekonać, ale Wam też chciałabym poradzić, żeby nie bać się rozstania, z perspektywy czasu prawdopodobnie obie osoby będą twierdzić, że to była słuszna decyzja.
 Raszpunka22 2014-12-11 23:20:06 
komentarz usunięty przez moderatora
 Dejek 2014-11-06 17:36:30 
komentarz usunięty przez moderatora
 Krystian 2014-05-17 01:43:01 
Czytam komentarze ponizej i jednak cos we mnie pękło i postanowilem sie uzewnetrznic tutaj.....wspolczuje osobie po izej mnie"Kasi" i "Oli". Zyje w zwiazku od 2 lat z osoba ktora .imo tego ze jest wierna i ogromnie zakochana,to jest osoba bardzo nerwowa,wybuchowa,nie dopuszczajaca zdania innych do swiadomosci i bardzo zaborcza.
Po 30 latach zycia u rodzicow,w koncu wyfrunalem z gniazdka i wynajmujemy mieszkanie.
Zastanawiam sie conajmniej raz dziennie czy to ma sens(zwiazek) jesli nie potrafimy normalnie zyc,rozmawiac....? Boje sie zostania sam ale jednak mam mieszane odczucia.

Przepraszam za chaos w pisowni,lecz niepotrafie przelewac swoich problemow na papier,a nie mam nawet przyjaciela ktory moglby mi cos doradzic.
 Kasia 2014-05-10 17:19:02 
Czuje się idiotycznie zwierzając się tu, ale tak naprawdę nie mam z kim o tym porozmawiać szczerze, mam koleżanki z którymi od czasu do czasu gdzieś wyjdę, ale są to luźne relacje. Odkąd jestem z Nim w związku, zerwałam dużo kontaktów ze względu na niego bo nie akceptował niektórych znajomych i cały czas mu poświęcałam. Ach głupia byłam... Jest to 6 lat trochę naiwne z mojej strony bo początkowo była to nastoletnia miłość i on właśnie był takim "klinem" po nazwijmy to związku, bo w wieku 16 lat spojrzenie na świat jest inne niż teraz gdy wchodzi się w dorosłe życie. Od długiego czasu rozmyślam o nas, a właściwie o tym jak nie szczęśliwa jestem z Nim. Rozstawaliśmy się kilka razy w ciągu tych 6 lat zawsze z mojej inicjatywy, ale było to nieskuteczne i wracaliśmy do siebie... Nie układa nam się w sprawach łóżkowych, w ogóle mnie nie pociąga fizycznie, a wiem i odczuwam, że ja go bardzo, chociaż nie wiem czy to po prostu ten wiek, gdzie tylko jedno w głowie. Widzę, że chcę być ze mną, ale ja nie dostrzegam w Nim człowieka z którym miałabym spędzić resztę życia, mieć dzieci i wspólnie mieszkać, bo mieszkamy osobno ale on kilka domów dalej z rodzicami i prawie codziennie jest u mnie. Zdarza się, że jest nieuczciwy wobec mnie i zataja różne rzeczy. Czasami brakuje od Niego wsparcia, nie rozumie mnie, nie zapewnia mi poczucia bezpieczeństwa, które potrzebuję. Dobija mnie dodatkowo trudna sytuacja w domu, mój ojciec jest alkoholikiem, rok temu stracił pracę, w której pracował 12 lat na dość dobrym stanowisku, nasza sytuacja finansowa nie jest dobra ze względu na ogrom kredytów które mamy, a zarobki mojej mamy nie są zbyt duże. Dodatkowo mój ojciec bije moją mamę i znęca się nad nią i nade mną psychicznie, ostatnie nawet mnie pobił, ale wyszłam z tego cało. Ta chora sytuacja trwa na moich oczach już 22 lata. Moja mama tkwi w tym chorym związku tyle dokładnie lat. Nie rozumiem tego, rozmawiam z Nią o tym, ale nic się nie zmienia... Początkowo będąc z moim chłopakiem przez około dwa lata, nic mu o tym nie mówiłam, udawałam, że wszystko w porządku, było mi wstyd i nadal jest tym co się dzieje, a nie było trudno to ukrywać bo sprawiamy wrażenie rodziny idealnej, ale po alkoholu za zamkniętymi drzwiami… Gdy zaczął u mnie bywać częściej i zostawał na noc to wszystko samo wyszło. Obawiam się rozstania, bo on tyle o mnie wiem i jest jedyną osobą, której o tym teraz mówię. Zdaję sobie sprawę, że zdarzyło mi się odreagować na nim stres z domu i czasem zastanawiam się jak on może ze mną wytrzymać, chociaż się staram, bo wiem jak on się może czuć, a nie chce go ranić. Wiem, że nie ma w tym związku problemów jak u moich rodziców, że to jest błahostka i próżne jest z mojej strony skupianie się na sobie, bo nie ma miłość i w zasadzie nigdy tak naprawdę jej nie było… Ja sama pracuję i studiuje i dostaje stypendium za wyniki. A on jest osobą nieodpowiedzialną, która zmienia często pracę, był bez pracy kilka miesięcy, rozpoczynał nawet kilka kierunków studiów ale nigdy ich nie kończył, nie wiem czy za dużo wymagam od 24 latka, aby w końcu dojrzał, a nie był cały czas tym chłopcem sprzed 6 lat. A miłość ? jeżeli w ogóle istnieje, brak pożądania... Czuje się zdołowana tym związkiem, ale brak mi odwagi i skuteczności, czy cechy mojej mamy wzięły u mnie górę, że tkwię nieszczęśliwa w tym związku przez tyle lat…
 ola 2014-04-16 14:02:20 
A ja się z autorem zgadzam. Pisze zdrowe rzeczy- że kiedy na spokojnie określimy, że nie chcemy już trwać w niszczącej nas relacji, należy być konsekwentnym. Ale podzielam wasz ból. Sama jestem w związku 8 lat i mimo tego, że nigdy nie potrafiliśmy rozwiązywać naszych problemów, nigdy też nie potrafiliśmy się rozstać. Teraz gdy straciłam pracę a nie mam zbyt dużo życia towarzyskiego (dda) kiedy niszczy mnie związek a nie mam żadnej odskoczni, czuję jakby mi się życie kończyło. Mam 29 lat a nie mam żadnej koncepcji na życie. Tkwię w czymś co nie daje mi poczucia bezpieczeństwa i czuję się z tymi problemami samotna. Bo nie chcę zamęczać już innych swoim życiem, sama jestem sobie winna bo nie potrafię się wykazać odwagą i konsekwencją więc nie chcę żeby to odbijało się na moich bliskich. Powoduje to poczucie osamotnienia i popadanie w histerie płaczu, kiedy coraz częściej się okazuje, że z kolejnych prób porozumienia nic nie zostaje- bo ta druga osoba tylko oskarża i oskarża, sama nie widząc w sobie problemu. A problemem jest jej agresja słowna, ja się staram, a on próbuje mi udowodnić, że jestem dla niego złą osobą. To strasznie boli. Czuję się z tym samotna, dodatkowo nie mam wsparcia finansowego w rodzinie, więc zmuszam się do ułożenia sobie z nim życia. A to ciągle nie wychodzi. Już 8 lat mam nadzieję, z której nic nie wychodzi. Wciąż odradzająca się nadzieja i wciąż zabijana- to jest coś naprawdę strasznego. Dlatego jak autor pisze, żeby się nie oszukiwać- to kto ma siłę temu zazdroszczę..
 Ewa 2014-03-09 21:28:01 
a ja nie cierpię mężczyzn..całe życie, nie lubię ich fałszywych uśmiechów, pseudo możliwości i pseudo sił fizycznych, to mięczaki bez zasad i charakteru..zdecydowanie wolę sama się zaspakajać a na kumpla wolę psią lojalność, moja matka była oszukiwana i wykorzystywana, moi bracia zdradzali i oszukiwali , mój mąż też taki był więc z nim szybko skończyłam i więcej tego gówna nie ruszam.
 nina 2014-03-09 12:59:48 
nie widzę nic przyjemniejszego niż odzyskana wolność, dla mnie to bzdury , że człowiek musi mieć drugiego ..owszem jak jest ok to może tak być ale zawsze trzeba brac pod uwagę, że nagle umrze, odejdzie albo zaginie..przecież kiedyś przez wiele lat była sama zanim go poznałam , kochałam siebie , wszystkie sprawy rozwiazywałam sama , rozwijałam się intelektualnie , robiłam co lubiłam i było super..myślę , z edopuki partner nie przeszkadza nam w takim życiu to ok ale pamietam jak mój maż był niywaezadowolony , z egdziesz wychodziłam, że długo rozmawiałam z mamą, że kupowałam coś czego on nie lubił , że jechalismy tam gdzie on chciał..jedliśmy cieżkie maskie żarcie a nie ryz i warzywa , kóre ja lubie ..owszem mogło to być i tamto też ..wiec musiałabym robić dwa obiady...wiecie co ! takie życie sie z nikim nie opłaca..nawet teraz jak jesteśmy w sklepie to ja oglądam, odpoczywam , rozmyślam przy innych działach a on stoi za mną ! i czeka na mnie ..boże horor..albo jak coś kupuje..albo jak wychodze z domu..on nie poprawia makijażu nie przeglada sie w lustrze tylko wstaje i wychodzi , rano nie bierze prysznyca, nie maluje się , nie myje głowy , zebów..tylko wstaje i gotowy jak tu żyć razem? ludzie małżeństwo to wielka ściema ..i kobiecie sie ani troche nie opłaca jest zdominowana ..
 nina 2014-03-09 12:24:02 
mój zwiazek jest bardzo długi ale dopiero od kilku lat odkryłam człowieka z którym żyję, przedtem zakłądałam , że zaufanie przede wszystkim i żyłam w przekonaniu , że tworzymy szczery, wartościowy rozwijający sie zwiazek ..jeszcze głupia bo wiem , ze głupia byłam zdecydowałam sie na drugie dziecko ..
Jedyne co mnie usprawiedliwia to to , że wtedy go nie znałam !
Zaczeło sie od odkrywanie drobnych oszustw finansowych i innych..
Potem długa droga do ponownego zaufania , wiele rozmów i udało sie ..tak mi się wydawało ale od tych rozmów maż już nie chciał rozwiazywać problemów przez komunikację wiec nie było rozwiazywania na bieżąco i bańka pękła , wyprowadziła sie na dwa miesiace do mamy ..dałam radę i zdumiona byłam ile radości dało mi nauczenie się życia w pojedynkę, wreście mogłam jeść to co lubię, chodzic tam gdzie chcę, sprzątać kiedy chce i było super..jednak małoletnie dziecko umożliwiło jego powrót..wiec po dokładnym jasnym porozumieniu znowu zaczeliśmy..
W rok póżniej wyszło na jaw , że wział kredyt o kórym rzecz jasna nie powiedział..
I wiecie co? przeprosił i powiedział , ze mieliśmy zaległosci i nie wrócił do dzisiaj do tematu
a ja potwornie żałuje że mu zaufałam, świat mi się zawalił..w tym czasie zachorowała i umierała moja mama a córka zaczeła dorastać..
Obecnie jestem obojętna na tego człowieka i emocjonalnie wyrzuciłam go z mojego życia , biorę pod uwagę rozstanie w każdej chwili, nawet cieszyłabym się gdyby sobie kogoś znalazł, jedyny powód ze z nim jestem to ekonomiczny ale jest takich pewniakiem , ze ma pracę jakby zapomniał , ze przez 6 lat ja miałam pracę a on był bezrobotny i był horor, teraz nawet mi wypomina , ze za mało zarabiam boże won z nim z mojego życia , mam 54 lata ale wolę chce samostanowić żyć zgodnie ze sobą a nie chiągle ulegać..
 Kasia 2014-01-30 14:46:55 
Jego rzeczy stoją spakowane w przedpokoju. Pozostał wielki żal.
Ale ciągle go kocham i już tęsknie. Nie wiem jednocześnie jak mozna kochać kogoś kto ciągle obiecuje i się nie zmienia. Nie byłam święta, nikt nie jest, ale zawsze okazywałam mu miłość i szacunek. Pozostaje w trudnej sytuacji również i materialnej, za pół roku obrona magisterki, a ja nie mam zbyt wiele napisane. Przez te nerwy łzy i trud podjęcia tej decyzji o rozstaniu. Obowiązki wzywają a człowiek nie moze się skupić i serce boli, że ktoś nie kochał tak mocno jak powinien. JAk to przetrawić? Czy spotkam kogoś kto doceni moje ciepło? JA się nadaję do miłości spełniam się w niej, lubię dbać o kogoś, kocham seks i bardzo się staram, szukam tylko kogoś na prawdę zaangażowanego...
 karola 2014-01-08 20:03:38 
5 mscy temu doszło pomiędzy mną a byłym chlopakiem do rozstania..do tej pory nie mogę sie pogodzic z tą decyzją...wiedziałam że był to toksyczny zwiazek a ja w jego oczach juz nie zyskiwałam.Psycholog ,terapia-jedyne co mnie podtrzymuje ale i to wcale nie jest rozwiązaniem.Niska samoocenna,cechy DDA,brak prawdziwych przyjaciół i pomocy rodzinydobija...
 regina 2014-01-06 20:36:06 
Szybko rozpoznałam w moim potencjalnym partnerze zyciowym ...narcyza!!!!! Chociaz bolało, postanowiłam przerwac raz na zawsze te jakze chore relacje. Wiedząc, ze narcyz i tajk sie nie zmieni, po prostu przez telefon skłamałam, ze mam jakieś grypopodobne objawy i .."Po co Ci taka chorowita kobieta?"
Odpowiedział:" Skoro i ty tak uważasz..."Miałam spokoj na kilka miesięcy, potem po prostu zmieniłam wszelkie adresy i numery telefonów..Dzis cieszę sie życiem u boku wspaniałego mężczyzny /męża/, a tamten..wciąz szuka -szczęścia?- na kilku portalach jednocześnie. Będzie szukał w nieskończoność!
 nati 2013-10-07 10:56:54 
Kochani, polecam też książkę - Pokochaj siebie - Wayne Dyer. Działa cuda. Dopiero jak to zrozumiałam, usunęłam smsy od byłego chłopaka. Następnego dnia poznalam mojego obecnego mężczyznę :)
 Kleopatra 2013-08-29 15:59:05 
komentarz usunięty przez moderatora
 Obiektywna 2013-07-02 09:15:50 
Aniu, zastanów się a może wierzyłaś w swoje mrzonki. Prawdziwi mężczyźni zrobią wszystko, żeby zaspokoić chwilową zachciankę , kaprys. Twój błąd polega na tym, że ,,smalisz cholewki"do żonatych mężczyzn i na bieżąco dokumentujesz w sieci swoje przeżycia. Wyrządzasz ogromną szkodę w rodzinach - tych żonatych. Po spotkaniu z tobą tylko żal, łzy, trauma. Najtragiczniejsze jest spotkanie ciebie na drodze życia. Masz tak ohydne wnętrze, że aż boli.
 Ania170 2013-06-13 18:42:09 
I ja w końcu zdecydowałam się na rozstanie.Przez 10 lat dawałam się wodzic za nos i wmawiać , że to co się dzieję w naszym związku to moja wina.Od około roku chodzimy a terapie indywidualna i mamy tego samego terapeutę i po ostatnim wydarzeniu stwierdził, że mój kochany mnie oszukał i żebym nie dała sobie już nic wmawiać.Dziś wróciłam z terapii i ostatecznie podjęłąm decyzję.Szkoa zmarnowanych lat i energii jaką wkładałam w ten nieudany związek.Mój Kochany tak ściemniał, że po otatnim numerze jaki mi "wyciął" terapeuta nazwał sprawy po imieniu i powiedział , że ewidentnie mnie oszukał!!! chce mi się płakać bo przez lata dawałam się tak oszukiwać a moj Kochany wiedział,że może sobie na to pozwaolić bo zawze mu wybacze....Ale nie tym razem...Trzymajcie za mnie kciuki... pozdrawiam Was ...
  2013-06-13 18:06:28 
a co zrobić jeśli po 8 latach związku dowiadujesz się że cię nie kocha, nic nie wskazywało na rozstanie
 radek - jzz.com.pl 2013-05-01 18:06:47 
komentarz usunięty przez moderatora
 realysta 2013-04-30 12:24:23 
A po czym poznać, że mój związek się wypalił? Od mniej więcej pół roku narastają wzajemne pretensje, nie są to karczemne awantury ale i tak jest nieprzyjemnie (no dobrze czasami baaardzo nieprzyjemnie, choć wychodzić z domu musiałem przez ten czas tylko dwa razy, ona z 3-4 razy zamykała się w łazience). Jesteśmy 6 lat razem, z czego prawie 5 to było coś mega, wiadomo były wzloty i upadki ale było mega. Teraz 1 dzień na 7 może być ekstra a później znów jest zmęczenie, nie ma w nas takiej frustracji, żeby się rozstać, ale ja wiem, że we mnie to wynika z wygody. Co wtedy?
 Wyrozumiała żona 2013-04-21 15:56:44 
Jestem zniesmaczona -jakie to proste - rozstać się. Należę do żon , które poważnie traktują przysięgę małżeńską. W swoim długotrwałym pożyciu małżeńskim doznałam zdrady ze strony ukochanego męża, dopiero wówczas uświadomiłam sobie, że muszę zabiegać o naszą miłość. Po zdradzie dostrzegłam dopiero jakiego mam wspaniałego męża, wcześniej po prostu był.. Kobitka( singielka), która uwiodła mi męża ( za jego aprobatą ) znała mnie doskonale i nasz status materialny. Podejrzewam, że zrobiła to z czystego wyrachowania i liczyła na rozwód...........................i kasę.
Jestem dzisiaj szczęśliwą żoną, jesteśmy świadomi tego, że nikt nie może zniszczyć ,, ot tak dla kaprysu" naszego związku. Ta zdrada przyczyniła się do tego, że mocniej się kochamy. Przebaczyłam - chociaż było to bardzo trudne.
I TAK TRZYMAJCIE WSPANIAŁE ŻONY- NIE DAJCIE WYWŁOCE MĘŻA.
 Wojtek 2013-02-12 17:31:31 
Zgadzam się z wypowiedzią Czytelniczki .

Często wydaje mi się, że moja narzeczona mówi mi że już nie chce ze mną być z powodu poddania się, bo tak jest lepiej, wygodniej dla niej.
Czasami jest tak, że jeśli są szczęśliwe dni człowiek nie zwraca uwagi na zachowanie i podejście tej drugiej połówki . Przeważnie bywa tak , że jak już zauważymy że coś sie dzieje jest za późno . Wtedy zawsze chcemy porozmawiać z tą drugą połówka szczerze i tu cały problem w tym..... Często szczera rozmowa mija się z celem . Wszystko jest powiedziane tylko po to żeby zaspokoić tą drugą osobę .
W moim przypadku zawsze jest tłumaczenie , że była w stresie i dlatego wyzywała mnie i kazała mi się wyprowadzać . Teraz to już sam dochodzę to tego żeby się wyprowadzić i zakończyć całą znajomość hmm... bardziej miłość tylko szkoda , żę w środku bardzo boli !!!
 e_rob 2013-02-08 08:07:57 
Witam. Artykuł wcale nie jest zły jak tu ktoś napisał.
Każdy powinien wziąć pod uwagę różnice w związkach i powody, dla których się rozpadają.
To są porady, nie schemat, w jakim mamy postępować.
Moje małżeństwo trwa już 17 lat.
Nigdy niebyło różowo.
Moja żona jest ciężka w relacjach.
O demokracji w domu to mogłem zapomnieć.
Doszło do tego, że nawet z rodziną nie mogłem się spotykać, bo była wojna.
Parę lat temu powiedziałem dość i chciałem odejść, zostałem łudziłem się, że będzie lepiej.
Mrzonki i nieprawda.
Zmian oczekiwała ode mnie, siebie nie widząc.
Minęło kilka lat, żyłem pod dyktando żony i zamknąłem się we własnym świecie.
Po wydarzeniach w listopadzie, o których nie będę pisał, powiedziałem sobie dość.
Po rozmowie z żoną odszedłem.
Zrobiła wszystko żebym wrócił, znów obiecując gruszki na wierzbie.
Minoł miesiąc, a czuje się jak zbity pies tkwiąc w związku, w którym nie chce już być.
Szczera rozmowa, jak pisze autor artykułu nic nie dała, był tylko stres.
Żona nie pozwoli mi odejść, choć wie, że już nic do niej nie czuje.
Tkwić w związku, w którym czuje się samotny, to jest gorsza samotność niż być samotnym i tu się zgadzam z autorem.
Sytuacja taka odbija się na mojej psychice, a pośrednio na psychice żony.
Jestem zły, rozdrażniony, zniechęcony do życia.
Wiem jedno, przyjdzie czas, że i tak odejdę.
Ci, co chcą kogoś zatrzymać na siłę pogarszają tylko sytuację.
To tyle, co do artykułu i komentarzy.
 parap 2013-01-25 20:36:31 
Kretyński artykuł amerykańskiego idioty. Dla niego rozstanie się z kimś bliskim jest jak wylanie rybki do kibla. Odnosi się wrażenie, że facet w swojej pracy promuje rozstania jako sposób na życie i tak naprawdę to g...o wie co można wtedy przeżywać. Następną jego pracą powinna być praca pod tytułem - jak szybko i bezboleśnie popełnić samobójstwo.
 iza 2012-12-29 23:12:41 
Tomku30 niestety można z kimś żyć 12 lat i go nie kochać. Ja jestem w pseudozwiązku od 6 lat. Nie widzieliśmy się przez 1,5 roku. Zerwałam z nim rok temu ale on nie odpuszcza i ciągle uważa ,że jesteśmy parą ,a ja nie mam już siły. Kocham go jako człowieka ale nie jako mężczyznę, jest mi bliski, jest mi bardzo przykro widząc jak się miota choć wiem ,że jest to szantaż emocjonalny. Ciągle nalega na spotkania pomimo ,że mieszkamy 200 km od siebie. Oczekuje ode mnie wielkiej namiętności.
Jestem załamana również swoim zachowaniem ale nie potrafię być asertywna. Czasem trzeba pozwolić odejść drugiej osobie tym bardziej ,że jeśli jedna z osób jest nieszczęśliwa to druga też nie będzie.
 mia 2012-12-02 17:54:14 
a ja zadzwonie raz jeszcze, przynajmniej nie bede zalowala, ze nie probowalam bo po raz pierwszy w zyciu czuje, ze to jest to. jak powie, ze nie ma szans to umre aby moc sie narodzic na nowo!
 Marcel 2012-10-20 14:34:07 
Odpowiwc na kometarz "czytelnika" z 2012.08.14
A co jezeli zwiazek dla jednego z mauzonkow to meczarnia?
Moja mama zyla z alkocholikiem 25lat i ja jako dziedzko musialem dorastac w ciaglych awanturach, bo tacy "katolicy" jak ty prali jej muzg, bedoc doroslym zabrauem moja matke do siebie i uswiadomilem jej ze taka walka nie ma sensu.Teraz moja Mama ma praca, fajnego faceta! I zyje sczesliwie. A ten stary sobie na sczescie kark zkrecil! A czasami nie oplaca sie starych klamotuf naprawiac, tylko taniej wyjdzie nam kupic nowy. :)
 misiek 2012-09-04 21:10:51 
Ludzie nie żeńcie się to tylko komplikuje rozstania.
 Niekochana 2012-08-27 23:16:56 
... a jak przełknąć ten ból który rozrywa od środka każdej nocy, każdego dnia?Nie ważne ile mija godzin, dni, tygodniu... Można skakać, tańczyć, śpiewać, ale nic nie jest w stanie ukoić bólu, który nie pozwala iść dalej. Życzę Wam siły, której sama nie mam...
 Tomek30 2012-08-18 11:42:54 
Od póltora miesiaca jestem sam w pustym domu.Żona opuscila mnie wraz z dzieckiem.Powodem bylo wiele aspektow ....jednak nie myslalem ,ze zostane odrazu skreslony....bardzo chcialem walczyc o to malzenstwo...Zasiegnac rad specjalistow...psychologow zajmujących sie problemami malzenskimi.Od tego czasu nie potrafie zrobic najprostszej czynnosci.Siedze i rycze,wielokrotnie probowalem targnac sie na zycie.Zas moja malzonka gdyz czasem widuje ja w drodze po zakupy.Wyglada pieknie jak nigdy,wciaz sie bawi i dobrze sie z tym czuje.Porawilem wszystko co jak uwazam bylo zle ale im bardziej sie staram tym bardziej ona mnie nie na widzi.Powiedziala mi ,ze nigdy mnie nie kochala i nie chce mnie znac po 12 latach.Zaluje ,ze tak malo sie staralem.Nie wiem co zrobie z soba i swoim zyciem.
 bunia 2012-08-15 15:19:26 
a co jesli zostalo sie zdradzonym dalo sie kolejna szanse i po miesiacu maz mowi ze juz nie chce walczyc o nas Mam sie ponizac i blagac po raz kolejny.Trzeba miec troche szacunku do siebie a poza tym zeby cokolwiek ratowac musza chciec 2 strony W pojedynke sie nie da(zostalam porzucona po 20-tu latach malzenstwa)
 czytelniczka 2012-08-14 19:13:14 
Pozwolę się nie zgodzić z autorem w jednej kwestii. Gdy rozstanie dotyczy małżeństwa i to zawartego także w kościele. Uważam że o małżeństwo tzreba walczyć i rozmawiać. Żyjemy w czasach gdy zabija nas rutyna i poddanie się jednego z partnerów bo tak jest wygodniej, bo tak właśnie piszą w internecie jest żałosne. Taką przysięgę składa się raz w życiu, i powinno się walczyć i rozmawiać. Dopiero gdy obie strony stwierdzą, że nie ma o co można się rozstać i rozwieść. Dziś rozstajemy się bo małżeństwo nam się znudziło do czego to doprowadza? do zachwiania pewnych wartości w naszym społeczeństwie. Lepiej popsutą rzecz wyrzucić i kupić nową niż wysilić się i spróbować naprawić co się psuje.

Dołącz do nas!
* POLA OBOWIĄZKOWE
e-mail:*
hasło (min. 6 znaków):*
powtórz hasło:*
jestem:*
  kobietą piksel
  mężczyzną
data urodzenia:*
skąd znasz mydwoje.pl:
*Akceptuję Regulamin oraz Politykę prywatności Serwisu
Tak, chcę być informowany o w trendach i ofertach specjalnych dla Singli. Rezygnacja jest możliwa w każdej chwili.

lub zarejestruj się przez Facebooka
facebook register
Zadzwoń lub napisz do nas




tel: (22) 201 25 89
fax: (22) 201 25 87


codziennie 11.00 - 23.00
MyDwoje - krok po kroku

powered by WEB interface
Serwis MyDwoje.pl wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.   Akceptuję
zamknij