Biuro matrymonialne > Szczęśliwe historie > Historia Dominiki i Andrzeja

Warto czekać, aby spotkać tę prawdziwą miłość

Dominika i Andrzej
quote

Swoją miłością przemienił łzy bólu we łzy szczęścia.

  • Dominika, 28 latinspektor, okol. Stalowej Woli
  • Andrzej, 44 latainspektor, Stalowa Wola
(wiek w momencie poznania się)
arrow down
 
  • 2011-08-23
    Pierwsza wiadomość
    Pierwsza wiadomość
  • 2011-10-02
    Pierwsze spotkanie
    Pierwsze spotkanie
  • 2012-03-21
    Zaręczyny
    Zaręczyny
  • 2013-06-15
    Ślub
    Ślub
Dominika i Andrzej zdjęcie 1
Dominika i Andrzej zdjęcie 2
Dominika i Andrzej zdjęcie 3
Dominika i Andrzej zdjęcie 4
Dominika i Andrzej zdjęcie 5
Dominika i Andrzej zdjęcie 6
Dominika i Andrzej zdjęcie 7
Dominika i Andrzej zdjęcie 7

     Byłam zwykłą 28 letnią dziewczyną, zakochaną i szczęśliwą. Moje serce zostało wyrwane z sielskiego życia w momencie, kiedy dowiedziałam się, że osoba, którą tak bardzo kochałam, z którą wiązałam plany na przyszłość umiera.

Samotność i zwątpienie

     Diagnoza okazała się wyrokiem – „nowotwór złośliwy w bardzo zaawansowanym stadium”. Wszystko działo się jak na przyspieszonym filmie, zaczęłam walczyć ze strachem, złością, żalem, bólem i bezradnością.     
Toczyłam codzienną walkę z tą straszliwą chorobą, jednak byłam w niej bezbronna. Walka była krótka, bo trwała tylko 4 miesiące. Kiedy Jakub odchodził mówił, że nieustannie kocha mnie bardzo i że zawsze byłam, jestem i będę dla niego najważniejszą kobietą w jego życiu. Powiedział jeszcze coś, coś co uważam za jego spełnioną obietnicę. Mianowicie obiecał mi, że nie zostawi mnie na tym świecie samej, że nie pisana jest mi samotność że znajdzie dla mnie mężczyznę, który zaopiekuje się mną i pokocha mnie może nawet bardziej niż on. Nie chciałam tego słuchać, wydawało mi się, że już nigdy nie będę potrafiła pokochać, że ta ostatnia kropla miłości, która była na dnie mojego serca umiera razem z nim.

     Dzień mijał za dniem, moje cierpienie nie mijało. Samotność - jak sobie z nią radzić?. Brakowało przytulenia, rozmów, uśmiechu, ciepła, czułości, do których byłam tak przyzwyczajona każdego dnia. Praca, dom, praca, dom… ciągle to samo. Wracając z pracy, zamykałam się w pokoju i  samotnie płakałam w poduszkę. Traciłam zdrowie, stawałam się powoli cieniem człowieka. Silna tęsknota za Jakubem prowadziła mnie powoli do depresji. Szukałam czegokolwiek, co mogłoby oderwać moje myśli od niego. Popołudniami łapałam się wszystkich domowych obowiązków, ale przychodziły też gorzkie wieczory, z którymi nie potrafiłam sobie poradzić. Po pewnym czasie, żeby zupełnie nie zwariować i w kółko nie myśleć o jednym, zaczęłam bez powodu przeglądać różne witryny internetowe. Czytałam różne blogi, słuchałam melancholijnych piosenek, przy których łzy kapały mi jedna za drugą, otwierałam skrzynkę mailową, w której prócz reklam nie znajdowałam żadnej wiadomości. Czułam się samotna i niepotrzebna, bezwartościowa i niezdolna do jakichkolwiek uczuć.

     Któregoś dnia, gdy „czyściłam” z niepotrzebnych wiadomości i reklam skrzynkę mailową (należącą do mojego zmarłego Jakuba) natknęłam się na reklamę serwisu MyDwoje.pl. Niechcący kliknęłam w link i otworzyła się strona główna. Zerknęłam tylko i zamknęłam stronę. Później zaczęła dopadać mnie ciekawość: a może jest ktoś zalogowany na tym serwisie z moich znajomych? Jakieś koleżanki, koledzy z lat szkolnych, z którymi mogłabym odświeżyć kontakty? Na drugi dzień po przyjściu z pracy otworzyłam stronę MyDwoje.pl i zaczęłam przeglądać, czytać, przeglądać, czytać, myśleć… i…. w efekcie mojej ciekawości założyłam swój profil (K2D1C791). Chciałam też przekonać się, co do testu osobowości, który trochę mnie zaintrygował. Nie byłam do końca przekonana, że jest on taki wiarygodny. Wszystko zrobiłam zgodnie ze wskazówkami. Test partnerski na MyDwoje.pl przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Dokładnie opisywał moje JA. Byłam zdumiona i z wrażenia nie mogłam usnąć w nocy. Chciałam lepiej zapoznać się z zasadami funkcjonowania serwisu. Zaczęłam klikać to tu to tam. Zauważyłam, że mój profil zaczęło odwiedzać coraz więcej mężczyzn z „Wyniku Kojarzenia”. Klikałam na ich profile i czytałam opisy. Myślałam o tym jacy oni wszyscy są naiwni i śmieszni. Początkowo nie wierzyłam też w szczęśliwe historie, a może nie chciałam wierzyć – zawiść? zazdrość? Nie wiem. Zaczęłam dostawać wiadomości od odwiedzających mój profil mężczyzn, ale nie robiło to na mnie żadnego wrażenia. Przecież nie zakładałam swojego profilu w celu znalezienia miłości. Denerwowały mnie te nieskładne i źle skonstruowane zdania, w dodatku z błędami. Wszyscy piszący do mnie mężczyźni byli bardzo bezpośredni i to też mnie w nich złościło, zresztą chyba nie chciałam żeby ktokolwiek do mnie pisał.

Pierwszy e-mail i przeznaczenie

     23 sierpnia 2011 r. o godz. 21:57 pojawiła się w skrzynce nieoczekiwana wiadomość e-mail. Tajemniczy M417C4EA napisał: „Zainteresował mnie Twój profil! Poznajmy się. Również inspektor. Mam 44 lata, ale nie wyglądam na tyle”. Pierwszy raz od tak długiego czasu uśmiechnęłam się. Rozśmieszyło mnie to zdanie w e-mail „Mam 44 lata, ale nie wyglądam na tyle”. Pomyślałam, że na pewno ten mężczyzna coś kręci, skoro pisze, że nie wygląda na swój wiek a tym samym choćby dla uprawdopodobnienia tego, nie umieścił swojego zdjęcia. Nie pamiętam już co odpisałam, ale z następnej wiadomości nieznajomego 44-latka dowiedziałam się, że to ja pierwsza zajrzałam na jego profil – pewnie zrobiłam to przypadkowo, kiedy zapoznawałam się z funkcjonowaniem serwisu – i dlatego on odważył się do mnie napisać e-mail. Tak to się zaczęło pierwszy e-mail, pierwsza wiadomość przez sieć.

     On – czyli Andrzej – również od niedawna miał założony profil na MyDwoje.pl. Napisał mi, że jest bardzo, ale to bardzo nieśmiałym mężczyzną i że do tej pory tylko przeglądał profile kobiet, ale nigdy do żadnej nie napisał. Dopiero, gdy spostrzegł, że byłam gościem na jego profilu i obejrzał moje zdjęcie (miniaturkę), coś (lub ktoś) dodało mu odwagi do napisania tych paru krótkich zdań do mnie. Spodobał się mu mój opis. Zauważył, że mamy podobne zainteresowania, oboje jesteśmy niepoprawnymi romantykami, podobnie lubimy spędzać wolny czas, jesteśmy stanu wolnego, dzieli nas tylko 53 km, a Test Doboru Partnerskiego wynosił aż 86%.

     No i się zaczęło. Początkowo korespondencja z Andrzejem była dla mnie odskocznią od wszystkich problemów. Był osobą bezstronną, nie znał mnie, ja jego również nie znałam. Mogłam mu się zwierzyć ze swoich smutków i rozterek. Opisywałam mu siebie, swoją przeszłość, dzień codzienny, swoje marzenia, pragnienia, plany – a raczej ich brak. Pisałam o swoich uczuciach, o tym, co lubię a czego nie, co mnie rozśmiesza i co mnie smuci. On odwzajemniał się tym samym. Nawet nie zauważyliśmy, że wpadliśmy w pewnego rodzaju trans. Codziennie wyczekiwaliśmy od siebie listów z wypiekami na policzkach, niezwykłym łomotem w sercu i burzą falującej krwi. Korespondencja stawała się coraz dłuższa i coraz bardziej prywatna. Niekiedy wstawaliśmy do pracy niewyspani, bo pisanie listów trwało do późnych godzin nocnych. Poprzez pisanie poznawaliśmy się coraz bardziej. Był to najlepszy sposób, bo dzięki pisaniu mogliśmy bez skrępowania zadawać sobie różne pytania, które zapewne ciężko byłoby zadać siedząc naprzeciw siebie. Przecież łatwiej jest pisać niż mówić. Szczególnie dla Andrzeja było by to trudne – był przecież typem nieśmiałego samotnika. Takie były nasze pierwsze randki we dwoje.

     Czułam do Andrzeja jakieś dziwne przyciąganie, pomimo tego, że nie wiedziałam jak wygląda. Broniłam się przed tym dziwnym uczuciem, ale chęć odczytania następnych wiadomości była silniejsza. Pisałam z nim codziennie, dużo już o nim wiedziałam z listów i nie wiem dlaczego, ale jego wygląd nie miał dla mnie większego znaczenia. Wychodziłam z założenia, że ważniejsze jest jego serce i to jakim jest człowiekiem, że wspaniale czuję się w jego wirtualnym towarzystwie i to na razie mi wystarczy. Nigdy nie prosiłam o żadną fotografię. Poza tym czułam trochę adrenaliny, fascynacji, tajemniczości i to mi się podobało. Sam zaproponował że wyśle mi na e-maila swoje zdjęcie - autoprezentacja. Zgodziłam się. Gdy otworzyłam skrzynkę i zobaczyłam kim jest mężczyzna, z którym tak miło spędzam wirtualne wieczory, zrobiło mi się gorąco a moje policzki się zarumieniły. Nie dość, że tak pięknie pisze, to jeszcze przystojny – pomyślałam.

     Andrzej bał się, że to była ostatnia nasza wymiana wiadomości, że po obejrzeniu jego zdjęcia wystraszę się i już nie będę chciała z nim korespondować. Szybko wyprowadziłam go z błędu – odpisałam mu, że na zdjęciu, które mi wysłał wygląda na mężczyznę z klasą i gustem. Dodałam jeszcze, że jest niezwykle wartościowym człowiekiem o dobrym sercu i że bardziej powinien wierzyć w siebie. A on pisał mi dokładnie to samo o mnie. Chyba wtedy tego potrzebowałam, ponieważ moja samoocena była bardzo niska. Andrzej w swoich listach do mnie pomógł mi uwierzyć, że jestem wartościową kobietą, pomógł mi pokochać siebie taką, jaka jestem. Stał się moim dobrym duszkiem – a ja jego. Często pisał, że jestem jego Aniołem z anielskim uśmiechem i prosił, by na mojej twarzy zawsze gościł ten piękny uśmiech.

     14 września 2011 r. dostałam poprzez pocztę kwiatową pierwszy bukiet kwiatów od Andrzeja. Przesłał mi do pracy piękną wiązankę czerwonych, zmysłowych róż. Byłam zaskoczona i jednocześnie bardzo szczęśliwa. Od śmierci Jakuba był to dla mnie pierwszy najpiękniejszy i najradośniejszy dzień, w którym uśmiechałam się od ucha do ucha spoglądając co chwilę na ten cudowny bukiet róż. Czułam, że Andrzej staje się dla mnie kimś więcej, niż przyjacielem z My-dwoje, ale równocześnie tłumaczyłam sobie, że nie mogę, że przecież nie będę potrafiła go obdarzyć silnym, prawdziwym uczuciem, że to nie wypada, bo jest starszy ode mnie aż o 16 lat, że to nie może się udać, kiedy byłaby taka różnica wieku w związku. Ale z każdym kolejnym listem czułam do niego coraz więcej. On również pisał, że nigdy nie czuł do żadnej kobiety tego co do mnie, że stałam się dla niego nadzieją na przyszłość. Dziwiłam się trochę, bo było to dla mnie dość niewiarygodne, że mężczyzna w wieku 44 lat może być jeszcze kawalerem, w dodatku nie będącym nigdy w żadnym związku z kobietą.

     Andrzej był typem samotnika, domatora (podobnie jak ja). Nie chodził na imprezy, nie umawiał się z kobietami, z którymi próbowali go swatać znajomi, bo i tak wiedział, że nic z tego nie wyjdzie. Powtarzał, że kobieta jego życia musi mieć „to coś”, i że musi mieć stu procentową pewność, że dokonał właściwego wyboru, idealna partnerka na całe życie. Dlatego postanowił, że będzie czekał bez względu na szybko biegnący czas, na prawdziwe gorące uczucie i wielką miłość przez wielkie M. Miłość jak z filmów romantycznych, do śmierci. Pragnął stabilizacji i radości dzielenia się szczęściem z kimś bliskim, na kim mógłby polegać. Jego samotność zaczynała mu doskwierać coraz bardziej. Nie brał pod uwagę tego, że zegara nie da się zatrzymać, ponieważ ciągle tyka, a straconych lat nie da się już odzyskać. Dzięki poznawaniu mnie w codziennej korespondencji poczuł, że jego zegar jakby zwolnił, przez co dał mu odrobinę nadziei na to, że może coś się zmieni w jego życiu na lepsze. Moje wiadomości powodowały, że jego dotychczasowe szare monotonne dni zmieniły się nie do poznania. Był szczęśliwszy, weselszy i pełen nadziei spoglądał w przyszłość. Z każdym kolejnym listem od Andrzeja moje serce rozkwitało. Zdałam sobie sprawę, że nie mogę się zamykać przed uczuciem, które puka do drzwi mojego serca. Najbardziej uzmysłowiłam to sobie po przeczytaniu fragmentu jednego z listów od Andrzeja: Życie biegnie nieustannie dalej niczym jadący pociąg i to od nas samych zależy Skarbie czy do niego wsiądziemy, czy też zdecydujemy się przeczekać na mało istotnej stacji. Ja tak właśnie czekałem, czekałem, aż w końcu pojawiłaś się Ty i czuję, że wsiadłem do właściwego pociągu, który właśnie powoli rusza. Chciałbym, żebyś Ty również do niego wsiadła i jeżeli nie wysiądziesz po drodze to może czeka nas wspaniała, ekscytująca podróż?

     Korespondowaliśmy ze sobą już ponad miesiąc, aż 25 września 2011 r. padła propozycja spotkania. Andrzej odważył się na ten krok, zaproponował niedzielę 2 października 2011 r. godz. 16:00, ekskluzywną restaurację w mieście. Nasza pierwsza randka w realu Miałam w sobie chwilowo uczucie niepewności, ale jednocześnie byłam szczęśliwa. Bardzo chciałam zobaczyć mężczyznę, który powoli zaczął mnie w sobie rozkochiwać. Bałam się tylko tego, że rzeczywistość może wszystko zweryfikować i Andrzej będzie mną rozczarowany. Ale nie tylko ja miałam tego typu obawy, jak się później okazało on myślał podobnie. Nadeszła Niedziela. Stroiłam się chyba 2 godziny przed lustrem. Śmiałam się sama z siebie, bo chyba nigdy wcześniej nie zależało mi na tym żeby tak dobrze wyglądać. Wybrałam niezawodną w takich sytuacjach „małą czarną”, która podkreślała moje kształty.

Miłość i szczęście bycia we dwoje

     Wybiła magiczna godzina. Wyszłam z samochodu i trochę niepewnie zmierzałam w stronę umówionej restauracji. Nagle zauważyłam jak otwierają się drzwi samochodu z drugiego końca parkingu. Mężczyzna zaczął podążać w moim kierunku. To on pomyślałam – byłam tego pewna. Serce waliło mi jak dzwon, w głowie miałam kolorową tęczę barw a uczucia mieszały się ze sobą i kumulowały tak, że dostawałam „gęsiej skórki”. Stanęłam naprzeciw niego i po chwili milczenia wpadłam w jego ramiona. Wtedy doznałam czegoś, czego jeszcze nigdy nie czułam. To uczucie było tak dziwne, że nie jestem w stanie opisać go słowami. Było nam tak dobrze, że staliśmy tam nieruchomo kilka minut, po czym Andrzej ucałował mnie w policzek i w dłoń i wręczył olbrzymi bukiet płomiennie czerwonych róż. Gdy weszliśmy do restauracji Andrzej od razu obsypał mnie komplementami. Poczułam się niezwykle i wyjątkowo. Powiedziałam mu o tym a on odparł, że przecież jestem kobietą wyjątkową i niezwykłą. Był elegancki, szarmancki, z klasą i gustem. Miał piękny, męski głos i niezwykłe kasztanowe oczy, które bardzo mnie onieśmielały, bo wciąż wpatrywały się w moje (i wpatrują się do dnia dzisiejszego). Oczy są zwierciadłem duszy – powtarzał – i to właśnie w nich zobaczyliśmy nasze uczucia, myśli, marzenia i pragnienia.

     Siedzieliśmy tam 3,5 godziny a wydawało nam się że minęła dopiero minuta. Przyglądaliśmy się sobie, rozmawialiśmy, śmialiśmy się a czas upływał. Postanowiliśmy, że nasze spotkanie nie zakończy się jeszcze. Andrzej zaprosił mnie do kina a ja oczywiście byłam cała w skowronkach na myśl, że będę mogła z nim spędzić jeszcze kilka godzin. Kiedy rozpoczął się seans, podałam Andrzejowi swoją dłoń – wiedziałam że jest nieśmiały i postanowiłam przełamać tę nieśmiałość – ucieszył się i objął moją rękę swoją tak mocno, że po dłuższym czasie zaczęła cierpnąć, jednak mimo tego chciałam czuć ten uścisk (teraz bardzo często się z tego śmiejemy). W naszych głowach było mnóstwo myśli, wrażeń i emocji, w konsekwencji czego nic nie wiedzieliśmy z filmu, który był wyświetlany. Po filmie Andrzej odwiózł mnie na parking, na którym zostawiłam swoje auto, ale zanim wysiadłam z jego samochodu pożegnał mnie długim, namiętnym pocałunkiem, którego smak i zapach mam w głowie do dnia dzisiejszego. Po tym pocałunku oboje już wiedzieliśmy, że łączy nas głębokie uczucie. Przed pożegnaniem padła jeszcze propozycja następnego spotkania. Andrzej zaprosił mnie na wycieczkę do Łańcuta – oczywiście zgodziłam się. To była niesamowicie udana pierwsza randka.

   W następnym dniu dostałam piękny list, którego fragmentem (za zgodą Andrzeja) chciałabym się podzielić: (…) Byłem dzisiaj jakby nie tym człowiekiem, jakim jestem od zawsze. Moje myśli – cokolwiek robię, gdziekolwiek jestem – wypełniają mnie tylko Tobą i tym co wczoraj doświadczyłem. Jesteś w każdej sekundzie mojego życia, Twoją buzię mam ciągle przed swoimi oczami, czuję jej dotyk, jej zapach, zapach Twoich prześlicznych włosów, smak cudownych ust, Twoje przeszywające spojrzenie, słyszę twój delikatny głos. Wczoraj, gdy Cię po raz pierwszy ujrzałem serce mi zadrżało i poczułem się jakby to Bóg umówił mnie na randkę z jednym ze swych najpiękniejszych Aniołów. Jestem dumny, szczęśliwy, pełen nadziei na przyszłość, przyszłość u Twojego boku, a zarazem boję się, że ktoś mógłby mi Cię skraść, a wówczas moje serce zamknęłoby się i pękło z przeszywającego bólu. Siedząc na przeciwko Ciebie, nie potrafiłem oderwać mojego wzroku od Twoich cudownych oczu. (…) Siedzieliśmy tam 3,5 godziny a ja nie czułem upływającego czasu, mógłbym siedzieć tam o wiele dłużej i patrzeć na Ciebie i podziwiać Cię za to jaka jesteś, a jesteś cudowną kobietą. Kobietą, jakiej nigdy dotąd nie poznałem i która ścisnęła mnie mocno za serce i ciągle trzyma rozgrzewając je. Bałem się dotknąć Twych dłoni, choć przez cały czas tego bardzo pragnąłem, a gdy Ty mnie złapałaś za moją dłoń siedząc w kinie, wiedziałem że pragniesz podzielić się swoim uczuciem ze mną bym poczuł się pewniej i przełamał swoją nieśmiałość. Później było mi przyjemnie i pragnąłem by ta chwila trwała jak najdłużej. (…) Skarbie masz moje serce, moją miłość, szczerość, moją duszę, masz mnie całego i to tylko dla siebie i bądź pewna, że nie pozwolę Ci odejść, bo nie wyobrażam sobie bym mógł Cię stracić. Moje modlitwy zostały wysłuchane i jestem za to wdzięczny Bogu, że pozwolił mi Cię poznać i tak mocno pokochać...

     Po dwóch tygodniach spotkaliśmy się po raz drugi. Pojechaliśmy wspólnie zwiedzać komnaty zamku łańcuckiego, oranżerię, powozownię, park, ale przede wszystkim pojechaliśmy tam po to, by móc się sobą cieszyć. Spędziliśmy cudowną Niedzielę. Nie zdążyliśmy się jeszcze pożegnać a już za sobą tęskniliśmy. Podczas trzeciego spotkania, zaprosiłam Andrzeja na niedzielny obiad do mojego rodzinnego domu. Chciałam, aby poznał moich rodziców i siostrę. Ucieszył się i oczywiście przyjął zaproszenie. Było to dla niego bardzo ważne. Bał się, że moi rodzice mogą nie zaakceptować go z powodu różnicy wieku. Chciał przekonać ich o swoim uczuciu do mnie i jak się później okazało – udało mu się to zrobić. Spodobał się rodzicom, zdobył ich zaufanie i poczuł ulgę, że różnica wieku nie stanowi dla nich większego problemu, że możemy stanowić szczęśliwy związek mimo różnic. Bardzo zależało mu na dobrych relacjach zarówno z moimi jak i z jego rodzicami, gdyż darzy ich wielkim szacunkiem. Podczas tego spotkania przekonałam się, że Andrzej to naprawdę mężczyzna z klasą i gustem, że to szarmancki i prawdziwy gentleman – kwiaty dla mnie, dla mamy, butelka wybornego trunku dla taty a nawet siostra i siostrzeniec obsypani zostali słodkościami. Byłam naprawdę nim oczarowana.

     Z każdym kolejnym weekendem poznawaliśmy się głębiej. W Święta Bożego Narodzenia poznałam jego rodziców, którzy bardzo szybko skradli moje serce i poczułam się u nich jak w rodzinnym domu, pachnącym spokojem, miłością i bezpieczeństwem. Zostałam przyjęta bardzo ciepło, co spowodowało, że całe napięcie i stres poszły w zapomnienie. Okres Sylwestrowo – Noworoczny spędziliśmy w górach świętokrzyskich w jednym z hoteli SPA. Wszystko było jak w bajce. Budziłam się rano i prosiłam Andrzeja, by mnie uszczypnął, aby przekonać się czy ten czar nie pryśnie. Czułam, że wokół nas jest jakaś magia, że znaleźliśmy się w świecie gdzie istnieją tylko ciepłe barwy, a przecież to my sami tworzyliśmy sobie ten klimat. W powietrzu wisiała miłość... W wieczór Sylwestrowy czułam się u jego boku jak księżniczka, która została zbudzona ze złego snu. W Nowym Roku zabrałam Andrzeja na stok narciarski, co bardzo mu się spodobało. Postanowił nauczyć się jazdy na nartach, aby w przyszłości móc szusować razem ze mną z najbardziej stromych stoków. Zaszczepiłam w nim miłość do tego sportu i jestem z tego bardzo dumna i szczęśliwa. Nowy Rok początkiem zmian.

     Nasze weekendowe spotkania stały się tradycją do dnia dzisiejszego. Każda Sobota i Niedziela jest Nasza. Wspólne spacery, seanse w kinie, romantyczne wieczory przy lampce wina i ulubionej muzyce, kolacje, rozmowy, wycieczki, koncerty, uśmiechy, wspólne marzenia i plany. Nigdy nie ma czasu na nudę i monotonię. Narodziła się miłość.

Oświadczyny i nowe życie

   21 marca to dzień, w którym obchodzę urodziny. Wiedziałam, że Andrzej będzie chciał być oryginalny i zaskoczy mnie jakimś podarunkiem, ale to co zrobił przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Zadzwonił do mnie i poprosił, żebyśmy się spotkali w tej samej restauracji, w której po raz pierwszy mogliśmy spojrzeć sobie głęboko w oczy. Zgodziłam się z radością. Byłam pewna, że w ten dzień chce powspominać cudowne chwile pierwszego spotkania i zrobić mi tym przyjemność. Czekał na mnie bardzo elegancki na parkingu, tak jak wtedy 2 października. Przywitaliśmy się namiętnym pocałunkiem i weszliśmy do restauracji, aby usiąść przy tym samym stoliku. Wróciły wspomnienia i pojawił się ten magiczny uśmiech i błysk w oczach. Zaczęliśmy delektować się smakiem deseru i wybornej kawy, po czym nagle Andrzej wstał, przeprosił mnie i wyszedł gdzieś. Nie widziałam gdzie idzie, bo siedziałam tyłem do wyjścia. Nagle poczułam zapach jego perfum i ciepło oddechu za moimi plecami. Kiedy odwróciłam się, ujrzałam mojego księcia z ogromnym bukietem aksamitnych, czerwonych róż (było ich dokładnie tyle, ile wtedy kończyłam lat, czyli 29), po czym zostałam obsypana najpiękniejszymi urodzinowymi życzeniami, jakie w życiu usłyszałam. Ale to nie był koniec. Kiedy róże znalazły się już w moich dłoniach, Andrzej padł na kolana i wyciągnął z kieszeni marynarki małe, czerwone pudełeczko, w którym czekał piękny złoty pierścionek, z iskrzącym jak płatki śniegu w słońcu brylantem. Stałam nieruchomo i poczułam, że fala gorąca zalewa moje ciało. Miałam wrażenie, że tracę czucie w nogach, a one po prostu tak się trzęsły na skutek zaskoczenia i szoku. Wtedy padły te magiczne słowa, o których marzy każda kobieta. Jesteś najważniejszą kobietą w moim życiu, nigdy nie byłem niczego w życiu tak pewien jak tego, że chcę abyś została moją żoną, więc teraz chcę Cię zapytać kochanie, czy zgodzisz się zostać moją żoną?”. To były najpiękniejsze oświadczyny. Sposób na oświadczyny, których nie można odmówić. Wtuliłam się wtedy w jego ramiona ze łzami w oczach i głośnym TAK na ustach. Przytulił mnie, nałożył na palec pierścionek swoimi drżącymi rękoma i ucałował moją dłoń. Dodał jeszcze, że jest przekonany, że to właśnie mnie szukał całe swoje życie, że rozpromieniam go, daję nadzieję, wzbudzam pragnienia i pożądania, powoduję, że śmieje się częściej, że chce dla mnie żyć i kochać mnie taką, jaka jestem. Nie spodziewałam się, że już po 5 miesiącach od pierwszego spotkania Andrzej mi się oświadczy. Była to dla mnie tak wzruszająca chwila, że nawet dzisiaj pisząc o tym wielkim wydarzeniu, jakim były oświadczyny, kręci mi się łezka w oku ze szczęścia.

     15 czerwca 2013 r. to dzień, który jest przez nas bardzo wyczekiwany, ponieważ w tym właśnie dniu powiemy sobie sakramentalne TAK. Będziemy przysięgać przed Bogiem wzajemną miłość i wierność, o jakiej marzyliśmy całe życie. Zawrzemy małżeństwo w świetle prawa, nasz związek zostanie pobłogosławiony i wierzę, że wszystko ułoży się po naszej myśli i rozpoczniemy nowy etap w naszym życiu, pełen radości, namiętności, miłości i wzajemnego uzupełniania się. I jeśli Bóg pozwoli będziemy starać się o powiększenie rodziny, bo było by to spełnienie naszych wszystkich marzeń. Wiem, że się uda, w końcu mamy swojego sprzymierzeńca, mamy swojego Anioła (Jakuba), który spełnił obietnicę złożoną przed śmiercią i wierzymy, że będzie nam kibicował i wypraszał dla nas potrzebne łaski od Boga. 

   Chcielibyśmy serdecznie podziękować serwisowi MyDwoje.pl, za to, że za jego pośrednictwem mogliśmy się odnaleźć i poznać, za cudowne wieczory z motylami w brzuchu, piękne poranki z uśmiechem na buzi, za to, że dał nam nowe, piękniejsze życie, za możliwość planów, marzeń i za to, że pomógł nam uwierzyć, że prawdziwa, romantyczna miłość jak z filmów istnieje. Wszystkim użytkownikom Serwisu chcielibyśmy przekazać, aby trwali w poszukiwaniu swojej miłości i mimo upływającego czasu nie rezygnowali. Samotność często bywa trudna do zniesienia, ale czas może okazać się tu naszym sprzymierzeńcem – nieraz warto czekać bardzo, bardzo długo, aby potem spotkać na swojej drodze tą jedyną, wyjątkową, niepowtarzalną osobę. Warto czekać, aby spotkać tę prawdziwą miłość!

Kochani trwajcie w swoich poszukiwaniach i czekajcie, bo jak mówi mój narzeczony: „Za długie czekanie – dobre śniadanie”.

Z pozdrowieniami, 
Dominika i Andrzej

Otrzymano 08.10.2012, godz. 13:56

"Witam.

     Bardzo dziękuje za tak miłe słowa na temat Naszej historii poznania się w MyDwoje.pl.
Oczywiście z wielką przyjemnością wysyłam do Państwa jeszcze kilka naszych fotografii. Zamieściłam tam min. zdjęcie bileciku z dedykacją, dołączonego do pierwszego bukietu, który dostałam od mojego Andrzejka, oraz ogromną wiązankę róż, którą zostałam obdarowana w dzień moich urodzin i Naszych zaręczyn.

     Chciałam jeszcze dopisać, że w liście zapomniałam wspomnieć o tym, że usunęliśmy z Andrzejkiem Nasze konta na MyDwoje.pl, ponieważ już odnaleźliśmy siebie. Podjęliśmy wspólnie taką decyzję. Jednak nie zapominamy o Was i oczywiście wszystkim samotnym sercom polecamy Wasz Serwis, ponieważ pomógł nie tylko nam złączyć swoje drogi ale i wielu, wielu innym ludziom szukającym swojego szczęścia. Jesteście prawdziwymi profesjonalistami i nawet nie wyobrażacie sobie ile dajecie tym wszystkim ludziom, którym po znalezieniu swojej drugiej połówki świat przekręca się o 360 stopni w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jeszcze raz serdecznie dziękujemy.

Z serdecznymi pozdrowieniami,

Dominika :)"


Otrzymano 10.12.2012, godz. 18:54

"Droga Ekipo Serwisu MyDwoje.pl

      Chcielibyśmy jeszcze raz z całego serca podziękować Wam za wspaniałą nagrodę - voucher na romantyczny weekend w Kołobrzegu w pięciogwiazdkowym hotelu AQUARIUS SPA & WELLNESS. Był to dla nas czas niezwykły i magiczny. Spędziliśmy tam cudowne chwile - tak cudowne, że postanowiliśmy przedłużyć nasz pobyt o następne dwa noclegi.

     Piękny hotel, doskonały pod każdym względem. Piękne przywitanie (truskawki w czekoladzie i szampan), obsługa niesamowicie przemiła i pomocna w każdej sytuacji. Na romantycznej kolacji czuliśmy się jak para książęca siedząca przy suto zastawionym stole w najpiękniejszej komnacie zamku. Rozkoszy dla ciała i ducha doznaliśmy w hotelowym SPA (masaże, kąpiel w wannie pełnej grejpfrutów, cytryn i pomarańczy, seanse w saunach i kąpiele w basenach i jacuzzi). Zwieńczeniem tych wszystkich atrakcji były codzienne spacery brzegiem plaży, wśród szumiących fal morza, cudownego chłodnego wiatru i późniejsze ogrzewanie się lampką wina w zaciszu hotelowego pokoju. Nasze serca - pomimo zimowej aury - rozgrzewały się coraz bardziej. Cały ten nastrój i romantyzm, którego zapach nieustannie unosił się w powietrzu spowodował, że utwierdziliśmy się jeszcze bardziej w naszych przekonaniach że chcemy razem spędzić resztę życia. Czas spędzony w Kołobrzegu będziemy zawsze mieli w naszych sercach, ponieważ pozwolił nam jeszcze mocniej zacieśnić nasze więzy miłości.

Sprawiliście nam cudowny prezent. Do końca życia będziemy Wam wdzięczni za to że pomogliście nam się odnaleźć i za cudowną podróż narzeczeńską.

Z całego serca DZIĘKUJEMY!

Pozdrawiamy:
Dominika i Andrzej"
 

Otrzymano 24.08.2013, godz. 19:58


"Serdecznie witamy całą ekipę MyDwoje.pl

Pragniemy z radością poinformować Was, że 15.06.2013 r. wstąpiliśmy w sakramentalny związek małżeński.
Jesteśmy bardzo szczęśliwym małżeństwem, wspieramy się wzajemnie, spełniamy w miłości i życiu.
Każdego dnia budzimy się z uśmiechem na twarzy, patrzymy sobie w oczy i uświadamiamy, że można kochać bardziej i... bardziej...
Życzymy wszystkim użytkownikom serwisu MyDwoje.pl takiej miłości jaka nam się przytrafiła...
Szczęśliwi i szalenie zakochani Nowożeńcy Dominika i Andrzej.

Pozdrawiamy.

Przesyłamy kilka zdjęć z naszego najważniejszego dnia w życiu."

oceń artykuł:
[ 5.4 / 6 z 5 oddanych głosów ]
 

Komentarze (0)


dodaj komentarz
dodaj komentarz

 
życzenia
Podobne pary: 20+
Magdalena i Łukasz
Joanna i Piotr
Dagmara i Zbigniew

Podobne pary: z dziećmi
Monika i Daniel
Dorota i Wojciech
Edyta i Marek

Podobne pary z Podkarpackie / Rzeszów

Dołącz do nas!
* POLA OBOWIĄZKOWE
e-mail:*
hasło (min. 6 znaków):*
powtórz hasło:*
jestem:*
  kobietą piksel
  mężczyzną
data urodzenia:*
skąd znasz mydwoje.pl:
*Akceptuję Regulamin oraz Politykę prywatności Serwisu
Tak, chcę być informowany o w trendach i ofertach specjalnych dla Singli. Rezygnacja jest możliwa w każdej chwili.

lub zarejestruj się przez Facebooka
facebook register
Zadzwoń lub napisz do nas




tel: (22) 201 25 89
fax: (22) 201 25 87


codziennie 11.00 - 23.00
MyDwoje - krok po kroku

powered by WEB interface
Serwis MyDwoje.pl wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.   Akceptuję
zamknij