|
 |
|
Jesteś tutaj: MyDwoje.pl > Szczęśliwe historie > Historia Ireny i Jana |
 |
 |
 |
Jesteśmy razem i cieszymy się z tego
Jesteśmy razem i cieszymy się z tego. Mamy się do kogo odezwać, pośmiać, wychodzić na spacery, gdzieś wyjechać, pograć w gry, karty itd. Jest się też z kim pokłócić, nadal się poznajemy, razem gotujemy, oglądamy TV, robimy zakupy i jesteśmy szczęśliwi. W listopadzie dostałam piękny zaręczynowy pierścionek, ciągle jestem obdarowywana kwiatami i innymi prezentami, teraz tylko prosić Boga o zdrowie i dobry rozum. Myślimy o ślubie...
|





Irena, 60 lat, technik obuwnik, Jaworzno Jan, 61 lat, technik elektryk, Jaworzno
82% ZO (Zgodność Osobowości MyDwoje.pl)
Pierwsza wiadomość - 9. września 2010 r. Pierwsze spotkanie - 3 października 2010 r. Zaręczyny - listopad 2011 r.
Cieszymy się z Waszego szczęścia i życzymy Wam wielu pięknych dni razem!
Zespół MyDwoje.pl
| Droga Redakcjo "MyDwoje.pl" oto historia naszego poznania. Jestem wdową. Zostałam zupełnie sama po śmierci męża w dużym domu, który ciężko utrzymać z marnej emerytury. Mój świat się zawalił. Nie mieliśmy dzieci. Przez 2 lata codziennie pisałam do Niego tak jak bym prowadziła rozmowę. Z tęsknoty zaczęłam pisać wiersze, czego nigdy nie robiłam, szły jak z rękawa. Po 2 latach nacisk moich przyjaciół i znajomych doprowadził do przemyśleń. Pojawiła się szansa na drugie życie, bo to co było już nie wróci.
| Przesyłam wiersz dla wszystkich samotnych napisany przeze mnie 2 lata temu.
"Samotność"
Samotność kiedy sama przychodzi.
To można wybaczyć, zrozumieć.
Lecz gdy samemu się do niej ucieka.
To na pewno zniszczy nie jednego człowieka.
Wstajesz rano oczy otwierasz, a tu pustka wszędzie się czai.
Co więc robisz? Rozmyślasz-nie masz siły planować.
I znów jesteś rozbity.
Szukasz jakiegoś zajęcia, szukasz przyjaciela.
Jeśli jest - to w porządku, ale jeśli go nie ma?
Miotasz się i kręcisz.
Wszystko stłumić pragniesz.
Lecz wszystko na złość twej kontroli ucieka,
bo nie masz przy sobie drugiego człowieka!
W koło wszystko wiruje, świat się cieszy ogromnie.
Lecz ty z samotności patrzysz w dal -nieprzytomnie.
Tu obiadem pachnie, tam radość wycieka.
A ty znów sam jesteś, znów brakuje człowieka.
Zaraz wieczór zapadnie, więc do snu się złożysz, ale nie łudź się wcale.
Ledwie się położysz - znów najdą cię myśli i tamte wspomnienia
i czy już rozumiesz, że to nic nie zmienia?
Sen chwilowo łagodzi, ale jutro od nowa samotny dzień nadchodzi.
Kiedy jesteśmy młodzi - samotność nie wzrusza.
Lecz gdy starość nadchodzi -TO STRASZNA KATUSZA.
Usta już chcesz otworzyć, bo się cisną słowa.
Ale nie ma NIKOGO -cicho----- -do KOGO ta mowa? | |
Bałam się nowej rzeczywistości, bo to już nie młodość i obawa, czy można jeszcze kogoś pokochać po 37 latach szczęśliwego małżeństwa. Bałam się też siebie, czy potrafię nie wspominać na każdym kroku tego, co było, bałam się też akceptacji tej drugiej osoby. Samotność jednak wzięła górę, zaczęłam szukać w internecie różnych portali, ale wszędzie były opłaty, na które nie mogłam sobie pozwolić. Któregoś dnia pomyślałam, że przecież są biura matrymonialne i tak natknęłam się na MyDwoje.pl. Po zalogowaniu i dołączeniu zdjęcia dostawałam różne oferty, ale nikt do mnie nie napisał, a ja też nie mogłam ze względu na brak aktywnego abonamentu.
Po pewnym czasie dostałam propozycję zostania twarzą MyDwoje i skorzystałam, w zamian mogłam pisać do innych przez jakiś czas. Napisałam do kilku panów, ale po przeczytaniu moich listów nie było odpowiedzi, dopiero kiedy zaczęłam szukać w moim mieście natknęłam się na Janka. Tu mieszkał, podobny wiekiem, kawaler, podobne zainteresowania, 82% zgodności osobowości, więc spróbowałam kolejny raz, nic nie miałam do stracenia. O dziwo odpisał. Podałam Mu nr GG i tak zaczęła się nasza internetowa znajomość - 9. września 2010 roku.
Poznawaliśmy się pisząc, wysyłając wiersze, zadając pytania, każde z nas w wolnej chwili zaglądało, czy nie ma wiadomości. Napisał mi, gdzie mieszka i nawet raz nieśmiało zaproponował spotkanie, ale ja z ostrożności wymyśliłam jakiś wykręt bądź nie byłam jeszcze gotowa, nie widziałam zdjęcia. Jaś - bo tak się zwracam do Niego, wtedy jeszcze pracował, był motorniczym w tramwajach, miał ciekawą ale odpowiedzialną pracę. Podziwiałam Go. Był samotny. Nie ma bliskiej rodziny. Ma swoje mieszkanie, ale brakowało Mu bliskości drugiej osoby - we dwoje raźniej. Brak wsparcia w różnych życiowych sytuacjach to tragedia. Wiedział, że niedługo emerytura, więc co robić samemu? W bloku to tylko komputer i smutek podróżować w pojedynkę - nie każdy lubi. W pierwszą niedzielę 3. pażdziernika zaaranżowałam wycieczkę do Krakowa. Wiedziałam, że Jaś ma wolne, napisałam Mu i on też chętnie chciał się wybrać. Ja miałam wsiąść do busa na moim przystanku, ale On uparł się, żebyśmy jechali z jednego ponieważ jeszcze nie chciałam zdradzić swojego adresu więc pojechałam tam gdzie chciał. Umówiliśmy się o ósmej, a o 8.30 odjeżdżał bus. Mieliśmy się ubrać sportowo, ale elegancko i wygodnie, to nasza pierwsza randka. Jadąc w autobusie myślałam czy Go poznam? Jak będzie ubrany? Jak się przywita? Widziałam raz zdjęcie malutkie na innym portalu, a rzeczywistość może być inna. Bałam się Jego reakcji na moją osobę. Nie myślałam o urodzie tylko o dobrym sercu i bratniej duszy. Wysiadałam na trzęsących się nogach, serce waliło ze zdwojoną siłą, ale na przystanku była tylko jakaś para. Po odczekaniu chwili wysłałam sms-a, bez odpowiedzi. Godz. 8.15 nie ma, odeszłam więc od przystanku pełna obaw, że się mną zabawił. Zadzwoniłam do przyjaciółki, żeby chociaż z kimś porozmawiać. Wracając na przystanek zauważyłam mężczyznę dochodzącego z drugiej strony, wydawało mi się podobnego, ale kiedy wyjął telefon i dzwonił, a mój w kieszeni nie odpowiadał zwątpiłam. Po chwili zadzwonił mój tel. okazało się, że pomylił nr. Jego pytanie brzmiało "no gdzie jesteś?".
Ponieważ stał pod słońce, to mnie nie zauważył. Odpowiedziałam "jak się odwrócisz to mnie zobaczysz". Zapomniałam o wszystkim, jak zobaczyłam jego zadowolenie, przywitał się tak, jak tego oczekiwałam. Zaraz podjechał bus i wsiedliśmy płacąc każdy za siebie. W drodze dobrze nam się rozmawiało, jak dobrym znajomym, tylko trochę byłam skrępowana, bo Jaś ciągle mnie ukradkiem obserwował. W Krakowie było cudownie, pogoda przepiękna, ale też nie obeszło się od nieoczekiwanych przygód. Zresztą zaczęło się od rana zaspaniem Jasia. Nasza pierwsza randka więc okazała się niedzielą jedną z najpiękniejszych w moim życiu. Coś zaiskrzyło i to był dobry znak. Wracając już wysiadłam na trasie, chciał wysiąść ze mną, ale się nie zgodziłam uznałam, że jeszcze za wcześnie. Po powrocie do domu od razu załączyłam komputer i faktycznie Jaś też. Długo rozmawialiśmy, aż nie zadał niefortunnego pytania: "Gdzie się spotkamy, u Ciebie czy u mnie?" Oburzyłam się, bo uważałam, że na tym etapie to tylko neutralnie gdzieś w kawiarni. Jaś uznał, że jestem zacofana, bo jesteśmy dorośli. Tym bardziej zaczęłam się Go obawiać, co Mu się tak spieszy? Od tej chwili zaczęły się schody, były wiersze i docinki, żadne z nas nie było sobie nic winne, aż któregoś późnego wieczoru, kiedy Jaś po pracy znów zadał mi to pytanie, nie wytrzymałam. Podałam adres i kazałam przyjechać. Był w szoku, ale po chwili nieśmiało napisał, że jest nieogolony. Odpisałam:"do rozmowy nie musi się golić, a ja jestem już w szlafroku i nie myślę się przebierać". Spotkaliśmy się ok północy. Ostra rozmowa wyjaśniająca trwała do 2 następnego dnia, po czym Jaś niechętnie odjechał. Następnego dnia zadzwonił z zapytaniem czy może przyjechać, dostał zgodę. Na przywitanie dostałam pięknego storczyka w ulubionym kolorze /zapamiętał/ i bombonierkę, a także wiele pochwał typu ładny dom, porządek zaradność itp. Sama czekałam na Niego z utęsknieniem. Był ciepłym człowiekiem, spokojnym, wiedzącym czego chce, a jednocześnie troszkę tajemniczym. Byłam zadowolona z tej znajomości.
W taki sposób zaczęliśmy się spotykać, ale tylko u mnie. Jaś obawiał się mojej reakcji na Jego mieszkanie. I niepotrzebnie. Byłam mile zaskoczona, kiedy mnie w końcu zaprosił. Po miesiącu znajomości dostałam piękny pierścionek, który bardzo dawno kupił i akurat pasował na mój palec z zaznaczeniem, że to nie zaręczynowy. Święta Bożego Narodzenia spędziliśmy razem u Jasia, bo rano pracował, w wigilię i w pierwsze Święto też pracował, a od siebie miał bliżej. Różnie się układało, byliśmy w lutym na wczasach, potem na chwilę była przerwa w naszej znajomości, ale oboje tęskniliśmy. Po kolejnym spotkaniu już się nie rozstajemy do lipca mieszkaliśmy raz u Niego raz u mnie, a kiedy właśnie w lipcu przeszedł na emeryturę, już tylko u mnie. Byliśmy na Sylwestrze na kilku innych zabawach, Jaś został serdecznie przyjęty do mojej rodziny i znajomych. Miałam remont domu przez szkody górnicze w czasie wakacji. Jaś bardzo mi pomógł dołożył, dużo pieniędzy, ale nie mogliśmy nigdzie wyjechać. Po skończeniu remontu pojechaliśmy na 3 tyg. do Hiszpanii, a póżna jesienią byliśmy w Ustroniu. Teraz przeszły kolejne święta i Sylwester razem. Jesteśmy razem i cieszymy się z tego. Mamy się do kogo odezwać, pośmiać, wychodzić na spacery, gdzieś wyjechać, pograć w gry, karty itd. Jest się też z kim pokłócić, nadal się poznajemy, razem robimy, gotujemy oglądamy TV, robimy zakupy i jesteśmy szczęśliwi. W listopadzie dostałam piękny zaręczynowy pierścionek, ciągle jestem obdarowywana kwiatami i innymi prezentami, teraz tylko prosić Boga o zdrowie i dobry rozum. Bardzo cenię Jasia, choć Jemu może wydaje się inaczej. Po prostu pokochałam Go z całego serca, ale też nie mogę Go za bardzo rozpieszczać.
Piszę tą historię razem, bo zostałam upoważniona. Myślimy o ślubie, ale nie ustaliliśmy jeszcze daty. Pozdrawiamy serdecznie - Irena z Jankiem.
 |
|
Otrzymano 14.02.2012, godz. 09:53
na Walentynki...
Droga Redakcjo, wysyłam ten wiersz wszystkim samotnym i nie tylko o ile uwazacie że można go przekazać to bardzo proszę.
Radość. W koncu nadszedł dzień i radość zagościła, a sprawcą tej radości właśnie była zima. Dzień jak każdy i choć biały to szary, ale doładował w serca dużo wiary. Znów zabiło mocniej,głośniej jak szalone. Ale zwolnij me serce bo jesteś wytęsknione. Musisz bić powoli prawie, że cichutko,lecz zawsze jednostajną nutką. Bij serduszko w dzień każdy, bij o każdej porze. Czy to noc czy poranek,bij proszę wyrażnie.... KOCHA czy nie KOCHA? Lubi,czy nie Lubi? Tak jak w słowach ludzi niech ono mi mówi! Dzisiaj piękne chwile możesz dać innym i sobie. Powiedz tylko słowo magiczne "KOCHAM" tej jedynej ,wymarzonej osobie. Nie kwiat,nie prezent drzwi serca otwiera-tylko miłość drogiego przyjaciela. (...)
Serdecznie pozdrawiam życząc wszystkiego najlepszgo i miłego dnia wszystkim! Irena"
|
 |
|
Otrzymano 03.03.2012, godz. 09:26
Pragnę przesłać upominek, który myślę napełni serca radosną nutką...
Słoneczko pięknie dzisiaj nas budzi i wita, ptaszęta zaczynają śpiewać swoje trele to wiosna cudowna za oknem się skrada i o wspaniałych miłościach wszystkim opowiada. Tu promyk słońca włoży w każdy pączek kwiatów i drzewek, tam ogrzeje pajączka i muszkę to znów trawkę podniesie i ze snu zimowego obudzi zieloną pietruszkę. W serca ludzi też włoży kilka słonecznych promieni , każda para,która siebie odnajdzie na swych licach z czułości się zarumieni.
Pozdrawiam, Irena |
 |
Otrzymano 06.05.2012, godz. 20:17
PODZIĘKOWANIE
"MŁYN KLEKOTKI" - BRZMI TAJEMNICZO. KTO KIEDY SŁYSZAŁ O TAKIM HOTELU? TAK NAPRAWDĘ CHYBA NIEWIELU. POŁOŻONY JEST W PIĘKNEJ OKOLICY. SĄ JEZIORKA, LASY, PAGÓRKI I DOLINY, A OBSŁUGUJĄ GOŚCI UROCZE DZIEWCZYNY. W RECEPCJI PRACUJĄ WSPANIAŁE OSOBY, KTÓRE NA PRZYJEZDNYCH MAJĄ SWOJE SPOSOBY. OCHOCZO Z UŚMIECHEM DO ŚRODKA ZAPRASZAJA I ANKIETĘ BY CO PRĘDZEJ WYPEŁNIĆ - PODSUWAJA. POTEM, ŻE OBSŁUGA JEST WYŚMIENITA, TO POMAGA BAGAŻE WNIEŚĆ DO POKOJU, BY GOŚCIE SZYBCIEJ ZAZNALI SPOKOJU. POKOJE OBSZERNE SUPER URZĄDZONE Z ŁÓŻKIEM NAJLEPSZYM NA ŚWIECIE. NIE TYLKO W GMINIE GODKOWO ŚPI SIĘ NA NIM FAJOWO!. MAJĄ TU RESTAURACJĘ, ZIOŁOWY OGRÓDEK, WŁASNĄ ELEKTROWNIĘ I PODZIEMNĄ WINIARNIĘ, ORAZ WIELE MIEJSC DO GRILOWANIA, A TAKŻE ALEJEK MOC DO SPACEROWANIA. JAK PÓJDZIESZ CZŁOWIEKU W STRONĘ KORTOW I Z POWROTEM, AŻ DO KOŃCA JEZIORA TO BĘDZIESZ DOTLENIONY DO SAMEGO WIECZORA. PO DRODZE WYSEPKĘ ODWIEDZ KONIECZNIE. TAM MOSTEK I ALTANKA DO ZDJĘĆ CI POSLUŻĄ. A TAKIE WIDOKI NIGDY CIĘ NIE ZNUŻA. DALEJ IDĄC ALEJKĄ ZAWILCOW W STRONĘ BUDYNKÓW MASZ PEJZAŻ JAK Z BAJKI: JACUZZI, KASKADE I SZEREG ALTANEK, KTÓRE WABIĄ NA SPOCZYNEK WŚRÓD ZIELENI, A GDY SIĄDZIESZ I POMARZYSZ TO WSZYSTKO SIĘ ZMIENI. MOŻESZ TU ZJEŚĆ KOLACJĘ WE DWOJE. WTEDY GDY SOBIE ZAŻYCZYSZ. TEŻ ZROBIĄ CI SPECJALNE NASTROJE. NAS UGOŚCIŁA PANI MARLENKA, ŚLICZNA I MIŁA TRZPIOTKA. WINKA NAM DOLEWAŁA, O OKOLICACH OPOWIADAŁA, A TAK NAS NAKARMIŁA, ŻE WSTAĆ SIĘ NIE CHCIAŁO. MISTRZ KUCHNI PRZYGOTOWAŁ SMACZNE DANIA, WYSTARCZYŁO BY TEGO DO ŚNIADANIA. WSPOMNĘ TEŻ O MASAŻACH I KĄPIELI W ZIOŁACH. W OGÓLE JEST TU PIEKNIE DOOKOŁA... NA MASAŻ SIĘ PRZECHODZI PRZEZ RZECZKĘ "WĄSKĄ", KTÓRA PŁYNIE I PLUSZCZE SWĄ WODĄ CICHUTKO, A PTASZKI NA DRZEWACH ŚPIEWAJĄ SWOJĄ NUTKĄ. PANI DOROTKA TAK NAS PRZYWITAŁA, JAKBY OD DAWNA NAS OCZEKIWAŁA. PANI ALICJA ZMIENIŁA MNIE W MURZYNKĘ CZEKOLADKĄ SMARUJĄC MOJE CIAŁO, ALE JAKIE AKSAMITNE POTEM SIE STAŁO. PAN MÓJ-JAK WRÓCIŁ ZE SWOJEGO MASAŻU, AŻ POCZERWIENIAŁ Z ZACHWYTU, ŻE DOZNAŁ TAKIEGO ZASZCZYTU. NIE CHCIAŁABYM POMINĄĆ NIKOGO WIĘC BARDZO WSZYSTKIM DZIĘKUJE. A O HOTELU TYM OPOWIADAĆ BĘDĘ NIECH NAM WSZYSCY ZAZDROSZCZA I SAMI SIĘ PRZEKONAJĄ JAK ICH TUTAJ UGOSZCZĄ. ODJEŻDŻAMY BARDZO ZADOWOLENI, CHOĆ KRÓCIUTKO WIZYTA TA TRWAŁA TO NA DŁUGO ZOSTANIE W PAMIĘCI BO BYŁA NAPRAWDĘ WSPANIAŁA.
IRENA I JAN
|
 |
Czytaj podobne historie naszych par:
|
 |
|
|