Asia mówi, że ich miłość przypomina film pokazywany w przyspieszonym tempie; jakby chcieli nadrobić stracony czas. Oboje, rejestrując się na MyDwoje.pl, dalecy byli od desperacji - kierowała nimi raczej ciekawość. Jak się okazuje, do odważnych świat należy! W obliczu prawdziwej miłości nie miały znaczenia nawet kilometry ich dzielące. Udało im się poznać partnera, z którym łączy mnie dopasowanie i stworzyć związek, w którym nie brak spontaniczności - która była nieodłącznym towarzyszem ich pierwszych spotkań - oraz sprawiedliwego podziału ról.
|
Joanna, 35 lat, ekonomista Zespół MyDwoje.pl |
Andrzej: Kończyła się zima. W powietrzu już czuć było zapach wiosny. Idealny czas na miłość - pomyślałem. Wtedy to właśnie zapisałem się do Portalu MyDwoje.pl. Znalazłem go zupełnie przypadkiem, a zaciekawił mnie test psychologiczny. Wypełniłem sumiennie rubryczki i... na długo zapomniałem o tej stronie. Na szczęście po pewnym czasie dostałem od administratora portalu wiadomość - niespodziankę. Moje zdjęcie zostało wybrane do "Galerii Twarzy MyDwoje.pl" i za zgodę na publikację zaproponowano mi 2 miesiące abonamentu gratis. Oprócz tego, że miło została połechtana moja próżność, udostępniano mi możliwość aktywnego działania i szukania miłości, więc bez zastanowienia - zgodziłem się. Akurat miałem w planach przeprowadzkę do Warszawy. Wiele się w moim życiu zmieniało. Pomyślałem, że fajnie by było poznać kogoś nowego z tych okolic. Do wspólnych spotkań, zabawy, miłego spędzania czasu. A może czegoś więcej? Któż to wie?
Otrzymywałem wiele propozycji kontaktu i sam wysyłałem ich sporo. Z wieloma Paniami prowadziłem ożywioną korespondencję. Niektóre z tych kontaktów przeniosły się później, na komunikatory internetowe i rozmowy telefoniczne. Wreszcie wytypowałem kilka Pań i zaproponowałem im poznanie się na żywo. Wstępnie zaczynaliśmy ustalać terminy. Niestety, jak to w życiu często bywa, sprawy się skomplikowały. Musiałem wracać z powrotem do Hamburga. A że nie miałem ochoty wiązać się z kimś, kto mieszka daleko ode mnie, ostatecznie nie doszło do żadnego spotkania. Ale chyba, przede wszystkim, nie poczułem, że trafiłem na kogoś wyjątkowego, nie poczułem z nikim tego pełnego porozumienia dusz.
Będąc już w Hamburgu, coraz rzadziej zaglądałem na stronę MyDwoje.pl. Myślałem nawet o skasowaniu swojego profilu. I wtedy nadszedł ten dzień - 7 września 2008. Dostałem propozycję kontaktu od Asi. Tknięty jakimś przeczuciem, od razu poprosiłem ją o rozmowę na GG. Szybko się zorientowałem, że łączy nas coś na wyższym poziomie interakcji. Rozśmieszała mnie, a także zmuszała do myślenia. Ogromnie byłem zaciekawiony i zaintrygowany jej sposobem myślenia, tym jak żartuje, jej lekkością w formułowaniu myśli, trafnymi skojarzeniami, metaforami, inicjatywą, energią i jakąś taką dziewczęcą radością, która z Niej emanowała... Oprócz tego, wielokrotnie okazywało się, że myślimy jednocześnie o tym samym - symultanicznie. To wszystko razem robiło niesamowite wrażenie. Przysłała mi swoje zdjęcia, po obejrzeniu których, kołatała mi w głowie jedna przemiła myśl - "jest piękna!". Byłem o krok od zakochania się. Odległość jaka nas dzieliła, nagle przestała być dla mnie jakąkolwiek przeszkodą.
Asia bardzo szybko wyszła z inicjatywą randki, czym mnie kolejny raz miło zaskoczyła. Uznaliśmy, że będzie to Szczecin. Mniej więcej w połowie drogi między naszymi miastami. Zatem sprawiedliwie. Jechałem na to spotkanie pełen nadziei - ale też obawy, czy przypadkiem nie okażę się dla Niej zupełnie kimś innym, niż sobie wyobrażała, czy powinienem obawiać się tej randki. Ale przecież te dwa tygodnie rozmów na GG sprawiły, że dużo się o sobie dowiedzieliśmy i bardzo się polubiliśmy. Oboje zakładaliśmy pełną szczerość, także podczas tej randki - mieliśmy więc pewność, że pasujemy do siebie, a spotkanie w realu tylko ma to potwierdzić. Skąd więc ta obawa...? Czekałem na dworcu z niepewnym uśmiechem na twarzy, ale ogromnie podekscytowany i uradowany, że wreszcie Asię za chwilę zobaczę. Przyjechał pociąg. Wysiadło kilka osób. W oddali zobaczyłem dziewczynę, która ze względu na sylwetkę, włosy, mogła być moją Asią. Jednak z kimś rozmawiała wysiadając z pociągu, poza tym nie miała na sobie jeansów i czerwonej bluzki, a tak przecież miała być ubrana. Więc uznałem, że to jednak nie ona. Mimo to ruszyłem w jej stronę. Wielkie okulary słoneczne, spódnica... przyglądałem się uważnie, wręcz badawczo wbiłem wzrok w zbliżającą się do mnie postać. "Ale fajna dziewczyna, szkoda że to nie Ona" - pomyślałem. I w tym momencie przechodząca tuż obok mnie ta nieznajoma pani zaczęła się głośno śmiać. Zdębiałem, byłem zupełnie zdezorientowany i zaskoczony (ale musiałem mieć wtedy rozbiegany wzrok, niczym spłoszona łania!). Na szczęście od razu na powitanie przytuliliśmy się do siebie. Nie mogłem się powstrzymać i podniosłem Asię w górę i delikatnie pocałowałem. Asieńka śmiała się do mnie ustami, oczami - całą sobą. "Ufff, chyba się Jej spodobałem" - odetchnąłem w duchu. Tak, już wiedziałem - z tą dziewczyną nigdy nie będę się nudził.
Przed naszym spotkaniem, wyszukaliśmy w Internecie aktualne imprezy i ciekawe miejsca, które warto zobaczyć w Szczecinie. Jednak okazało się, że najciekawsze do zwiedzania i poznawania... to my sami. Rozmawialiśmy i dużo się śmialiśmy, chłonęliśmy siebie jak spragnione dżdżu kanie. Nie wiadomo kiedy, zrobił się wieczór, więc, raźnym krokiem, trzymając się za ręce, ruszyliśmy ze spaceru po Szczecinie, z powrotem do hotelu. Asia zapaliła świece i kadzidełka, włączyliśmy nastrojową muzykę i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, w skromnym pokoju hotelowym wytworzyła się magiczna atmosfera i romantyczny nastrój... Kiedy rano jedliśmy śniadanie, wiedziałem już, że ta dziewczyna zawładnęła mną kompletnie. Przed rozstaniem, idąc z bagażami na dworzec, przechodziliśmy przez kolorowy jesienny park, szurając butami wśród liści, objęci i szczęśliwi. Nasz pierwszy weekend razem minął błyskawicznie. Już w drodze powrotnej do domu ogromnie tęskniłem za Nią, więc zaczytywałem się w wierszach miłosnych - prezencie od Asi (niektóre z tych wierszy znam teraz na pamięć!).
Od tego spotkania, wykorzystywaliśmy każdą sposobność, aby być razem. Albo Asia przyjeżdżała do mnie, albo ja do Niej. Pokonaliśmy setki kilometrów i nie przespaliśmy wiele nocy, podróżując. Za każdym razem utwierdzaliśmy się w coraz większym przekonaniu, że Test Doboru Partnerskiego naprawdę działa. Ważne są dla nas te same, podstawowe wartości. Gdy w drobniejszych sprawach mamy odmienne zdanie, dużo na ten temat rozmawiamy i wsłuchujemy się w to, co każde z nas ma do powiedzenia. Ciągle uczymy się siebie nawzajem, ale też przez to lepiej poznajemy samych siebie, swój sposób myślenia, oraz własne emocje. Ponieważ naprawdę nam na sobie zależy, postanowiliśmy, że nasz związek nie będzie się opierał tylko na spontanicznych porywach serca, ale także na świadomej, organicznej pracy. Pomimo to, że każde z nas w swoim życiu miało już kilka związków, które się wypaliły lub były pomyłką - sił dodaje nam wiara w to, że jest możliwe życie we dwoje w miłości, radości, zgodzie, przyjaźni i wzajemnym szacunku aż do końca, gdy mamy partnera odpowiednio dopasowanego.
Historia zatoczyła koło. Święta spędzamy razem w Hamburgu, a już w lutym wracam do Polski, gdzie jest moje serce. Pragniemy razem z moją Ukochaną stworzyć ciepły dom a w przyszłości rodzinę - gdy "my dwoje" zamieni się w "my troje"
Asia: Kiedy teraz o tym myślę, wszystko wydaje mi się tak niezwykłe, że aż banalne. Może tak właśnie jest, kiedy wypełnia się to, co zapisane w gwiazdach?
Kiedy teraz o tym myślę - wydaje mi się, że czekaliśmy na siebie całe życie - mimo że dopiero co uwierzyliśmy, że na nikogo nie czekamy, że właśnie odnaleźliśmy spokój i pełnię szczęścia żyjąc w pojedynkę.
Kiedy teraz o tym myślę - wydaje mi się, że oboje śpieszymy się, by nadrobić stracony czas bez siebie, że wszystko dzieje się jak w filmie na przyśpieszonych obrotach, że tak samo, jak na początku baliśmy się wejść w ten rwący nurt, tak teraz absurdalnie szybko uważamy, że ten nurt już nigdy nas nie wyrzuci na brzeg.
Grudzień 2008
Joanna: Andrzeeeej.... Ja już dłużej chyba nie dam rady czekać....
A: Dlaczego mnie teraz przy Tobie nie ma....
J: Dlaczego Cię teraz przy mnie nie ma....
Od samego początku mówiliśmy "chórem". Jedno przerywało drugiemu, żeby powiedzieć to samo.... Albo uprzedzało słowa drugiego. Albo mówiliśmy to samo na dwa głosy.
J i A: To musi być miłość! - uznaliśmy w końcu. Oczywiście na dwa głosy.
J: Andrzej. Kupię test.
A: Jestem z Tobą.... Bardzo jestem z Tobą.... Napisz od razu jak będzie wynik, dobrze?
J: Oczywiście....
A: Tylko jedna prośba:
J: Dobrze, nie będę sobie robiła żartów.
A: Nie rób sobie żartów, dobrze?
J: Haha....
A: Kobieto, Ty znasz mnie lepiej niż ja siebie sam! Boisz się?
J: Boję.
A: ...... Ale ja bardzo bym...
J: Ja też! Boję się ale też bardzo bym...
A: Kocham
J: Ja też kocham
A: Rodzina?
J: Rodzina!
3 miesiące wcześniej..... Wrzesień 2008
Joanna: Ale to głupie....Portal randkowy - pomyślałam, kiedy kolega dał mi adres do MyDwoje.pl. Wiedział, że psychologia to mój konik i żeby przekonać mnie do Serwisu powiedział: "to na pewno nie jest ściema. Widziałem ich reklamę w Charakterach". No to może nie jest to takie głupie? - myślałam dalej... Oj, nic nie tracę, może poznam kogoś, kto też czyta Charaktery?
Zalogowałam się, dopełniłam formalności i wypełniłam mozolnie test. Stworzyłam swój profil, wiedząc że mój opis niekoniecznie przyciągnie rzesze zainteresowanych... "czego nie lubisz? Nie lubię kiedy ktoś mówi mi co mam robić...." Chciałam grać w otwarte karty i nie udawać kogoś, kim nie jestem. Dlatego opis był szczery, ale faktycznie, miałam rację. Niezbyt wiele osób pozostawiało na moim profilu propozycje kontaktu.
Od razu, tego samego dnia, przejrzałam listę dopasowanych do mojego profilu Panów. Rekordowy wynik - 89%. Andrzej. Od razu otworzyłam jego profil. Zdjęcie? Hm... facet jak facet. Miły uśmiech.... Hamburg/Bydgoszcz? Ha! To dopiero przypadek - w Bydgoszczy mieszkam obecnie, a w Hamburgu mieszka moja siostra.
Napiszę - zdecydowałam - będzie przynajmniej, o czym porozmawiać na początek. Napisałam. Odpisał.
2 tygodnie później. Sobota
Tyle już o sobie wiemy, więc skąd ten strach? A jeśli się jednak sobie nie spodobamy? Oj, no to co, najwyżej wieczorem wrócę do Bydgoszczy...A jeśli nie będziemy mieli o czym rozmawiać? Ciekawe, jak pachnie...Ach, jak bym chciała, żeby już był wieczór i żeby okazało się, że....Oj wiem, wiem, tylko bez oczekiwań. Brak oczekiwań to brak rozczarowań. Ależ ja się boję... że się zakocham!
Jeszcze trzy godziny. Pociąg się wlecze. Nie mogę spać. Nie mogę czytać. Niech już będzie ten Szczecin ("To nie Szczecin - to Szczęścin!" - powiedział mi Andrzej przed wyjazdem).
Peron. Pociąg zatrzymuje się, a ja w obezwładniającym stresie realizuję plan A. Ja wiem - to nie fair - ale mam taką radość z tego, że kolejny raz go nabiorę. Ciekawe czy mi się uda. Wczoraj powiedziałam mu, że będę ubrana w czerwoną bluzę i dżinsy, żeby mnie poznał i nie pozwolił błąkać się bezradnie po peronie. A teraz? Chichoczę wysiadając z pociągu. Nie ma prawa mnie poznać - wielkie ciemne okulary a la mucha, długa kiecka, obcisłe kozaki - modliszka zamiast owieczki. Chcę go poobserwować zanim do niego podejdę. Tak, to bardzo nie fair! Ale czy umawialiśmy się, że będzie fair?
No i idę tym peronem. Oj widzę go.... Zaraz oszaleję. Widzę jak się rozgląda żałośnie za tą nieszczęsną czerwoną bluzką i zapominam, jak sama strasznie się boję, że przecież ja też mogę mu się nie spodobać.
Mijam go jak gdyby nigdy nic - nasze spojrzenia spotykają się. Ja - kamienna twarz.... Prawie kamienna, bo nie wytrzymuję, zaczynam się śmiać.....Szok, podniecenie, zażenowanie, wstyd, śmiech, ojeeeja, jak się denerwuję!
- Przytul mnie, bo zaraz zwariuję! - piszczę, a on przytula. I całuje we włosy.
Od tej pory nic się nie zmieniło. Ja piszczę. On całuje. Grunt to sprawiedliwy podział ról.
Czytaj podobne historie naszych par:
|
|
I ty możesz znaleźć miłość w MyDwoje.pl! | |
|
|