Biuro matrymonialne > Szczęśliwe historie > Historia Agnieszki i Jacka

Portal MyDwoje odmienił moje życie

Agnieszka i Jacek
quote

Mają za sobą nieudane związki, a w sercach wiarę w szczęście we dwoje

  • Agnieszka, 47 latpolonistka, Giżycko
  • Jacek, 49 latżołnierz zawodowy (major WP),
(wiek w momencie poznania się)
arrow down
 
  • 2011-09-02
    Pierwsza wiadomość
    Pierwsza wiadomość
  • 2011-10-11
    Pierwsze spotkanie
    Pierwsze spotkanie
  •  
    Zaręczyny
    Zaręczyny
  •  
    Ślub
    Ślub
Agnieszka i Jacek zdjęcie 1
Agnieszka i Jacek zdjęcie 2
Agnieszka i Jacek zdjęcie 3
Agnieszka i Jacek zdjęcie 3

       Minął rok od czasu, kiedy opuściłam Wasz portal randkowy. Już kilkakrotnie zachęcaliście mnie, abym napisała, co wydarzyło się w moim życiu, co sprawiło, że pożegnałam się z Wami na zawsze.  Uparcie milczałam, chciałam bowiem przedstawić kompletną, prawdziwą historię, bez zbędnych  „ozdobników” i niepotrzebnej egzaltacji, która wydaje się nieunikniona w pierwszej fazie nowej znajomości.

Kobieta po przejściach  w portalu matrymonialnym

        Chciałam ochłonąć, dojrzeć, opowiedzieć historię dwojga dorosłych ludzi, którzy zaczynają wszystko od początku.  Do tego potrzebny był dystans. Teraz  jestem gotowa, aby to uczynić. Portal Mywoje.pl odmienił moje życie. Jakiś wewnętrzny imperatyw od dawna nakazywał mi w ten sposób wyrazić Wam swoją wdzięczność. Bez Was bowiem, nie byłoby możliwe spotkanie dwóch samotnych dusz, mieszkających w tak różnych zakątkach kraju. Jeśli ta historia będzie miała szczęśliwy finał, pozostanę na zawsze Waszą dłużniczką. Chyba mogę nazwać to, co robicie misją. Pomagacie bowiem wielu nieszczęśliwym, zagubionym i samotnym istotom odnaleźć radość, szczęście we dwoje, przywrócić uśmiech na ich twarzach, odzyskać wewnętrzną równowagę i wiarę w drugiego człowieka. Staracie się, by portal odmienił ich życie. Mnie pomogliście także odnaleźć miłość. Nie jest to łatwe zwłaszcza, jeśli ma się za sobą nieudane, trwające 4 lata małżeństwo i 17- letni związek nagle przerwany zdradą partnera. Po takich doświadczeniach niczego już sobie nie obiecywałam. A jednak była we mnie potrzeba życia, nie chciałam jeszcze „skazywać się na śmierć”. Przerażała mnie wizja zgorzkniałej, przedwcześnie postarzałej kobiety. Postanowiłam działać! Wertowałam strony Internetu, chcąc znaleźć jakieś sensowne biuro matrymonialne. Początkowo ze wstydem i zażenowaniem myślałam o takim właśnie sposobie zawierania znajomości. Nie podobała mi się forma i charakter wielu portali, które budziły we mnie niesmak i niechęć. Nie chciałam publicznie się „obnażać”, flirtować z internetowymi „podrywaczami”, skazywać na ich towarzystwo. I w końcu trafiłam na portal „MyDwoje”! To było miejsce, w którym mogłam zaistnieć! Gwarancja prywatności, bezpieczeństwo twojego wizerunku trafny dobór partnerów, sortowanie ofert, a przy tym profesjonalnie prowadzone strony i stały kontakt z administratorem przekonały mnie, że mam do czynienia z poważnym, matrymonialnym portalem. Ten list pisze kobieta, której udało się spełnić marzenia właśnie za Waszym pośrednictwem.

Jak znaleźć partnera na całe życie?

A przecież po trzech latach członkostwa tutaj byłam już bliska rezygnacji. Początkowy zapał i euforyczne przekonanie, że szybko znajdę tu bratnią duszę stopniowo przygasały. Niewątpliwie należałam do aktywnych i towarzyskich użytkowników portalu, ale wciąż nie mogłam trafić na „mojego mężczyznę”. Nic dziwnego, wysoko bowiem postawiłam poprzeczkę. Chciałam znaleźć partnera na całe życie, a nie zadowolić się jakąś przelotną miłostką.  Wyraźnie zatem określiłam swoje oczekiwania. W moich wyborach istotną rolę odgrywało wykształcenie (tylko wyższe), zainteresowania, punkty dopasowania i ogólne wrażenie. Wykluczałam zatem mężczyzn w typie macho, natury narcystyczne, profile pozbawione zdjęć i oferty zawierające mniej niż 83% dopasowania.  Dopasowani partnerzy to siła związku. Konsekwentnie trzymałam się tego sztywnego kryterium, wierząc, że tylko tak mogę znaleźć partnera na całe życie. Przypuszczam, że wielu użytkowników prowadzi swoje „poszukiwania” według jakiegoś ustalonego klucza. Ja wybrałam taki właśnie sposób, który w końcu okazał się dla mnie szczęśliwy. Dbałam także o to, aby mój profil na portalu był atrakcyjny, pełny, bez niedomówień. Zawarłam w nim wiele precyzyjnych informacji o sobie, swoich zainteresowaniach, pasjach, oczekiwaniach, marzeniach, aby poszukującym ułatwić wybór. Stałam się codziennym użytkownikiem stron „MyDwoje”. Przez trzy lata mojej obecności  na portalu poznałam wielu naprawdę ciekawych, miłych mężczyzn, z którymi korespondowałam, umawiałam się na „randki”. Po kilku spotkaniach jednak zawsze pojawiała się ta sama refleksja: Znowu się pomyliłam. To nie ten, którego szukam. Najważniejsze, testowe pytanie, które sobie w takich momentach stawiałam, brzmiało: Czy chciałabyś spędzić z tym mężczyzną resztę życia? Nieomylne serce zawsze wybierało odpowiedź negatywną. W końcu pomału zaczęłam wątpić, czy możliwe jest spotkanie tego jedynego mężczyzny poprzez internetowy portal randkowy? Dowiadywałam się także, że moi  dawni „znajomi” również nie mają szczęścia. Myślałam o porzuceniu portalu. Zaczęłam rzadziej zaglądać na strony „MyDwoje”, mój dawny entuzjazm i optymizm gdzieś się ulotnił. 

Profil na portalu zawojował jej światem

W  sierpniu 2011 roku, przeglądając oferty według punktów dopasowania,  moją uwagę przykuł portret mężczyzny i jego ciekawy profil randkowy. Ze zdjęcia spoglądała na mnie jasna,  miła, lekko uśmiechnięta twarz. Odważne, szczere spojrzenie szarych oczu wskazywało, że człowiek ten nie ma nic do ukrycia. Z jaką ogromną przyjemnością wpatrywałam się w tę twarz, czując jednocześnie ogarniające mnie ciepło. Z  mocno bijącym  sercem odczytywałam kolejne zdania profilu. Miałam wrażenie, że świat na chwilę stanął w miejscu. Z tekstu wyłaniały się pojedyncze słowa i proste zdania: 87% dopasowania, żołnierz, wykształcenie wyższe, po rozwodzie, Warszawa, jego pasją jest fotografowanie, podróże. Ten profil na portalu tylko częściowo spełniał moje oczekiwania.  Szukałam kogoś o artystycznych talentach, miłośnika sztuki, erudyty, intelektualisty. Żołnierza nie brałam pod uwagę! A jednak instynkt po raz pierwszy podpowiadał mi, że mimo wszystko powinnam poznać tego mężczyznę! Coś mnie do niego przyciągało. Magnetyzm był tak silny, że zaniechałam dalszych poszukiwań. Jego profil dodałam do zakładki „Ulubione”. Od tej chwili odwiedzałam go codziennie, a nawet kilka razy dziennie! Szybko zorientowałam się, że i on często mnie podgląda. Te wzajemne wizyty trwały jakieś dwa tygodnie. Przyzwyczajona do tego, że to mężczyzna czyni pierwszy krok, czekałam na jakąś wiadomość. Ale moja skrzynka wciąż była pusta. W końcu nie wytrzymałam i napisałam do niego w początkach września. Pierwszy e-mail, pierwsza wiadomość przez sieć. Krótki liścik o wzajemnym zainteresowaniu z propozycją nawiązania kontaktu mailowego, który będzie znacznie bardziej skuteczny. Upragniona odpowiedź nie nadeszła. Byłam rozczarowana. Przełknęłam jednak tę gorzką pigułkę i pogodziłam się z porażką. Na innym portalu poznałam kogoś, z kim zaczęłam się spotykać. Po raz pierwszy złamałam swoje zasady, umawiając się z żonatym mężczyzną. I choć oboje byliśmy zaangażowani w tę znajomość, dalsze spotkania nie miały sensu. Myślałam o rozstaniu, chciałam przecież znaleźć partnera na całe życie, dlatego związek z żonatym mężczyzną budził moje wątpliwości. I wtedy, pod koniec września przyszedł upragniony list od „mojego mężczyzny”, którego polecił mi portal „MyDwoje”. Serdeczny, ciepły, przepraszający, z informacją o długim pobycie na poligonie i odcięciu od świata.  Byłam szczęśliwa. Natychmiast odpisałam. Szybko otrzymałam odpowiedź, jakiej się spodziewałam. I tak zaczęła się nasza korespondencja, z krótką przerwą do 5 października  wymuszoną jego wyjazdem na poligon. A potem on zaproponował spotkanie.

Pierwsze spotkanie i początki miłości

Na miejsce naszej pierwszej randki wybraliśmy Warszawę, ponieważ jestem tu częstym gościem, odwiedzając swojego syna. Tym razem jednak w stolicy miałam być przejazdem, w drodze do Wrocławia. Umówiliśmy się więc 11 października o godzinie 19 w herbaciarni przy ul. Francuskiej. To był wtorek. Z Giżycka wyjechałam spóźniona i zdenerwowana. Po drodze oczywiście zapłaciłam 200 zł mandat. Ze złości płakałam aż do Pisza. Nie wierzyłam, że ten wieczór w Warszawie, czyli nasze pierwsze spotkanie będzie udane. W dodatku od kilku dni męczył mnie katar, więc nie rozstawałam się z chustką do nosa i kroplami. Było do przewidzenia, że spóźnię się na nasze pierwsze spotkanie. Zadzwoniłam więc, prosząc go o wyrozumiałość. A on spokojnie podał mi inne numery autobusów, którymi dojadę do Ronda Waszyngtona. Już po chwili, wysiadając na umówionym przystanku, dostrzegłam go. Stał, trzymając w dłoniach czerwoną różę. Od razu mnie zauważył, chociaż blond włosy ukryłam pod chustką. Uderzyły mnie jego naturalna swoboda, elegancka postawa i serdeczność. Z przyjemnością przyjęłam ofiarowane mi ramię. Ruszyliśmy przed siebie. Na niebie świecił piękny księżyc. Po drodze rozmawialiśmy o nim. Recytowałam wiersz Tuwima „Likier”. Potem słuchałam jego żołnierskich opowieści. Miałam wrażenie, jakbyśmy znali się od lat. W herbaciarni czekał na nas zarezerwowany stolik. Nie uszło to mojej uwadze. A więc pomyślał o wszystkim, przygotował się do tej randki, zadbał, żeby pierwsze spotkanie było udane: kupił kwiaty, zarezerwował stolik, znał rozkład jazdy autobusów, zaopatrzył się w powrotne bilety dla mnie. Wniosek nasuwał się sam: miał do tej znajomości poważnie podejście, przy okazji ujawniając swoje piękne, męskie cechy: opiekuńczość, troskliwość i odpowiedzialność. Popijając znakomitą zieloną herbatę, pogrążyliśmy się w rozmowie. Wzajemnie odkrywaliśmy przed sobą przeszłość, niekiedy smutną i bolesną. Opisywaliśmy i poznawaliśmy nasze światy, nieco odmienne. Odnaleźliśmy wspólną pasję: miłość do antyków. A potem rozmawialiśmy o naszym spotkaniu w wirtualnej przestrzeni. O jego zauroczeniu moimi fotografiami na portalu i profilu, który go zniechęcał. W zamieszczonej przeze mnie charakterystyce odnalazł apodyktyczną nauczycielkę, niezdolną do dialogu, przy tym chłodną i zdystansowaną kobietę! Miał również świadomość, że nie pasuje do stworzonego przeze mnie portretu mężczyzny. Obawiał się spotkania, dlatego nie napisał pierwszy . Wystarczył jednak krótki bezpośredni kontakt ze mną, aby zrozumiał, jak bardzo się mylił. Z uroczym uśmiechem przyznał, że teraz nie żałuje swojej decyzji o przeniesieniu z jednostki w Zielonej Górze do Warszawy. Wyraził nadzieję, że dzięki temu będziemy mogli częściej się widywać. Skwitowałam to uśmiechem, wiedząc z autopsji, jakie zaskakujące scenariusze potrafi podsuwać życie. Po tylu rozczarowaniach z rezerwą podchodziłam do takich deklaracji. A jednak czułam, że ten mężczyzna mówił prawdę, niczego nie udawał i… zrobiło mi się cieplej na sercu. Ten miły, prawie intymny nastrój naszej rozmowy został nagle zakłócony przez hałaśliwe towarzystwo, które zasiadło przy sąsiednim stoliku. Z ulgą więc opuściliśmy przytulną herbaciarnię.  To była udana pierwsza randka.

Magiczny wieczór

Owiało nas chłodne, wilgotne powietrze, wokół unosił się zapach butwiejących liści. Ogarnęło mnie zmęczenie, dokuczał katar i niepokoiła myśl o ewentualnym przeziębieniu. Jednocześnie intrygował mnie ten mężczyzna idący obok. Chciałam zbliżyć się do jego świata, czegoś więcej o nim dowiedzieć. Na przystanku napotkałam jego spojrzenie utkwione we mnie. Oczy jasne i szczere wyrażały zachwyt. Wyglądasz prześlicznie - powiedział - a mnie od tych słów zawirowało w głowie. Ten wieczór był naprawdę magiczny. Czy sprawił to tajemniczy księżyc, okrąglutki jak piłka? A może zaczarowała nas ta jesienna noc? Mars i Wenus - damsko męska gra. Pożegnaliśmy się pod domem mojego syna. Następnego dnia rano wyruszałam w kilkudniową podróż do Wrocławia, a on pod koniec tygodnia jechał ponownie na poligon.  Nie umówiliśmy się na następne spotkanie. Wrocław mnie urzekł. Byłam tam po raz pierwszy i wszystko, co mnie otaczało wydawało się niezwykłe, wspaniałe. Odpłynęły gdzieś obrazy z warszawskiej randki, herbaciarni na Francuskiej. 14 października przed południem dostałam sms-a. Dzień Edukacji Narodowej stał się doskonałym pretekstem,  aby „mój” major do mnie napisał. Zabawne życzenia składały mi Siły Zbrojne RP. To był ważny sygnał. Zrozumiałam, że od tej chwili mam kogoś, kto o mnie myśli. Aż do tego momentu nie chciałam niczego sobie wyobrażać, niczego oczekiwać. Teraz wiedziałam, że w moim życiu zaczyna się coś dobrego, pięknego i ważnego. 

Następne spotkanie

Postanowiłam uporządkować swoje sprawy osobiste. Chciałam wkroczyć w tę nową znajomość bez „demonów przeszłości”, pójść na następne spotkanie jako zupełnie wolna kobieta. Rozstałam się z moim żonatym przyjacielem, a wszystkich korespondujących ze mną panów poinformowałam, że jestem już zajęta. Nie potrafię opisać, co się wówczas ze mną działo, ale przypominało to atmosferę jakiegoś wielkiego święta. Po prostu czułam, że otwieram nowy etap swojego życia. Przepełniała mnie radość i energia. Nasze następne spotkanie odbyło się 28 października w piątek. Przyjechałam do Warszawy na przedświąteczny weekend. Siedzieliśmy w kawiarni „Stara Praga” na ul. Ząbkowskiej, piliśmy wino, szczęśliwi, że znowu się widzimy, i rozmawialiśmy o naszych pasjach.  A potem była jego niespodzianka – wieczór przy świecach w łazienkowskim Pałacu na Wodzie. Oszołomiona, zaskoczona do końca nie wiedziałam dokąd jedziemy. Potem szłam obok niego, mocno trzymając jego rękę,  potykając się w ciemnych alejkach parku, zachwycając fantastycznymi formami drzew, klasycystycznych posągów połyskujących w tajemniczym świetle księżyca. Nastrój był jakiś magiczny, uroczysty i zaduszny. XVIII- wieczne pałacowe wnętrza w migotliwym blasku świec wyglądały baśniowo. Wraz z dużą grupą zwiedzających, pod opieką stylowo ubranych przewodniczek poddawaliśmy się urokowi miejsca, chwili i historii. To wtedy, kołysana miarową, płynną mową przewodnika pozwoliłam, aby po raz pierwszy mnie przytulił. Ciepło bijące od niego, gorący oddech na moim policzku, słowa szeptane tylko do mnie odurzyły mnie.  Pragnęłam, aby ta chwila trwała jak najdłużej, ale ten magiczny wieczór musiał się skończyć. W sobotę pojechaliśmy do Wilanowa. Z tego spaceru zachowały się piękne zdjęcia królewskich ogrodów ze mną w tle, zrobione w jesiennym słońcu. Wieczór był absolutnie nasz, z kolacją przy świecach i pierwszym pocałunkiem. Wtedy nie zostałam u niego na noc, ale odtąd już wszystkie pozostałe noce miały być wspólne. To wówczas zadałam sobie to najważniejsze pytanie: Czy chcesz z tym mężczyzną spędzić resztę życia? Po raz pierwszy od trzech lat nie miałam wątpliwości, że tak! Pamiętam ogromne uczucie ulgi i wielki spokój, jaki na mnie spłynął, kiedy zdałam sobie z tego sprawę. Czułam się jak podróżnik, który po długiej i pełnej przygód wędrówce w końcu dociera do celu. Nareszcie byłam bezpieczna, szczęśliwa i już nie sama. Rokoszowałam się faktem, że jestem kochana i kocham

Miłość znaleziona dzięki MyDwoje nadal trwa

Ten mężczyzna był mi przeznaczony. Znalazłam go, wybrałam, obdarzyłam zaufaniem i nie chciałam już innego. Włączyłam komputer, weszłam na portal matrymonialny „MyDwoje” i skasowałam swój profil na portalu, który odmienił moje życie. On uczynił to samo nieco wcześniej. Od tego momentu minął rok, a nasza miłość nadal trwa, początkiem do tego była bliskość w sieci. Tak bardzo pragnęliśmy mieć wspólny dom i od kilku miesięcy możemy się nim cieszyć. To niewielkie mieszkanie na Mokotowie, ale ładne i jasne. Okna wychodzą na mały skwer. Przez większą część roku wzrok przyciągają rozłożyste korony starych drzew w różnokolorowej szacie. Wiosną i latem w tym gęstym listowiu gnieżdżą się ptaki, które czasem lądują na naszym parapecie. Cieszy nas to, bo oboje kochamy naturę i lubimy ją podpatrywać. A mnie, wychowanej wśród mazurskich jezior i lasów, szczególnie jej brakuje w gwarnej i tłocznej stolicy. Wciąż urządzamy i planujemy nasze nowe życie. Oboje wiemy, że w tym wieku nie jest łatwo zaczynać wszystko od początku. A jednak ta świadomość nie odbiera nam zapału i chęci. Cierpliwie uczymy się siebie, wciąż poznajemy i przyzwyczajamy. Z wielką starannością budujemy naszą prywatną przestrzeń, dbając o zachowanie harmonii i równowagi w związku. Konsekwentnie doskonalimy trudną sztukę dialogu i partnerstwa. Nie chcemy więcej powielać błędów z poprzednich związków. Wyciągnęliśmy z tego naukę na przyszłość. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie zdarzały nam się nieporozumienia, a nawet małe kryzysy, zwłaszcza na początku znajomości. Nie da się chyba przejść przez życie bezboleśnie, ale ważne, żeby umieć potem o tym „cierpieniu” rozmawiać, a my właśnie taką „terapię” stosujemy. Wszelkie nasze działania determinuje miłość i silne poczucie więzi. Myślę, że najtrudniejszy etap mamy już za sobą. Tworzymy szczęśliwy związek mimo różnic, choć wciąż jeszcze nie mieszkamy razem, ale pomału przygotowujemy się do tego kroku. Teraz priorytetem jest znalezienie przeze mnie pracy w Warszawie. Wtedy ostatecznie przeniosę się do stolicy. Tymczasem każdą wolną chwilę spędzamy razem. Regularnie widujemy się co drugi weekend, codziennie rozmawiamy ze sobą przez telefon, wysyłamy sms-y i…tęsknimy. Oboje wierzymy, że czeka nas dobre, szczęśliwe i długie życie. Zawsze będziemy pamiętać,  komu to zawdzięczamy.


          Serdecznie dziękujemy za wszystko portalowi „MyDwoje” i mamy nadzieję, że dzięki Państwu wiele samotnych i zagubionych dusz odnajdzie swoją „Połówkę” a życie dopisze im piękną historię, koniecznie z happy endem!

Agnieszka i  Jacek


Dnia 20.06.2014 roku serwis MyDwoje.pl otrzymał przemiły list. Pozwalamy sobie na cytat - za zgodą Autorów:

"Witamy serdecznie :)

Bardzo dziękujemy za pamięć i miłe zainteresowanie naszym dalszym losem. Czujemy się w obowiązku odpowiedzieć na Państwa list, w końcu to za sprawą serwisu MyDwoje nawiązaliśmy tę szczęśliwą znajomość. Z przyjemnością informujemy, że miewamy się znakomicie i nadal jesteśmy razem. Na dowód przesyłamy nasze ostatnie wspólne zdjęcia zrobione w pięknym ogrodzie mojej mamy. Aż trudno uwierzyć, że od naszego pierwszego spotkania minęły już trzy lata! Zupełnie nie czujemy tego upływu czasu, nadal ciesząc się sobą i korzystając z życia. Mamy dużo marzeń i planów związanych ze wspólną przyszłością. Na razie wciąż urządzamy nasze mieszkanie i podróżujemy. W najbliższym czasie czeka nas wyjazd do Lizbony i nie będzie to wycieczka turystyczna. Spędzimy trzy lata w Portugalii, pracując tam i poznając ten piękny kraj.

Życzymy Państwu wszystkiego najlepszego, a Użytkownikom portalu szczęścia i spełnienia w miłości.

Pozdrawiamy ciepło,

Agnieszka i Jacek"


 
życzenia
Podobne pary: 40+
Ewelina i Piotr
Elżbieta i Jarosław
Hanna i Artur

Podobne pary z warmińsko-Mazurskie / Olsztyn
Izabela  i Grzegorz
Alicja i Andrzej
Regina i Stefan

Dołącz do nas!
* POLA OBOWIĄZKOWE
e-mail:*
hasło (min. 6 znaków):*
powtórz hasło:*
jestem:*
  kobietą piksel
  mężczyzną
data urodzenia:*
skąd znasz mydwoje.pl:
*Akceptuję Regulamin oraz Politykę prywatności Serwisu
Tak, chcę być informowany o w trendach i ofertach specjalnych dla Singli. Rezygnacja jest możliwa w każdej chwili.

lub zarejestruj się przez Facebooka
facebook register
Zadzwoń lub napisz do nas




tel: (22) 201 25 89
fax: (22) 201 25 87


codziennie 9.00 - 24.00
Twarze MyDwoje
Oferty zagraniczne mężczyzn
poprzedni
następny
MyDwoje - krok po kroku

powered by WEB interface
Serwis MyDwoje.pl wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.   Akceptuję
zamknij