Jesteś tutaj: MyDwoje.pl > Poradnik > Miłość i związek > Problemy w związkach > Toksyczna miłość. Czy kochasz toksycznie?

Toksyczna miłość. Czy kochasz toksycznie?
Podziel się na:
Dodaj do gogole+
linkedin

Serwis dla wymagających wyjaśnia dlaczego tworzysz toksyczne związki.

Serwis dla wymagających wyjaśnia dlaczego tworzysz toksyczne związki.
Podobne artykuły
 Nieudana pierwsza randka
 Prezenty dla kobiety
 Menu na randce czyli przez żołądek do serca
 Jak ubrać się na randkę? Rady dla panów
 Związek bałaganiarza z pedantem

Pierwsza randka jest idealna, ale później spotykają Cię przykrości.


Często zastanawiasz się, dlaczego masz za sobą tak wiele nieudanych związków? Bardzo się starałeś, pierwsza randka z osobą poznaną przez Serwis dla wymagających, albo w inny sposób i każda rozmowa telefoniczna, wiadomość e-mail, były cudowne. Otaczałeś partnera miłością, jaką można zobaczyć tylko w filmach, ale i tak Wam się nie udało? Twoje uczucie nie wyciągnęło ukochanej osoby z nałogu, nie sprawiło, że przestała ona Ciebie i może także siebie ranić. Obiecujesz sobie, że w kolejnym związku będziesz kochać jeszcze mocniej i wtedy wszystko na pewno dobrze się potoczy. Zanim jednak zwiążesz się z kolejną osobą, zastanów się chwilę. Najważniejsze jest podejście na serio. Problem nie musi wcale tkwić w niedostatecznym uczuciu z Twojej strony, być może uczucie, które się w Tobie pojawia to toksyczna miłość. Być może ciągle wybierasz nieodpowiednich partnerów, pierwsza randka wydaje Ci się idealna, ale im dalej związek się rozwija, tym więcej przykrości Cię spotyka, tj. zdrada zaufania - czyli masz tendencję do wchodzenia w tzw. toksyczne związki. I pamiętaj: nawet najlepsze porady i sugestie, jakie oferuje Serwis dla wymagających, są nic nie warte, jeśli sama, krok po kroku, nie dojrzejesz do zmian. 


Jakie cechy charakterystyczne przejawiają Nałogowcy Kochania?


Nałogowcy Kochania. Takiego określenia używa Pia Mellody w swojej książce pt. „Toksyczna miłość i jak się z niej wyzwolić” w odniesieniu do osób, które często budują związki z nieodpowiednimi partnerami i dla których relacja z kochaną osobą, jest bardziej źródłem cierpienia niż radości. Nasz Serwis dla wymagających przytacza kilka cech charakterystycznych dla Nałogowców Kochania.


  • Obsesyjne skupienie na partnerze. Osoba taka kieruje wszelkie swoje starania ku temu, by partnerowi było jak najlepiej, nawet jeśli odbywa się to kosztem zaniedbywania jej własnych potrzeb. Warto podkreślić, że w toksycznym związku bardzo częsta jest sytuacja, w której jedna strona otacza drugą niewiarygodną wręcz miłością i czułością,  natomiast ta druga unika bliskości. Nałogowcy Kochania winą za zbytni dystans w związku obarczają siebie: otacza więc partnera jeszcze grubszym kokonem uczuć, podczas gdy ten coraz bardziej ucieka od bliskości. W ten sposób błędne koło zatacza swój krąg.
  • Lęk przed porzuceniem. Myśl o tym, że partner mógłby odejść wywołuje w Nałogowcu Kochania paniczny lęk. Dlatego jest w stanie zgodzić się niemal na wszystko, by uniknąć porzucenia. Często takie działania są niezgodne z jego systemem wartości, jednak przekonanie o tym, że może uzdrowić związek przeważa nad wszystkimi argumentami przeciw. Osoba taka często przeżywa potem głębokie rozczarowania: pomimo, że zrobiła tak wiele, jej relacja z partnerem nadal odbiega od ideału.
  • Nadawanie nadmiernego znaczenia związkowi. Nałogowcy Kochania noszą w sobie marzenia o spotkaniu wyjątkowej osoby, z którą stworzy związek niczym z bajki. Kiedy wreszcie zakocha się, wierzy, że spełnia się jego przeznaczenie. Odrzuca wszelkie sygnały świadczące o tym, że relacja z wybraną przez nią osobą nie zapewni szczęścia i spełnienia. Nawet jeśli w związku zaczyna coś się psuć, Nałogowiec Kochania oszukuje samego siebie i robi wszystko, by podtrzymać iluzję wyjątkowości i przeznaczenia.
  • Niskie poczucie własnej wartości. Obniżona samoocena to podstawowy problem osoby tkwiącej w toksycznym związku. Dlatego też potwierdzenia własnej wartości szuka w oczach partnera. Wierzy w to, że tylko dzięki niemu może się poczuć lepiej sama ze sobą, że wypełni on jej wewnętrzną pustkę. Jeśli jednak partner wciąż rani, Nałogowiec Kochania tylko utwierdza się w przekonaniu, jak niewiele jest wart.
  • Brak poczucia szczęścia w związku. Osoby tkwiące w toksycznych relacjach czują się szczęśliwe tylko na początku procesu zakochania: pierwsza randka jest wspaniała. Później natomiast w ich związkach dominują brak zaufania, podejrzliwość, często wręcz obsesyjna zazdrość. Takie silne uczucia, pomimo negatywnego ładunku, są często mylone z miłością. Dodatkowym czynnikiem, przyczyniającym się do tego, że Nałogowiec Kochania nie odchodzi, jest manipulacja emocjonalna ze strony partnera, który z jednej strony rani, z drugiej zaś zapewnia, że kocha i nie poradzi sobie w życiu bez ukochanej osoby.

Skąd bierze się skłonność do wchodzenia w toksyczne związki?

Przyczyn problemów takich jak wchodzenie w toksyczne związki, z jakimi borykają się Nałogowcy Kochania, upatruje się zazwyczaj w dzieciństwie. Często osoby takie przeżyły wówczas emocjonalne lub fizyczne opuszczenie przez bliską osobę, zazwyczaj jednego lub oboje rodziców. Jeśli opiekunowie nie potrafili poświęcić dziecku odpowiedniej ilości czasu, nie dali mu poczucia bycia kochanym i potrzebnym, już od wczesnych lat życia musi ono radzić sobie z osamotnieniem. Wraz z upływem lat uczuciu temu zaczyna towarzyszyć przekonanie, że pewnego dnia pojawi się ktoś, kto wybawi daną osobę z tego stanu. Dlatego też w późniejszym życiu Nałogowcy Kochania tak obsesyjnie skupiają się na partnerze, jako na tym, który ma uzdrowić rany z dzieciństwa i niepostrzeżenie tworzą toksyczne związki, a ich życie wypełnia toksyczna miłość.


Jowita Wójcik, psycholog 

*W artykule wykorzystano informacje z książki Pia Mellody pt. „Toksyczna miłość i jak się z niej wyzwolić” (Wydawnictwo Jacek Santorski&CO, 1992 r.)

 

Serwis MyDwoje.pl zgadza się na przedruk tego artykułu w innych serwisach. Warunkiem publikacji jest umieszczenie pod artykułem następującej informacji wraz z linkiem do MyDwoje.pl:

Artykuł pochodzi z Poradnika w Serwisie Doboru Partnerskiego dla wymagających 
www.MyDwoje.pl

 



 

 

 

 

Komentarze

  dodaj komentarz
2014-03-03 15:57:25kika
Osoby będące w takim wyniszczającym związku powinny zapoznać się z literaturą na ten temat. Uzmysłowienie sobie pewnych schematów dużo daje.
Godne polecenia się książki Lundy Bancroft, JAC Patrissi „ Zostać czy odejść?” albo „Moje dwie głowy” Mai Friedrich.
2014-02-23 13:31:52obojętna
Witam, ja jestem 6 lat z moim chłopakiem i zawsze był zazdrosny ale od roku trwa koszmar nie moge nawet spotkać się z koleżanka bo zaraz słyszę że go zdradzam. Nawet jak jestem w domu to dzwoni i mówi że mnie tam nie ma że go zdradzam bo on pracuje w delegacji. Za to on kłamie kiedyś dowiedziałam się że mnie zdradza zrobiłam awanturę to mnie pobił..Nie ma prawie dnia żebym nie słyszała że go zdradzam.Bardzo go kochałam ale teraz czekam tylko na to żeby mnie zostawił bo już tak dłużej nie moge. Przyjeżdża na weekend i awantura wyzwa mnie od najgorszych traktuje jak zero. Zaczęłam myśleć że może ma jakąś chorobę rozdwojomnie jaźni bo wymyśla ciągle jakieś historię że ja gdzieś chodzę spotykam się z kimś. Przez to wszystko nabawiłam się nerwicy i nie wychodzę prawie z domu.codziennie kilkadziesiąt razy próbuje mu powiedzieć że odchodzę ale nie potrafię. Zwłaszcza że jeśli odejdę to zapowiedzial że nie spłaci sporego kredytu który dla niego wzięłam jeszcze przed laty kiedy było tak pięknie. Czemu to wszystko jest tak skomplikowane...wiem że mnie niszczy że to chore a nie potrafię odejść:-(
2014-01-31 14:12:40dama_harleyowa
Mnie rówież się wydaje,że i ja mam ten problem.Jestem z mężczyzną ponad 2 lata i jeśli się kłócimy to wolę winę na siebie wziąć, zgadzam się na wszystko,mogę być taką jaką on mnie chce widzieć a to dlatego,że tak panicznie się boję porzucenia.Ciągle mam wrażenie,że to ze mną coś jest nie tak.Muszę,rówież dodać,że pochodzimy z różnych części Polski(teraz aktualnie jestem u rodziny,ale ogólnie mieszkamy razem) Teraz mój partner ma zamiar wyjechać do pracy do Anglii i podwójnie go dręczę smsami,że tesknię,że go kocham a on mam wrażenie,że się ode mnie oddala.Boję się,że już nie wróci do mnie a nawet jak stamtąd przyjedzie to obawiam się,że już nie będzie to samo i powie mi słowa,których tak bardzo nie chcę usłyszeć.Jest między nami spora różnica wieku ja mam 24 lata on 35,ale czuję,że jak nie on to już żaden i jestem mu w stanie nieba przychylić byle ze mną był.
2014-01-19 23:23:12agnieszka
Jestem w związku od 4 lat i te 4 lata to związek toksyczny. Przez wszystkie te lata jestem okłamywana od drobnych, bezsensownych kłamstewek poprzez kłamstwa wielkiego kalibru. Mój partner nigdy nie dotrzymał danego słowa, za każdym razem próbuje wzbudzić we mnie poczucie winy. Od wielu miesięcy nie rozmawialiśmy ze sobą, ponieważ on dla mnie nie ma czasu - telewizor, gry komputerowe to jego żywioł, nawet nie zauważa mojej obecności. Seks - raz na dwa miesiące. Bywa wulgarny, nieprzystępny, zimny, wyrachowany. Na każdą moją próbę porozmawiania z nim reaguje agresją. Straszy mnie, że jeśli się z nim rozstanę to uprzykrzy mi życie. Obraża mnie. Jednocześnie w sms wypisuje wyznania miłości i pisze, że jestem dla niego najważniejsza - szantażuje mnie emocjonalnie. Jest wyrachowanym egoistą. Płaczę przez niego, czuję się samotna i opuszczona. Nie wiem co to śmiech i nie pamiętam co to szczęście w związku. Cały czas dojrzewa do decyzji zerwania, ale nie mam siły na podjęcie ostatecznego kroku. Cały czas mam nadzieję, że moja miłość wszystko uzdrowi, że on wreszcie zrozumie swoje złe postępowanie, że może odwzajemni się chociaż życzliwością. Tymczasem czas płynie niebezpiecznie szybko, a ja już nie mam 30 lat. Wiem, że to toksyczny związek, ale potrzebuje siły, odwagi, aby móc go zakończyć. Niestety na dzisiaj jeszcze mi tej odwagi brakuje.
2014-01-16 09:12:44Ja
...no to witam w klubie toksyczne miłości:) Nigdy nie sądziłem ,że ten problem będzie dotyczył również mnie,ale stało się. Oto moja krótka historia. Mianowicie kilka miesięcy temu poznałem dziewczynę,która...od razu mi się nie spodobała chodziło mi o jej podejście do spraw damsko męskich. Na imprezy była ok,ale coś więcej to nie bardzo bo cos mi w niej nie grało,za bardzo mnie idealizowała ,ale za razem była rozkosznie zabawna,szalona można powiedzieć co było dosyć pociągające. Zaczęliśmy sie w końcu spotykać.Randki były wspaniałe,jedna lepsza od drugiej wyczuwało się jej mocną rutynę w tym temacie i prowadziła mnie jak po sznurku Widać było ,że z nie jednego pieca chleb jadła. Było ok do póki nie chciała w ekspresowym tempie "zalegalizować" wszystkiego. Wtedy zacząłem stosować uniki. Nie czułem tego co ona bo nie było mocnych podstaw do tego,a ona szalała z miłości do mnie. W przeciągu kilku miesięcy rozstawaliśmy się kilka razy,ale i tak do niej wracałem bo w końcu wykrzesałem z siebie tą niby miłość. Juz wtedy ludzie do okoła mówili i jej i mi,że coś jest nie tak i ,że lepiej się rozstać. Oczywiście bagatelizowałem bo skoro tak się kochamy (tzn ona) to wszystko jest ok.
I tu zaczyna sie druga część związku,ta bardziej dramatyczna. Zacząłem dostrzegać ,że dziewczyna ma ze sobą problem. Mówienie ,że "nie czuje się przy mnie atrakcyjna" "nikt nigdy nie będzie Cię kochał tak jak ja". Zaczęły się wyrzuty, czułem ,że ze mną jest coś nie tak,że kocha miłością lepszą,czystszą,doskonałą.
Zaczęły się sceny zazdrości,ograniczanie,kontrolowanie,odcinanie od znajomych,rodziny,przeszukiwanie mojego mieszkania w celu znalezienia dowodu mojej nie wierności. Nie będę się więcej rozpisywał,ale jest całe mnóstwo toksycznych smaczków. Najgorsze z tego wszystkiego jest to ,że ją kocham bo była na prawdę wartościową osobą. Tyle,że jej dzieciństwo,odejście jednego z rodziców,zniszczyło to co mogło trwać latami. Oczywiście to nie jej pierwszy toksyczny związek było ich sporo,jak sama mówiła,że próbowała już chyba wszystkiego. Niesamowite jest to,że ona wiedząc ,że z tego nic nie będzie natychmiast zabrała się za szukanie nowej miłości. Byle jakiej byle gdzie z byle kim.
Teraz powolutku zabieram się z bólem serca za odbudowywanie relacji z rodziną i znajomymi. To było tak toksyczne,że oddziaływało i na nich. Też sporo nawywijałem w tym związku ,robiłem rzeczy ,które nigdy by mi nie przyszły do głowy.
Wrócił bym do niej z taką nieopisaną toksyczną chęcią.

2013-12-13 13:03:43Zagubiona
po przeczytaniu powyższego artykułu uświadomiłam sobie, że ja także jestem Nołogowcem Kochania, w poprzednim związku robiłam wszystko by zadowolić partnera, zrezygnowałam z wszystkiego i wszystkich byle by tylko być bliżej niego... a on... odrzucał mnie aż w końcu odszedł. przez długi czas leczyłam rany, w końcu poznałam obecnego partnera, od początku było zupełnie inaczej, szanował mnie, jednak widyywaliśmy się rzadko (dzieliła nas odległość połowy kraju) gdy miałam wrażenie, że się dotarliśmy dostaliśmy wiadomość o cięzkiej chorobie jego ojca.. teraz najwazniejsza jest rodzina, mimo że jest teraz blisko u rodziców to widujemy się tak samo rzadko jak wtedy gdy był daleko... a ja czuje się odrzucona, nie potrafie się odnaleźć w tej sytuacji, chciałabym być przy nim, ale on nie chce tego, często dzwoni, pisze ale jednak nie widuje się ze mną, zanim dowiedział sie o chorobie ojca widywalismy sie co drugi dzien, teraz widujemy sie raz w tygodniu, on tłumaczy sie ze chce nadrobic stracony czas gdy nie bylo go przy rodzicach ale nie wiadomo ile to bedzie trwało a ja nie wiem ile jeszcze jestem w stanie zniesc, to egoizm z ktorym nie potrafie sobie poradzić, co powinnam zrobić?
2013-12-01 17:43:01Monika Ż.
Witam wszystkich serdecznie.
Czytam te wszystkie wpisy i wiem że to samo dzieje się ze mną. Kocham swojego mężczyznę i wiem że nie mogę bez niego żyć. Tomek jest jedynym mężczyzną, którego tak naprawdę chce być. Zraniłam go wiele razy i okłamałam, a teraz proszę go o wybaczenie. Moją słabością jest to że nie potrafię się przyznać do błędu, przez to ciągnę za sobą kłamstwa. Bardzo go kocham i wiem że jestem dla niego zrobić w stanie wszytko. Nie wierzy mi.... bo go oszukałam, wiele razy zataiłam prawdę, chociaż tak naprawdę tego nie chciałam robić. Teraz mnie nie chce znać. Nie dziwie się w sumie... ;(
Wiem że jest zazdrosny o mnie, i nie chce być rozczarowany moim zachowaniem jak i postępowaniem. Chodzi też o to, że rozmawiam z jego kolegą. Czuję się jakbym go zdradzała. Pewnie bym tak samo się poczuła jakby było odwrotnie... Wiem jedno że że nigdy bym go nie zdradziłam i bym nie potrafiła zdradzić. Miłość wygrywa. Wiem ze nigdy się nie uwolnię od mojego uczucia do niego, bo jest silne niczym żywioł.... Chciałabym spróbować z nim być chociaż miała to by być toksyczna miłość..
2013-12-01 17:40:30Monika Ż.
Witam wszystkich serdecznie.
Czytam te wszystkie wpisy i wiem że to samo dzieje się ze mną. Kocham swojego mężczyznę i wiem że nie mogę bez niego żyć. Tomek jest jedynym mężczyzną, którego tak naprawdę chce być. Zraniłam go wiele razy i okłamałam, a teraz proszę go o wybaczenie. Moją słabością jest to że nie potrafię się przyznać do błędu, przez to ciągnę za sobą kłamstwa i rozmowy z kolegą-głównie jego kolegą. Nie chciałabym żeby tak o mnie myślał. Bardzo go kocham i wiem że jestem dla niego zrobić w stanie wszytko. Nie wierzy mi.... bo go oszukałam, wiele razy zataiłam prawdę, chociaż tak naprawdę tego nie chciałam robić. Teraz mnie nie chce znać. Nie dziwie się w sumie... ;(
Wiem że jest zazdrosny o mnie, i nie chce być rozczarowany moim zachowaniem jak i postępowaniem. Chodzi o to, że rozmawiam z jego kolegą. Czuję się jakbym go zdradzała. Pewnie bym tak samo się poczuła jakby było odwrotnie... Wiem jedno że że nigdy bym go nie zdradziłam i bym nie potrafiła zdradzić. Miłość wygrywa. Wiem ze nigdy się nie uwolnię od mojego uczucia do niego, bo jest silne niczym żywioł.... Chciałabym spróbować z nim być chociaż miała to by być toksyczna miłość... Kocham go, i nie pozwolę mu odejść.
2013-10-15 21:56:42zoja
Jest fajny blog poświęcony tej tematyce: Moje dwie głowy
2013-10-14 15:06:04Abc
A ja kocham swojego faceta bardzo mocno, jestem z nim szczęśliwa i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Bywało między nami różnie, ale każdy problem staramy się na bieżąco wyjaśniać. Jakiś czas temu spotkałam kobietę zajmującą się wróżbiarstwem i numerologią i zasugerowała mi, że rozstanę się z moim facetem. Od tego czasu nie mogę przestać o tym myśleć, zalewam swojego faceta wyznaniami miłości i czułościami tak jak bym chciała odwrócić zły los. Koleżanki mówią mi, że to ja więcej daje z siebie, że on się nie stara. Jedna z nich, która była w toksycznym związku, mówi mi ciągle, że ona przeżywała to samo co ja. Czuję się szczęśliwa i spełniona, choć na zewnątrz to podobno wygląda trochę inaczej. Kochamy się z moim facetem... ufam mu w 100%. Ale nie wiem co zrobić, żeby przestać myśleć o tej przepowiedni... i zastanawiać się czy to jest toksyczny związek czy nie... Nie wiem czy rzeczywiście jestem aż tak zaślepiona czy wszystko jest w porządku a ja zamiast sie niepotrzebnie denerwować powinnam myśleć o tym co tu i teraz.
2013-10-03 11:48:16Ania G.
Tak sobie to wszystko czytam i włosy dęba mi stają!!!
Potrzeba Miłości i bliskości jest tak silna,że nas upośledza zaślepiając konkretne sygnały tzw "toksyczności",czegoś co zatruwa nas pomału i sprawia,że stajemy się słabi i podatni na złamania przy najmniejszym podmuchu....
Straszna to jakaś PLAGA!!!:((((
Dobrze,że można się gdzieś podzielić swoimi doświadczeniami i przemyśleć wszysko co nas dotyczy i zrozumieć,że to patologia jest,która wciąga rujnując nas i nasze życie..
Wiem o czym piszę bo niestety identyfikuję się z ofiarami tego nieszcęścia...i (co daje poczucie winy)to na własne życzenie:(
ZACZYNAM PROCES EWAKUACJI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wszystkim tego Życzę z Całego swego złamanego Serca
2013-09-27 11:46:01gość
ja tez chyba byłem w takim związku,kobieta,ktora miała przykre dzieciństwo,potem przykry związek,który uważała,że wyrwie ją z sadystycznego domu,a który okazał się równie sadystyczny co dzieciństwo.poznaliśmy się,była radosna na poczatku,cała uwage skupiała na mnie,mówiła os tarości razem...nagla mnie rzuciła,bo ja moge miec lepsze zycie,ale nadal mnie kocha.Ludzie,to choroba,jesli dwoje ludzi się kocha,to powinni razem trwac,sa terapie i inne środki pomocy.Nie mozna rozkochiwać kogoś w sobie,nawijać texty,że zawsze razem,zabierać lata,a potem porzucać.Moje serce krwawi,bo ją mocno kocham,wiem,ze jej tez jest źle.ona chyba próbuje coś znowu z facetem,który ją gwałcił i bił przez lata..moze psychologia to wytłumaczy,ale ja tu nie widzę racjonalnego jakiegoś wytłumaczenia.moze brakuje jej bicia ?zachwoała sie podle,a własnie jej najbardziej zawierzyłem,po tym jak mówiła,kochała,z zraniła mnie mocniej niz inne kobiety...brak słów.tacy ludzie powinni byc odizolowani od zdrowych.
2013-09-25 20:44:37Smutna...
Właśnie po przeczytaniu tego artykułu zdałam sobie sprawę, że i ja chyba należę do osób cierpiących na tą chorobę... OD 2,5 roku jestem w związku z mężczyzną, który na początku był jak "książę z bajki" jednak od jakiegoś roku wszystko się skończyło a ja nadal robię wszystko żeby było mu dobrze nie zważając na swoje potrzeby... Zostawiłam pracę aby byc zawsze w domu (gotowac, prac, itd itp) aby był zadowolony teraz czuję się jak więzień we własnym domu mimo to nie potrafię przestac łudząc się, że jeszcze będzie dobrze bo ja go kocham, nadzieja, że jeszcze wszystko będzie dobrze choc w głębi serca wiem, że już nic się nie zmieni... Powoli zanikam we własnych myślach i potrzebach i nie wiem jak z tym walczyc...
2013-09-24 17:43:22zraniona
A ja zepsułam wszystko przez strach tak bardzo chciałam, żeby mnie kochał a robiłam wszystko, żeby mnie zostawił bo podświadomie wiedziałam, że nie może być z kimś takim jak ja szczęśliwym. Dodam, że kiedyś dopadła mnie anoreksja a dzisiaj jeszcze pewne zachowania z nią związane zostały np; nerwica i ogólne stany poirytowania. Chciałam, aby nasz związek przetrwał bo kocham go bardzo (może nawet za bardzo - toksycznie - sama już nie wiem. Byliśmy zaręczeni od ponad pól roku. Ślub zaplanowany za rok, a ja go bezwiednie odpychała jakbym się bała, że może ze mną nie być szczęśliwy - a byliśmy przez 4 lata naszego związku. Byliśmy zgodni nieliczne drobne sprzeczki, a od dwóch miesięcy ciągła niepewność bardzo mało rozmów. Nie wiem co się z nami stało może, gdybym nie powątpiewała w nas w to, że jednak potrafię dać mu szczęście dzisiaj byłoby inaczej. Może zauważył, że kocham toksycznie dodam ze kiedyś tkwiłam w takim związku i ten wydawał mi się naprawdę dobry nawet bardzo dobry jedynie to co mi przychodzi do głowy to to, że oboje wystraszyliśmy się ślubu... chce w to wierzyć bo tak jest łatwiej. Z dnia na dzień bez słowa odszedł a ja cały czas sobie powtarzam... Kochasz go przecież więc daj mu odejść i daj mu być szczęśliwym... A serce krwawi...
2013-09-23 22:01:54Michał
Witam.
Piszę tutaj, ponieważ mam to samo.Tylko teraz was trochę zaskoczę. Jestem chory właśnie na tą toksyczną miłość. Mnie właśnie to spotkało. Po 6 latach związku Moja kobieta mnie zostawiła. Co teraz czuję??? strach, lęk, że juz więcej do mnie nie wróci. Wiem i zrozumiałem to, że potrzebuję pomocy. Ukrywam to wszystko przed moimi bliskimi. Czytam fora, różne wypowiedzi itd. Ja bez niej zyc nie potrafię. To jest tak ciężka choroba, że po prostu sam nie wiem jak wam wytłumaczyć to co czuję na myśli, że w końcu ugasiłem ją, jej uczucie. ;-( masakra.To samo było ze mną, każdy szczegół mi przeszkadzał jeszcze do tego dochodził jej ciężki charakter. Teraz żyję na silnych lekach uspokajających. Tylko jej potrafiłem powiedzieć co się ze mną dzieję. A teraz chyba jest za późno ;-( Błagam ją o litość itd. Dodam, że kiedyś mieliśmy bardzo duży problem z którym sb poradziliśmy. Nikt w nas nie wierzył itd, jesteśmy obydwoje wykształceni itp. Było nam na prawdę ciężko. Wszyscy nas podziwiali. Co mogę powiedzieć, chyba przegrałem przez tą chorobę. A jak sobie poradzić z tym??? czytanie artykułów?? nieeee to mi nic nie daje?? terapia z psychologiem??? tylko nie w mojej miejscowości?? dlaczego za mały grajdoł.. A pracuję w takim zawodzie, że nie mogę by ktoś wiedział, że pracuję z psychologiem. Myślę jeszcze o prywatnym leczeniu, ale na razie jestem rozbity i nie mogę się pozbierać. Proszę ją o pomoc, ale ona nie chce mi pomóc :-(
2013-09-15 02:22:08Anika
od 2 godzin czytam te wpisy ... o toksycznej milosci związkach uzależnieniu i ..... otwierają mi się oczy....i umysł. wpisalam do wyszukiwarki 3 wyrazy co mnie najbardziej boli i wyświetlił się TEN PROBLEM , to wszystko prawda, tkwie w takim związku 4 lata , sama tworzyłam zasłone dymną , oszukując się w istocie problemów. Rzuciły mi sie takie jakby etapy : sama wystartowałam z pozycji pewnej siebie, zadowolonej, usmiechnietej, bardzo często sie smialam, byłam spokojna w srodku siebie czułam bezpieczeństwo, nie byłam bogata,ale radość sprawiały mi drobiazgi i......poznałam pewnego faceta od początku zapaliła mi sie czerwona lampka OSTRZEZENIE, NIE WIĄŻ SIĘ BROŃ BOŻE Z TYM FACETEM!!!!!! Ale nie chciałam sie wiazac tylko.....tak trochę na próbe ciekawił mnie osobowoscią. Od początku był 'nierówny' zmiany nastrojów 15 razy dziennie, atmosfera elektryczności, przeplatana miłymi chwilami...na chwile. Bombardowały mnie myśli 'nie wkrecaj sie w to!!!!!' i...brnęłam dalej i dalej. Atmosfera w 80% tajfun burza wyładowania elektryczne. Zaczełam czuć sie jak na ruchomych piaskach, na bagnie które mnie wciąga, brak poczucia bezpieczeństwa. Niepostrzezenie zaczely dochodzić do tego inne symptomy ... niepewność , lęk, brak wiary w siebie, jeszcze napady płaczu, smutek, zaczęłam sie garbic,przez te 4 lata musiałam przemysliwac każdy sms wypowiedź,bo... Nigdy i przez nikogo nie byłam tyle razy zraniona obrazona odarta z wartości co przez tego faceta... Nie jest przystojniakiem , potrafi wpływac na ludzi, nie ma wykształcenia,//rok temu dowiedziałam sie ze ma PODSTAWOWE oszukał mnie, bo pytałam kilka razy kłamał, ze jest po ogólniaku a swiadectwo zgubił w przeprowadzce// , nie ma mieszkania ani meldunku, pracuje ale co z tego. Ja studiuję, pracuję. Jak to piszę czytam stwierdzam, ze mam nie po kolei w głowie ciagnąc ten związek który zatruwa mnie jadem i który jest poniżej moich mozliwosci. Z czasem oprócz krytykowania mnie, pluje jadem na mój ą rodzinę, mame , synka, ciocie, kuzyna itp. poza tym strasznie bluzga 'miesem' jak sie zdenerwuje nie panuje nad słowami , zraza tym ludzi do siebie , jego rodzina nie utrzymuje z nim kontaktu, moja ma go dość, znajomi na początku są zauroczeni...do pierwszego wybuchu kiedy wbija im takie szpile ze odsuwają sie. Tylko ja tkwie w tym jak pusta lalka idiotka...bo wypaliłam sie w srodku, kochalam go KIEDYS teraz mam pustke...i lęk bywa agresywny, tylko ja mu zostałam wiec może sie wściec, ze go porzucam wreszcie. Trzy dni temu zaczelam analizować kiedy co i dlaczego zmieniło sie we mnie..... przestałam sie usmiechac, o śmiechu prawdziwym głośnym nie wspomnę, smutek, niepewność, zacisnieta szczeka, lęk,stres w zoładku, niepewność, brak poczucia bezpieczeństwa. Od niedawna prawie całkiem straciłam umiejetnosc osiągania orgazmów, nawet przy super sexie i pieszczotach nieraz to 1,5 godz..., kiedyś w ciągu 1,5 godz miałam spokojnie kilka razy. Myslałam nad tym i wyszlo mi , ze problem zaczal powstawać i pogłebiac sie od momentu rozpoczęcia tego związku, na początku szło jeszcze siła rozpedu potem zaczęłam sie wygaszac. on mnie wygaszał ' ciiicho, bądź cicho, jak sie zachowujesz, jeszcze ktoś usłyszy, itp. . Jestem na etapie , ze mam tego naprawdę dość , jestem wyczerpana, wyzarta przez energetycznego wampira, który atakuje znienacka moja rodzine, moich znajomych i mnie... Obawiam sie, ze przede mna jest etap końcowy, którego chce uniknąć , a o którym czytałam tutaj...totalne załamanie, wyzucie z wartości, depresja, pragnienie zsmierci zamiast pozbyć sie przebywania z toksyczniakiem włącza sie autozniszczenie jako, ze i tak nie mamy wartości wiec jak przestaniemy istnieć nikt nie straci. Również mama mi dokucza, czuję chwilami pogardę, często zniecierpliwienie. Zawsze dbałam o siebie, makijaż, włosy, balsamy, ciuchy. Teraz potrafie tydzień chodzic w tym samym, w pokoju mam bałagan,wiem o tym i na tym sie kończy, nie chce mi sie nic, zresztą po co mam sie starac jak i tak usłysze krytykę. Żeby 1001 rzeczy było do zrobienia a zrobie 1000 i tak usłysze pretensje i opierdziel za tą 1 nie zrobioną a o tamtych nic. To, ze na studiach idzie mi bardzo dobrze...cieszy tylko mnie, udają ze tego nie słyszą, bagatelizują, są momenty ze wyć mi sie chce i mysle, ze jestem NIKIM , nikt po mnie nie zapłacze. Miewam już myśli, ze odpoczną ode mnie beze mnie...
2013-09-14 03:36:02m,,,,,
TOKSYCZNY...JEST JAK NARKOTYK wiem bo w takim jestem 26 lat ..sporo bo to większa połowa mojego życia .a nie było łatwo ale były dzieci i to mi nadało sens życia i jakoś trwałam ,starałam się ,wierzyłam.i uzależniłam się w przenośni i dosłownie,bo On wprowadził całe zło ....od dawna wiem ze idealizowałam go ,nie chciałam wierzyć ze celowo niszczy mnie,tłumaczyłam to sobie w rożny sposób że nie świadomie ,itp ..następnym etapem było wyparcie .po-prostu nauczyłam się nie myśleć ze mnie rani,a wierzcie ranił i do dziś to robi,typowy egoista Dziś wiem dlaczego taka jestem.dlaczego nie przerwałam tego ,gdzieś we mnie jest brak wiary ,wiary że można mnie pokochać a On mówił ze kocha,ze zadał mi ból ale tak naprawdę nie chciał,ze jestem najważniejsza i żyje bo jestem obok,że ma swojego Anioła.tak mijały lata był kiedy chciał,lub mógł (wiezienie,narkotyki ) ,naste pnie zdrady ,i jakieś dziecko z inną kobieta(tym wyrwał mi serce). na dom nie dawał .pracuję więc jakoś daje , i do teraz miałam cel.było coś w tym ogromie zła coś co pozwalało mi istnieć ,były to moje dzieci ( one zawsze były chronione,nigdy nie mówiłam im że jest mi złe a większość ukrywałam ,i od nich miałam miłość ta prawdziwa nie urojona ) ale czas mijał i one już mi wyfruwają :( myślę że teraz już mogę dokonać wyboru,przez TĄ TOKSYCZNĄ MIŁOŚĆ i trwanie w niej nie mam już nic ,mam pustkę możliwe ze depresje ,bo spowodowało to u mnie brak chęci do życia ,już podjęłam decyzję ,w końcu zrobię coś dla siebie,może po tamtej stronie nie będzie już towarzyszył mi ból a jeśli tam nic nie ma to i tak będzie to lepsze niż to co odczuwam i z czym żyje teraz,drugi raz już rodziny nie założę a tak tego pragnęłam..miałam 15 lat jak zaczęłam być z kimś kto zniszczył i mnie i moją wiarę ze miłość istnieje. mam wyrzuty sumienia bo wiem że Ci co mnie naprawdę kochają będą cierpieć,więc muszę postarać by to wyglądało na przypadek,one już mają swoje życie ,dałam im wszystko co miałam ,dałam im siebie całą moją miłość i nauczyłam kochać nie ranić.
teraz pora zrobić to co uwolni mnie z tego świata.
napisałam to bo wiem do czego prowadzi Toksyczna Miłość,może ktoś z Was nauczy się na mich błędach ,pozdrawiam
2013-09-02 23:25:15dodi 61
To jest prawda !Ten strach przed odrzuceniem z dziecinstwa pozostanie do konca naszych dni.Najpierw Rodzice bardziej akceptuja jedno z dzieci a potem ono walczy o to aby je maz nie odzrzucil !!!A o finale juz nie warto pisac ....
2013-08-29 17:36:45Wiktoria
hej! Czytam wasze wyznania na temat spraw małżeńskich(partnerskich), powiem wam że zrobiło mi się lżej,aż się popłakałam czytając to a wiecie dlaczego?, bo teraz uświadomiłam sobie, że nie jestem sama, że inni mają podobne problemy :(
Sama się pogubiłam, jakby czas stanął w miejscu a mnie w nim niema? Mam nadzieję, że to się zmieni ale kiedy, do czego dążę? Jestem z mężem już 7 lat dobry staż,mamy dziecko obaj dbamy o niego i go bardzo kochamy <3,ale....
Gdzie jesteśmy my?pierwsze pół roku naszego związku kiedy jeszcze nie było dziecka było czymś najpiękniejszym "ŚWIAT NIE ISTNIAŁ " byliśmy my kochająca się para, miłość, szacunek, zrozumienie, rozmowy do północy zero przykrych wymian zdań czego nie mogę powiedzieć o tym teraz.Kiedy Pawełek się narodził zostałam przez parę miesięcy tylko ja i moje maleństwo tatuś wychodził kiedy mu się tylko okazja nada żyła.Byłam zrozpaczona, zero wsparcia, musiałam wszystkiego nauczyć się w szybkim tempie, zachować spokój aby dziecko nie poczuło,że co jest nie tak.Po paru miesiącach kiedy przyznał się że bał się,przerosło go to pomimo,że ja wracając do mamy wracałam też z powrotem do niego zrozumiałam go, ale on mnie nie umiał.Przykro mi było płakałam kiedy dziecko spało nie wiedziałam jak z tym sobie poradzić to dla mnie nowe doświadczenie nie tak to sobie wyobrażałam, myśląc że jest innym człowiekiem przeliczyłam się.Pomimo tego co doznałam,tyle przykrości to nie koniec, do dnia dzisiejszego słyszę od niego tyle przykrych słów, a że mnie kocha tego dawno nie słyszałam chyba, że sama mu to powiem to odpowie ale nie czuję przekonania.Nie wiem co takiego mu w życiu zrobiłam,że zapomniał o mnie, że ja tez mam uczucia nie obchodzi go to.Dla niego w tym momencie liczy się kasa,wszystko inne niema znaczenia:( Staram się jak mogę, robię wszystko żeby sprawić jemu przyjemność to czego chciałabym dostać od niego i może to błąd! nie wiem, mówię mu że serce bym oddała za niego,żeby tylko był choć odrobinę taki jak kiedyś nic z tego.Czekam więc tego dnia ,że być może zmieni się i wróci do mnie takim jakim był kiedyś człowiekiem kochanym, troskliwym złej sytuacji nie mamy(materialnej) więc nie wiem o co chodzi wiem tylko jedno może i starce swoje życie poświęcając i czekając na niego mimo tego,że po drodze gubię się niema mnie, ale mam nadzieje, że los się odwróci i zmieni się....
2013-05-22 16:46:37kicsim
komentarz usunięty przez moderatora
2013-05-17 18:27:11max
Coz moge powiedziec odeszla. Powiedziala ze mnie nie kocha jestem tylko przyzwyczajeniem ze ten zwiazek byl toksyczny wg. Niej przez mnie tak mi dala do zrozumienienia.pierw to byla moja wina ze odeszla potem gdy zobaczylem co ma w tel. juz po 50%.do tego doszlo w gruncie rzeczy ze to wszystko ma wina i sam zaczalem sie obwiniac o wszystko.Po niej to splynelo jak po kaczce zaraz po rozstaniu znalazla sobie nowego itp.powiedziala ze ona nie ma nic na sumieniu.No i ze nie potrafie byc szczesliwy no bo jak ja mam byc szczesliwy kiedy po 8 latach odchodzi i trzyma



dwie sroki za jeden ogon i testuje czyli jaka ja mialem dla niej wartosc. Pierw powod odejscia byl ze mnie juz nie kocha potem jak wybrala drugiego to ze w ten czas nie pracowalem bo mialem problemy ze zdrowiem ale ona widziala czubek wlasnego nosa bo ona jak byla chora to szybko sie pozbierala. Ach zaczalem sie obwiniac ze to ma wina ze rozeszlismy sie.
2013-04-27 22:37:46Nadwrażliwa
komentarz usunięty przez moderatora
2013-04-21 12:16:10Nadwrażliwa
Pisałam tu wcześniej i dużo się od tego czasu zmieniło.Niby przestałam rozpamiętywać przeszłość,wyrzuciłam jego ostatnie rzeczy i zaczęłam rozmawiać i flirtować z innymi facetami.Ale widzę jak zgubne to jest.Jak bardzo potrzebuję miłości,wplątuje się w toksyczne relacje i uzależniam się od drugiej osoby.W sytuacji stresu,kiedy teraz nie dogaduję się z rodzicami,którzy nie rozumią,że choruję i mam problem na studiach,to wszystko wraca,cały ten związek i ja wciąż go kocham,choc oszukuje się,ze to nie prawda,że idę dalej.Nawet nie chce się żyć,zamknęlam się znowu w sobie.Zaczęłam chodzić na terapię,ale 1 spotkanie w tygodniu to malo.
2013-03-26 21:14:18a-z
Skopałam swoje poprzednie związki tylko dlatego, bo ogarnęła mnie na pewnym etapie nuda. Poszukując "szczęścia" trafiłam na osobę, która doprowadziła moje życie do ruiny, emocjonalnej pustki, samotności i ciągłego napięcia. Właściwie to ja sama doprowadziłam do takiego stanu rzeczy, pozwalając na to, łudząc się, że coś się zmieni. Nadal tkwię w tej chorej relacji, co jakiś czas obiecując sobie, że jakoś to rozwiążę.
2013-03-22 19:34:38m...a
Pisałam tu wcześniej i podniosło mnie trochę na duchu, że inni ludzie, których nie znam, mimo mojego młodego wieku traktują mnie poważnie. Nie umiem sobie wytłumaczyć dlaczego zdając sobie sprawę ze wszystkiego co się dzieje w moim związku, nie potrafię go zakończyć. Oddałam całą siebie, żeby było dobrze, co do seksu wyrażę się wulgarnie, brał mnie jak chciał, robił ze mną co chciał, często nie odczuwałam żadnej przyjemności, bo skupiałam się na tym, żeby jemu było jak najlepiej, a on był mi nawet w stanie powiedzieć, że nawet do tego się nie nadaję.. Zbieram te siły, aby odejść wszyscy mnie w tym wspierają nawet jego rodzina, która jest dla mnie wielkim oparciem, ale jestem taka słabiutka.. Ostatnio miałam znów nieprzyjemną sytuację, przyjechał do mnie kolega, który chciał mi pomóc w przygotowaniu do matury, oczywiście poinformowałam mojego partnera, że był, bo uważam, że szczerość i lojalność to jedne z ważniejszych cech związku (czego on nie praktykuje) to dowiedziałam się, że między innymi daję dupy.. Czuję, że on szuka pretekstu, żeby ze mną po prostu ten związek zakończyć, wiem, że nie pociągam go tak ja w wieku 16 lat gdzie byłam młoda , piękna, pełna energii życiowej, przez te 3 lata zmieniłam się nie do poznania jestem wrakiem człowieka, jednak nie potrafię godnie odejść, błagam go wręcz na kolanach, aby mnie nie zostawiał, bo przecież nie dam sobie rady..
2013-03-16 10:44:46Nadwrażliwa
Do Adama, jestem podwrażeniem Twojego postu,myślę,że warto byś z kimś o tym porozmawiał.Jeśli nie psycholog,seksuolog to właśnie takie forum.Ja rownież róbiłam wszystko by zaspokoić partnera w sferze seksualnej,też opowiadał mi różne rzeczy o partnerkach,a on był moim pierwszym-nie domyślił się,dopiero potem mu o tym powiedziałam,bałam się go zawieśc.Nie oceniam go źle,mam okropny mętlik w głowie,też brakuje mi chęci do życia i nic mnie nie cieszy,do tego poważnie choruję,czuje się podle i nie wiem czy jestem bardziej zła na siebie,że pozwoliłam się nie szanować czy na niego,że mnie wykorzystał.
2013-03-16 10:32:08Nadwrażliwa
Ciesze się bardzo,że trafiłam na to forum,gdzie będę mogła wyrazić swoje przeżycia i znajdę w Waszych oczach zrozumienie.Dziękuję za zrozumienie i przeczytanie dość długiego wpisu.
1.Do Johany jeżeli mozesz to uciekaj.Na pewno jest Ci ciężko i łatwo się mówi,ze uciekaj,kiedy ktoś kocha.Ale ten gość strasznie Cię nie szanuje i nigdy się nie zmieni.
2.Do 19 letniej koleżanki-doskonale Cię rozumiem.Sama swój związek skończyłam w wieku 20lat,niby całe zycie przede mną,a ja podobnie nie potrafię się pozbierać.Nikt w koło mnie nie rozumie,ale po prostu kocham za bardzo i wciąż mam nadzieje,że przyjdzie dzień i on wróci.W międzyczasie nabawiłam się ostrej depresji,szukam wszędzie pomocy,ale ograniczają mnie środki-dobra terapia to zazwyczaj 100zł za spotkanie.Ale chcę szukać jeszcze na nfz.
3.Jeśli chodzi o mnie.Również jestem osobą,która próbuje leczyć się z toksycznego związku.Związek trwał 8miesięcy,skończył się 7miesięcy temu przez smsa,bo On tak postanowił.Nagle dowiedziałam się,że ja szukam księcia z bajki i Jego idealizuje,a on taki nie jest.Że od poczatku mówił mi,że mnie nie pokocha i spotkamy się jak się odkocham(czytaj na sex).Mimo,że przez całe 8miesięcy dostawałam sprzeczne sygnały typu nie jestem gotowy na związek,ale bardzo chce kogoś pokochać,a każde relacje z kobietami mają nas przybliżyć do znalezienia ukochanej osoby, a innym razem zabranie mnie do swojej rodziny i przyjaciół na kilka dni i przedstawienie jako osobę dla niego ważną.Poświeciłam dla tego związku wszystko,odpuściłam studia,zdrowie,przyjaciół i innych facetów(których w tamtym czasie miałam wielu).Poznał mnie pewną siebie,atrakcyjną,seksowną,a zostawił w stanie opłakanym.Odszedł kiedy najbardziej go potrzebowałam,dusiłam się w związku na odległość,zaczęłam chorować,tęsknić za nim,nie zdałam egzaminów,ale nie powiedziałam mu nigdy o tym,by go nie martwić.Zawsze go wspirałam i byłam na zawołanie.Gdy zobaczył,że coś jest nie tak,poszedł na łatwiznę...Cały nasz związek idealizowałam i nie zwracałam uwagi,że gdy zauważył,że go bardzo kocham,zaczął to wykorzystywać,nigdy nie powiedział,że mnie kocha,ale dawał mi do zrozumienia,że jestem niezwykle dla niego ważna i zależy mu by to rozwijać.Obiecywał wspólne wyjazdy,rozmawialiśmy co dziennie ok 2godzin o jego życiu,rodzinie,czasem o mnie.Myślałam,że wiem o nim wszystko,ale tak naprawdę nie wiem nic,teraz też nie wiem czy nie miał kogoś w międzyczasie,bo dużo na to wskazuje.Dałam się wykorzystywać i teraz dopiero widzę,ze nawet w sferze seksualnej mnie nie szanował.Ufałam mu bezgranicznie,on nie ufał mi wogóle,a calą winą za rozpad związku oskarzył mnie.
Próbowałam wyjaśnić rozstanie,dlaczego nagle chce skończyć,skoro dzień wcześniej planowaliśmy,że przyjeżdżam wtedy do niego na kilka dni.poruszyłam niebo i ziemię,by to wyjaśnić,chicałam się zmienić,nie rozumiałam,że ktoś nagle zmienia o mnie zdanie w ciągu 1nocy,nigdy wcześniej się nie kłóciliśmy,wiedział,że go kocham,a sam mówił,że potrzebuje czasu,ale mu zależy.Przez tydzień milczał,a potem w odzewie usłyszałam tylko przykre słowa.Chorowałam poważnie,miałam operacje,nic go to nie obchodziło,podejżewałam wcześniej też ciążę-wyszłam tylko na niezrównoważoną idiotkę,która ma problem z akceptacją siebie i własnych rodziców (jestem DDA)
2.Dzis po 7miesiącach od tego czasu przeszły mi myśli samobójcze,choć było ze mną naprawdę ciężko.Widziałam tylko swoje wady,bo on pozwolił mi całą winę przyjąć na mnie.Czytam dużo na temat toksycznych związków i polecam Wam również książkę Robin Norwood "Kobiety,które kochają za bardzo",dzięki niej dużo zrozumiałam.Czytam też o mężczyznach,którzy nie potrafią kochać.
4.Miesiąc temu po równych 6miesiącach od rozstania odezwał się do mnie co z moimi studiami i zdrowiem.Nie byłam zbyt miła,udawałam,że jestem silna,ale w głębi duszy czułam się bardzo zraniona.Męczyłam się od miesiąca.Napisałam dopiero z zapytaniem jak jego zdrowie.Pytał znów o moje.Ostatnio byłam w szpitalu,chyba na tle nerwowym wymiotuje i mam wrzody,zmarla moja kolezanka-oczywiscie uslyszalam-tylko,ze bedzie dobrze i glowa do gory.
Ja strasznie to przeżywam,nie śpie nocami,myślę tylko o tym.Bo chce by wrócił,ale boje się,że odezwał się nie dlatego,że mu zależy..Tak naprawdę nic dla niego nie znaczę.
2013-03-12 16:04:52Smutna
Witajcie, tak czytam wasze historie dotyczące toksycznego związku i wiem jak trudno jest się z tego uwolnić, bo sama mam z tym problem. Niestety nie idzie się od tego uwolnić tylko wtedy kiedy sami pragniecie ponad wszystko być kochani i stworzyć kochającą się rodzinę. Aby zrozumieć ten proces polecam wam udać się do psychoterapeuty, z którym można naprawdę delikatnie porozmawiać o trudnych sprawach dla was. Kiedyś na słowo psychoterapeuta reagowałam gęsią skórką na ręce, bo wydawało mi się, że jak ktoś tam trafia, to musi być z nim już naprawdę nie tak, bądź ma naprawdę duże problemy. Jednak sama się przekonałam, że tak nie jest. Moi rodzice się rozwiedli i bardzo pragnęłam, aby stworzyć udany związek i kochającą się rodzinę, dlatego sama spełniam wszystkie zachcianki faceta, bo wydaje mi się, że jak w czymś nie ulegnę to przeze mnie związek się rozpadnie. Niestety ta dobroć jest bardzo często wykorzystywana, a my tego nie widzimy, bo w końcu nie cały czas jest źle w tym związku, są też dobre chwile. Wyjście z tego związku jest ciężkie, bo często boimy się samotności i wydaje nam się, że już nikt nas nie pokocha, a ta zgubna opinia na nasz temat ma swoje źródło w dzieciństwie, brakowało mi pochwał ojca i jego akceptacji po rozwodzie rodziców, ciągle wydawało mi się, że jestem dzieckiem gorszej kategorii, gdy nasłuchałam się społeczeństwa, jak bardzo rozchwiane emocjonalnie są dzieci rozwodników itd. Dziś pracuję nad swoją samooceną i próbuję się dowartościować i wydaje mi się, że jest to tylko możliwe przez odbycie psychoterapii, bo nigdy nie powierzę moich tajemnic i problemów rodzinnych nawet najlepszej przyjaciółce z obawy, że kiedyś po alkoholu nieświadomie wygada.
Nie marnujcie życia i jeśli nawet wyjdziecie z toksycznego związku uważajcie, aby znów w to samo następnym razem nie popaść, dlatego naprawdę polecam udajcie się do psychoterapeuty, aby siebie lepiej zrozumieć, mówię to z własnego doświadczenia.
Trzymam za Was kciuki i zresztą za siebie samą też:)
2013-02-26 20:06:54Bartek
Nie wiem, o co chodzi.
2013-02-26 11:09:50Ewka
Szanowny "ktosiu". Byłam w podobnej sytuacji. Dni przestały być już takie kolorowe jak na początku, zaczęła wkradać się szara rzeczywistoś codzienności. Różnica polega jednak na tym, że ta rzeczywisość dotykała tylko mnie, bo mój chłopak zorganizował sobie tak życie żeby jemu było dobrze. Kiedy dowiedziałam się o tym dałam mu szansę, lecz on nie chciał tego zmienić. Wolał iść na łatwiznę tzn. wytłumaczył mi że tak musi być, że po co się męczyć i pracować nad związkiem skoro można go skończyć i się nie męczyć. Wszyscy teraz tak robią nazywając to "poszukiwaniem idealnego związku". Jeżeli jest prawdą to co piszesz to jesteś normalnym facetem a raczej "nie normalnym" patrząc wg. obowiazujących dzić trendów. Takim ostatnim Mohikaninem. Powiem szczerze, że ucieszył mnie twój wpis bo rozbudziłeś we mnie nadzieję że jednak nie wszyscy myślą tak jak mój były i może jeszcze spotkam taką osobę. Będę za Ciebie (was) trzymać kciuki żeby się wam udało. Życzę powodzenia.
2013-02-23 12:54:26ktoś
Czytam i czytam i sam już nie wiem kto w naszym związu jest tm "toksycznym" i czy w ogól nasz związek taki jest. Zdaję sobie sprawę z tego, że ze mną też pewno nie jest wszystko o.k ponieważ wychowałem się w niepłnej rodzinie. W związku z tym z natury jestem osobą która bardzo szybko traci wiarę w siebie. W związku przejawia się to tym, że staram dać drugiej osobie wszystko (nie wiem tylko czy to nie jest "wszystko" tylko w moim odczuciu) a następnie spalam się, że partner mnie porzuci, bo tego nie doceni, bo jestem i tak do niczego. Niezły schiz sami przyznacie. Takie zachowanie budzi we mnie zaborczą zazdrość tzn. nie w sensie "siedź tu" tylko "idz a ja pocierpię". Obecnie przechodzimy trune dni. W zeszłym roku zamknąłem się w sobie i trwało to nie licząc wakacji, które były wspaniałe ,cały rok. Partner odebrał moją postawę jako odkochanie się a nawet podejrzewał mnie o zdradę (jedno i drugie jest oczywiści totalną bzdurą ). Kiedy zorientowałem się, że tak bardzo odaliliśmy się od siebie zacząłem ze wszystkich sił i naprawdę szczerz odbudowywać to co zepsułem. Rozmowy, rozmowy i jeszcze raz rozmowy.... Zgodnie z sugestią partnerki wyprowadziłem się na kilka dni, ale stwierdziliśmy, ze lepiej (również z pragmatyczngo punktu widzenia) bęzie jak jestm w domu. Nie wiem, co mam robić. Jak dalej się zachowywać, żeby moja partnerka nie czułą się przeze mnie poganiana w podjęciu decyzji co dalej. Żeby w ogóle nie czuła się źle. Nie wiem równiż, co mam myśleć o tym wszystkim... Czy jestm w tokycznym związku , czy przechodzimy tylko zwykły kryzys spowodowany jakimiś nieomówieniami i zbyt długim milczeniem...
2013-02-14 19:38:45ssiabinka
Oj, kobiety... Dlaczego jest wam tak trudno odejść? Wystarczy przecież jedno zdanie.
Ja jestem w związku, gdzie narzeczony jest po ciężkiej chorobie... ledwo uszedł z życiem... to go zmieniło, stał się poważniejszy,docenia uczucia, to co ma bo już żegnał się z tym światem jako nastolatek... Spotkanie go to była najcudowniejsza chwila w moim życiu... Myślałam i nadal myślę jak patrzę na niego, że widzę w nim siebie, mamy podobne zdania często wiem co mi odpowie zanim się odezwie... Zgraliśmy się niesamowicie. Ja mogę polegać na nim a on na mnie. Po 9 mies. się oświadczył :)
Ale... zawsze jest jakieś ale. Nieraz nie jest kolorowo. Czasem nudno. Potrafimy prze chwilę się nienawidzieć by po minucie wtulić się w ramiona i przepraszać... potrafimy się obrażać, klnąć do siebie... dlatego, że jesteśmy młodzi i gniewni :) wybuchowi. Dużo razem przeszliśmy i nie jedno przed nami... Jestem w 100 % szczęśliwa w tym związku, choć nie obywa się bez zgrzytów. Miłości uczę się cały czas. Wiem,że mogliście/mogłyście pomysleć sobie, że się wymądrzam... ale mówie z mojej perspektywy, że to jest bagno... i znam takie 'byłe' toksyczne związki, które mnie przerażały i nadal przerażają ... widocznie trafiłam dobrze (na faceta), a wy na tych 'toksycznych' i to jest smutne
2013-02-10 16:40:41Bala
Droga M....a ja jestem już "stara" mam za sobą40 letni i jeszcze trwający toksyczny związek .I radzę!! .Uciekaj!! Nie licz na to, że facet się zmieni. Nie ma nic gorszego jak życie z kimś, kto Cię podporządkowuje sobie. Ty już teraz reagujesz na niego, niszcząc swoje zdrowie. Będzie jeszcze gorzej. Masz dopiero 19 lat, dziecko, całe życie przed Tobą. Uratować się możesz tylko sama...później staje się jak u mnie... wegetacja u boku "kochanego"" bez szacunku dla siebie, bez miłości z nerwicą i żalem za straconymi latami. Ale żalem do siebie, że było brak mi sił i odwagi. Będę o Tobie myślała i proszę uwolnij się ,jeszcze możesz...Pozdrawiam
2013-02-09 23:29:19m...a
nie wiem czy mój komentarz zostanie potraktowany poważnie, ze względu na mój młody wiek, mam 19 lat, za sobą prawie 3 lata związku i cały czas zadaje sobie pytanie co ze mną jest nie tak? Długo dochodziłam do wniosku co mnie doprowadza do takiego stanu, płacz, rozdrażnienie, wymioty, wzmożony stres wszystko działo się przed spotkaniem z moim partnerem. Nie dopuszczałam tego do swojej myśli, rodzice się martwili, starali mi pomóc, a teraz wiem, że w tak młodym wieku znalazłam się w toksycznym związku, który wyniszcza mnie z dnia na dzień coraz bardziej.. Zaczęłam się tatuować, co wcale jakoś bardzo mnie nie pociąga, aby przypodobać się Jemu, Jego ideałom, dla Niego straciłam już część siebie i nie wiem jak sobie z tym poradzić, czym lepsza staram się być, tym bardziej czuję się upodlona, bo każdy Jego błąd jest moją winą.. Też słyszałam zapewnienia jak bardzo to mnie On kocha, po czym znów zadaje mi ból, nie zdając sobie z tego sprawy. W tym roku matura, a główną myślą jest On, mam plany ambicje, a główną myślą jest strach, że On jednak postanowi ode mnie odejść, że nie spełniam Jego oczekiwań, że nie jestem taka jaką On chciałby mieć. Moje stany są depresyjne , lękowe, przepłakane noce, nawet nie mam z kim o tym porozmawiać, nie chcę martwić rodziców, którzy stają na głowie, aby mi było dobrze. Chciałam z kimś podzielić się tym na tym forum, pisząc to chociaż na chwilę mogę oczyścić swoje emocje i może wreszcie tej nocy spokojnie zasnę.
2013-01-25 22:33:18johana
prosto jest powiedziec, ze toksyczna milosc trzeba jak najszybciej zakonczyc...Chociaż czasami sobie mysle , ze go bardziej nienawidze niz kocham, to i tak nie potrafie tego wszystkiego przerwac... Jestem w tej beznadziejnej sytuacji, ze to ja "kocham" ... i tak bardzo chcialabym byc w koncu przez kogos kochana... Mam 31 lat. Za soba 11 - letni nieudany zwiazek z alkoholikiem. Aktualnie jestem ze swoim narzeczonym 1,5 roku. Gdy go poznalam myslalam, ze w koncu Bog sobie o mnie przypomnial, ze w koncu bede szczesliwa -zawsze marzylam o szczesliwej rodzinie, dziecku....dzis wiem, ze z dnia na dzien jest mnie coraz mniej na tym swiecie, nie mam juz sil. Czasem przeklinam ten dzien, w ktorym go spotkalam...dalam mu wszystko a dostaje od niego glownie lzy i nerwy. Kazdego dnia mysle, by juz ze soba skonczyc... Kiedys jego dobry znajomy powiedzial mi, ze "..on mnie nigdy nie uderzy, ale wykonczy mnie psychicznie".....powoli sie to sprawdza. Dawniej bylam usmiechnieta, atrakcyjna kobieta teraz jestem nic nie wartym strzepkiem nerwow. Poswicilam wszystko- nawet prace (wczesniej ja mialam zakaz delegacji i spotkan z klientami....dzisiaj ja siedze w domu a on sie buja po targach). W zyciu nie spotkalam tak zimnego czlowieka...tak egoistycznego...tak bardzo nie empatycznego......ja placze a on sie smieje....ja mowie do niego o problemie a on mowi do mnie np. "usmaz sobie cycki...." . Boze....... jak to mozliwe, ze nie ktorym ludziaom sie tak powodzi, ze maja w zwiazku nie tylko kochanka, ale takze przyjaciela..... ja w zyciu nie czulam sie tak bardzo samotna....tak bardzo niezrozumiana...... a on "jest" ta moja druga polowa!!????...Czy w waszych zwiazkach akceptujecie, ze wasz partner ma w telefonie kontakty typu: Kinius, olus, tygrysiatko, gosiaczek? Czy jestescie ze soba jakis juz dluzszy czas, ale wasz partner stale ma "pamiatki" po swojej ex (zdjecia, listy itp.)? Czy wg was jest czyms naturalnym powiadamianie partnera o ktorej konczy prace, kiedy bedzie w domu? Jaka bylaby wasza reakcja, gdybyscie byly/byli swiadkami sceny, w ktorej kolezanka/ kolega z pracy rzuca sie wszemu partnerowi na szyje i nazywa go "kochanie", "sloneczko"? Czy uslyszalyscie kiedys od swpojego partnera, ze po waszej smierci on na pewno nie bedzie dlugo sam- ze w ciagu miesiaca znajdzie sobie inna kobiete (ewentualna matke waszego dziecka)?.......dla mnie tego typu sytuacje sa niedopomyslenia...nie jestem w stanie ich zaakcepowac i z nimi tak po prostu zyc.... z kolei on twierdzi, ze powinnam sie leczyc..... Kto ma racje?? On twierdzi, ze mnie kocha .... Ja juz nie wierze w ta cala Wielka milosc...Dla mnie kochac, to znaczy byc dla kogos calym swiatem, a nie tylko malym elememntem tego swiata....Moze faktycznie wierze w idealy..zle zycie nauczylo mnie jednego - jak nie pijak to babiarz- szczerze mowiac wolalam pijaka przynajmniej wiedzialam z kim mnie zdradza.....
2012-12-25 22:21:01ssiabinka
Widzę, że jestem strasznie rozważna jeśli chodzi o związki hmm ale zawsze prowadzi mnie moje serce ;)
a tak na marginesie, teraz tak pomyślałam, ze może warto 10 razy lub więcej zastanowić się gdy nie jest za późno jeszcze, czy aby napewno chcę poślubić tego faceta/tę kobietę co ??
2012-12-25 22:15:15ssiabinka
Ludzie, jeżeli jesteście w toksycznym związku to nie ciągnijcie dłużej tego bo nie ma sensu, po co szarpać sobie nerwy na coś co wogóle nie przypomina miłości? Nie rozumiem tego, jak kobieta tkwi w związku gdzie facet ją leje... no masakra... jak można dać się tak omamić drugiej osobie? Nie macie kobietki swojego zdania, charakteru? Ja nigdy nie pozwoliłabym na pobicie siebie (he ponieważ sama wpadłabym w szał gdyby facet mnie uderzył i policzyłabym mu zęby) to coś co jest najgorszym grzechem obok zdrady w związku! Zniewaga!
Dobrze, że mi nie przyszło być w takim związku. Życzę powodzenia i dużo dużo miłości :)
2012-12-10 17:04:15bezchecidozycia
Witam. Właśnie rzuciła mnie dziewczyna z którą byłem przez ostatnie pół roku, nie mogę się po tym wszystkim pozbierać ( a to już tydzień ;/ ). Ona natomiast wydaje się kwitnąć. To był mój pierwszy poważny związek w życiu ( a mam 26 lat, nie należę do osób które łatwo się zakochują). Ona jest szaloną pełną życia 24 latką ( klasyczny ekstrawertyk ), ja natomiast jestem jej całkowitym przeciwieństwem. Od samego początku wynikały pewne problemy, z jej jak i mojej strony. Jednak ona mi o nich mówiła, ja jednak dusiłem wszystko w sobie. Na początku ,,prała mi głowę'' bo obawiałem sie z nią kochać (tak ! naopowiadała mi tyle o Swoich poprzednich związkach i facetach ze po prostu bałem iż się nie sprawdzę - a wiedziałem ze nie lubi takich facetów) ten problem jednak rozwiązaliśmy ( tzn ona bo ja milczałem ) i przez jakiś czas było naprawdę super. Pracowaliśmy w jednej firmie, zaplanowaliśmy wspólny urlop, i przed samym wyjazdem Ona rzuciła pracę. Nie ukrywam że zdenerwowałem sie w cholerę ale nic nie powiedziałem, wręcz powiedziałem ze dobrze się stało i będzie mogła znależć sobie coś lepszego po powrocie ( a myślałem zupełnie inaczej).Po powrocie do uk parę dni było super, potem wszystko się spieprzyło, nie sypialiśmy ze sobą ( ona chciała, ja też ale... nie mogłem, nie potrafiłem z nią o tym pogadać bo bałem się że tego nie zrozumie - sam tego nie rozumiałem )Dziewczyna jest niezwykle atrakcyjna, przez to wszystko stała się swoim całkowitym przeciwieństwem. Gdybyście widzieli jak bardzo się zmieniła przez ten okres... a ja nadal nie potrafiłem z nią pogadać i było coraz gorzej. Tydzień temu mnie rzuciła, miałem sporo czasu na przemyślenia. Nadal mieszkamy razem ( co boli mnie podwójnie, jak na nią patrzę to chce mi się płakać ;/ ), można powiedzieć z braku wyjścia. Dzisiaj już wiem czym mogło być spowodowany mój brak ochoty na moją drugą połówkę ( po wizycie u psychologa który mnie w jakiś sposób nakierunkował ). Ona nie pracowała, siedziała w domu, i żyliśmy z jednej pensji, pieniążki szybko topniały, żyliśmy na styk. Rozstroiło mnie to psychicznie, chociaż nic nie mówiłem, chciałem żeby miała wszystko i z tego powodu zachowywałem się irracjonalnie ( zresztą robiłem to od samego początku ;/) zachowywałem się przeciwnie niż wynikałoby to z mojego charakteru. Doszło do momentu w którym mijaliśmy się nawet w domu nie zamieniając ani słowa. Ona próbowała ze mną gadać, ale wylewała na mnie Swoje żale, i przez to było jeszcze gorzej. Nie dość że całkowicie zamknąłem się w sobie to jeszcze przestałem się do niej odzywać. Wszystko się skończyło, ona właśnie szuka pracy ( jutro niby mam iść z nią ale nie wiem czy dam rade ) i chce się jak najszybciej wyprowadzić. Kiedyś mi powiedziała ze gdyby miała gdzie iść to już by jej tutaj nie było. Nie chce mi się nigdzie wychodzić, siedzę non stop w domu ( teraz mam wolny tydzień i jest jeszcze gorzej )nie chce mi się nic robić, nie jadłem chyba nic od trzech dni, po prostu to wszystko mnie wypala. Nie wiem co dalej robić, wiem że ona już do mnie nie wróci (na tyle ją znam) i boi się że jej nie pomogę z pracą. ja już nic nie wiem, nie daje rady!!! a wszystko przez to że nie umiałem z nią pogadać ;/ potrzebuję pomocy nawet nie mam z kim pogadać, mam dużo znajomych lecz żadnego przyjaciela. Dodatkowo wszystko pogarsza fakt że pokazała mi na czym polega życie, zanim ją poznałem to po prostu wegetowałem. Jestem w Anglii od dwóch lat i czuję się jakbym stracił ten czas, nie mogę się pozbierać, uśmiechnąć się, i zacząć wszystkiego od początku. Jeszcze idą święta i sylwester... po prostu masakra!!! Brak komunikacji w związku jest gorszy od najgorszych problemów / kłótni / zdrad czy cholera wie czego jeszcze. Nie popełnijcie nigdy tego błędu. Ja się po prostu bałem że ją stracę/zostawi mnie a i tak do tego doszło. teraz żałuję że nie spróbowałem ale czasu niestety nie da się cofnąć ;/
Adam.
2012-12-09 12:36:23Anna
Związek od 6 lat, burzliwy pełen miłości i kłótni. Jestem dokładnie taką osobą jak w/w artykule. Rzuciłam się w miłość poświęcając wszystko na swojej drodze, aż dotarłam do dnia dzisiejszego : jestem na skraju wyczerpania nerwowego, myślę o samobójstwie, powstrzymuję się ze względu na nasze dziecko. Mój mąż nie pracuje od 5 lat, tłumaczyłam jego zachowanie przed wszystkimi w koło, ukrywałam prawdę "bo to nie wypada", rozsypałam się zawodowo, emocjonalnie, zmieniłam się na gorsze. Jak na ironię wiem, że to moja wina, bo to ja pozwoliłam Jemu na wszystkie negatywne słowa i zachowania wobec mnie. Doszłam do etapu gdzie jakakolwiek rozmowa na mój temat wywołana przez Niego kończy się kłótnią, moim płaczem i zamykaniem się co raz mocniej w sobie. Czasem mam jeszcze przebłysk miłości do Niego, częściej jest to chęć ucieczki, wiem jedno - kolejny raz popełniam ten sam błąd : oddaję całą siebie, dbam o wszystko, przejmuję wszystkie obowiązki i tłumaczę sobie, że to w imię miłości. Wczoraj usłyszałam od jego siostry, że prawdziwa miłość nie rani i uświadomiłam sobie, że stworzyłam sobie wizję miłość z człowiekiem, który do celowo jest egoistą skupionym na sobie. Powinnam uczyć się od niego dbania o siebie, a ja .. na siłę próbuje stworzyć idealną miłość, której już dawno nie ma.
2012-12-06 21:44:39Mateusz
Witam. Z tej strony Mateusz:) Chcialem po krotce opowiedziec o swoim problemie heh

Mialem wiele dziewczyn, ale nigdy nie dluzej niz 3 misiace. W dniu moich urodzin niczego sie nie spodziewajac, w pewnym klubie z samego konca sali ujzalem oczy kobiety, a ona moje... Podeszlismy do siebie i tak zlecialo juz 6 lat :) Jestesmy juz 2 lata zareczeni, zwiazek szalony, zwariowany przepelniony uczuciem, ale takze burzliwy, z wyzwiskami i roznymi durnymi i niepotrzebnymi sytuacjami. 3Miesiace temu dziewczyna wyjechala do Usa ja mam tam dotrzec za 8 miesiecy, Mielismy wtedy wziasc slub i planowalismy dzieci.

Niestety na moje nieszczescie, Justyna spotkala kolezanke z polski i w dodatku z szkolnej klasy. Dziewczyna to totalna dziwka, a ona jest nia zafascynowana niesamowicie.... wczesniej cale zycie powatarzala ze to dziwka i nie bedzie sie z nia zadawac, teraz to dla niej "sisterka"

Widze ze jest totalnie zle, ze Trace ja, co robic pomozcie !!!!!!!!!!
2012-11-22 19:47:43amigo
Zakochałem się w kobiecie,w kobiecie która jest w chorym związku,ponieważ chcąc się rozstać ze swoim partnerem który Ją ranił przez lata musiała niejako dać mu tą ostatnią szanse,ale niejako szanse dla niego bo Ona i tak nie chce mieć z nim już nic wspólnego...No i ta szansa już trwa drugi czy trzeci miesiąc,nie możemy sie spotykać,tęsknimy za sobą,jest poprostu fatalnie...pomóżcie
2012-11-21 17:29:07Iwona
Moj Boze.....czytam to wszystko i jestem w szoku ze jest to mozliwe.Sama rowniez do niedawna bylam w takim zwiazku i nie potrafie sie pogodzic z utrata mego ukochanego,ktory pewnego dnia po prostu zniknal.......Zmienil adres zamieszkania,prace,nr telefonu i nawet sprzedal samochod.Mowil mi ze jestem najwazniejsza osoba w jego zyciu i niegdy mnie nie zostawi.Dodam ze mam 42 lata i bylismy zareczeni....Uwierzcie,to jest dopiero kanal psychiczny .Licze na to ze moze zrozumial wreszcie ze swoim postepowaniem mnie ranil,a ja w zamian go bardzo kochalam.Bylismy razem 4 lata,moze dlatego postanowil zniknac z mojego zycia,bo w sumie poza miloscia wielka do niego bylam rowniez tym wszystkim bardzo zmeczona.Chcialam normalnie zyc,a nie w ciaglym stresie odejdzie,czy tez nie......mam nadzieje,ze juz wiecej nie wroci,choc z drugiej strony i niczym innym nie marze......
2012-10-22 15:11:17mela
ja tez nie wiem co mam zrobic moj maz jest strasznie zazdrosny o corki sa juz dorosle ,ale jeszcze mieszkaja w domu a zazdrosc wyglada mianowicie ty z coreczkami sobie chodzisz tylko coreczki stawiwa nie pod sciana , widze ze traktuje je jak zlo konieczne boli mnie to bardzo jest to przykre niestety na mnie mowi ze jestem glupia niewiem co mam robic jaka bym byla matka zebym je odtracila czuje bol z tego powodu bo dla mnie dzieci to najwazniejsze prosze doradzic jak posepowac z mezem bo corki juz siebie obwiniaja ze sa w domu i sa klotnie dla mnie to jest koszmar do sklepu z corkami nie moge pojechac bo pozniej dasy fochy i gniewani bo to maz ze mna powinien jechac a nie corki do wszyskiego sie wtraca wszystko chce wiedziec przeglada rzeczy prywatne corek jest bardzo podejzliwy co do mnie wszystko kontroluje musi byc tak jak on chce jestesmy juz 29 lat po slubie co mam robic jak posepowac bo dzieci sa u mnie na pierwszym planie i wlasnie to go boli i jest wtedy bardzo zlosliwy co mam z taka sytuacja zrobic
2012-10-08 22:03:17a
tylko jak odejsc??? czy ktos wie???
2012-09-27 14:10:44ja
ta jak ma na imie twoj chłopak bo moze to ten sam psychol co moj bo podobnie sie zachował ,on zwiazku tez nie szukał-odpisz
2012-09-05 00:04:02tt
Myślę, wrecz jestem pewna, ze moje małżeństwo jest toksyczne. Mój mąż jest niesamowicie zazdrosny, potrafi zrobić mi awanture, gdy ktoś się na mnie patrzy, mówiąc, ze ja prowokowalam. Mowi, ze kocha a swoimi czynami pokazuje, ze tak nie jest. W naszym domu to ja zarabiam, on pracuje ale ledwie parę godzin tygodniowo chwalac się, ze więcej nie musi. To ja się wciąż doszkalam aby moc zarabiac wiecej na dom alę czuję, ze wpadlam w pulapke męża, imwiecej ja sie staram, tym on mniej.Ponadto, mi wmawia, ze jestem do niczego, choc ja akurat znam swoja wartość i wiem, ze ja sobie bez niego poradze, gorzej w drugą stronę. Dochadza do tego wyzwiska i epitety pod moim adresem a na nastepny dzień wrecza mi kwiaty, ktore laduja w smieciach. To ja daze do rozeodu i staram się dogadać, on tymczasem zapoeiada mi problemy jeśli faktycznie wystapie o rozwod. Nie moge być z tym panem, bo w końcu zwariuje. Nie czuje do niego juz nic prócz zwyklych ludzkich uczuc czasem zyczliwosci, czasem zlosci.
2012-08-07 18:21:10xxy
witam! ja też byłam w takim "chorym związku" dwa lata i też cierpiałam jak mnie zostawił. Ale jak dziś sobie o nim pomyśle to mnie mdli na samą myśl, że mogłam się tak dawac wykorzystywac i byłam taka głupia
2012-05-29 15:29:56uzależniona
dla wszytkich zainteresowanych tematem uzaleznienia od miłości jak i mających problem z "kochaniem za bardzo":
www.slaa.pl
sama przeżyłam, sama się leczę - gość mnie lał, upokarzał, a ja go tak mocno kochałam.... i liczyłam na zmiane - teraz ja się zmieniam i uczę szukac szczęścia w sobie a nie w facetach.
pzodrawiam i życzę wszytkim pogody ducha!
2012-05-24 21:32:12ta
znam go niecały rok. Zawojował całym moim światem. Zmieniłam się nie do poznania chociaż tego nie chcę/ podporządkowałam się mu całkowicie. Przy każdej kłótni grozi mi , że nie chce ze mną być , że on związku nie szukał. Ja wtedy robię wszystko, żeby był ze mną, zachowuję wszystkie swoje myśli i własne zdanie , żeby tylko mu się nie narazić... żeby go nie stracić. Wiem , że to chore, ale naprawdę ciągle myślę , żę wszystko to moja wina ,że gdybym zrobiła coś inaczej.. to by mnie kochał:(Siedzę teraz zapłakana po kolejnej kłótni, ubliżył mi bardzo, nawrzeszczał. Wyszedł na trening. Chciałabym napisać kartkę " upokorzyłeś mnie ostatni raz" i wyjść. Ale nie potrafie.. bo boję się że stracę go na zawsze. Więc przeglądam internet w poszukiwaniu siły.. może już niedługo. Dodam , że do tego on jest silnie uzależniony , a ja głupia tkwie z nim w związku i wierze , że to moja wielka miłość:(
2012-04-07 12:09:34marysia
komentarz usunięty przez moderatora
2010-07-06 20:49:03zakochana po uszy
Mam 17 lat,mój partner także jesteśmy razem półtora roku. Było bajecznie jak to na początku,można powiedzieć,że nawet do roku. Od pół roku coś się psuje. Kocham go,wszystko mi się kojarzy z nim. Boję się skończyć ten związek. Stale nie ma dla mnie czasu... Bywają tygodnie,gdy jest niesamowicie.Wtedy czuję się najszczęśliwsza,a później wszystko wraca do takiego stanu. Że potrafię nie spać po nocy,płaczę,czuję się nie potrzebna i do niczego.Nie uśmiecham się,a idąc ulicą czuję się jak cień i jakbym umierała. Gdy jestem koło niego,to nie mam odwagi skończyć naszego związku. Wiele mu tłumaczę,często rozmawiamy. Mówi,że jestem wyjątkowa,niesamowita,że nie zasługuje na mnie. Że on mnie krzywdzi i nie chce bym płakała. Że jest głupi i że może kiedyś zrozumie swój błąd. Twierdzi,że jeszcze się nie wyszalał,jestem jego pierwszą dziewczyną,pierwszą miłością. Mówi,że mu na mnie zależy. Teraz chce,abym z nim wyjechała na kilka dni. Nie wiem czy to dobry pomysł,nie wiem czy nie poczuję się dopiero wtedy jak śmieć. A może ten wyjazd coś zmieni? Warto spróbować,aby potem nie żałować? W końcu człowiek uczy się na błędach. Wiele mi obiecuje,ale tylko obiecuje. Nie widzę żadnych czynów. Najgorsze jest to,że nie dawno pisała prawie całą noc ze swoją koleżanką,następnie o 5 rano pojechał do niej na rowerze,pogadać i pospacerować. Poczułam się jak kretynka,ciągle o tym myślę . Kiedy ma jakiś problem to zamiast mi to powiedzieć,to dusi to w sobie i jest dla mnie niemiły. Nie chce ze mną rozmawiać. Mam momentami dosyć. Dzisiaj byłam u niego aby powiedzieć,że nie pojadę do Sławy,bo nie mogę się pogodzić z tym,że pojechał do tej dziewczyny,że musimy się rozstać. Od razu zaczął się pytać czy tego chcę. Odpowiedziałam mu,że nie,ale tak będzie najlepiej. Przytulił mnie,prosił bym z nim pojechała. Ale gdy sie zapytałam czy będzie okey. Odpowiedział mi,że nic mi nie obiecuje,że zobaczymy jak to będzie. Jestem totalnie zaskoczona,nigdy bym się tego nie spodziewała. Nie zerwałam z nim,nie umiałam. Przyjaciółki a nawet rodzice radzą mi abym to skończyła,bo to toksyczna miłość. Muszę mieć jakiś szacunek do samej siebie i nie pozwolić aby mnie tak traktowano. A mi się ciągle wydaje,że to jest tylko chwilowe. Natomiast jedna koleżanka powiedziała mi dzisiaj,że wierzy w nas.Bo jesteśmy szczerzy i rozmawiamy o tym. Przecież,gdyby już nie chcial ze mną być to byśmy się rozstali. Wczoraj albo dzisiaj... Póki co jesteśmy razem,czy to nie dziwne? Może faktycznie nam na sobie zależy. Proszę o odpowiedz,byłabym wam bardzo wdzięczna!
2010-04-22 10:19:51marcin
Witam
Ja również znam tą sytuację. To trwało 3 lata - zostawiłem za soba dla niej cały świat. Przyjaciele, pasje, marzenia nic się nie liczyło prócz niej. Kazdy był zły i wszystko co związane z moją osobą było beznadziejne i złe. Liczyła się tylko ona, jej marzenia, przyjaciele, rodzina, terminy, spotkania. W końcu gdy w mojej rodzinię pojawiła się choroba nowotworowa ona wróciła do swojej wielkiej miłosci sprzed lat. Niebo osuneło się na moją głowę, brakowało powietrza i nikt nie chciał oddychać za mnie.
Mineło już 1,5 roku i dopiero teraz teraz jakoś wracam do rzeczywistość choć i tak często o niej mysle, mimo że nie chcę. pozdrawiam wszystkich i tzymam za was kciuki
2010-04-19 11:52:55madzikowa
Ja też tkwie w takim związku.. kocham go tak bardzo że gdyby on mnie zostawił to chyba bym sie zabiła, mam cały czas depresję. Gdy do mnie nie dzwoni myślę że mnie zdradza. Cały czas o nim mysle, śnie po nocach. Wydaję na niego wszystkie pieniądze, robię wszystko o co mnie poprosi. Chociaz wiem że nie traktuje mnie dobrze ja kocham go z całych moich sił i boje się że on ode mnie odejdzie, wolę cierpiec i miec go przy sobie. Potrafię codziennie przez niego płakać.. sama sobie z tym nie poradzę, nie słucham rad innych, że powinnam odejść. Oni nie rozumieją że ja go kocham prawdziwie...wręcz chorobliwie... jeśli jest ktoś w podobnej sytuacji niech sie odezwie do mnie na nr Gadu-gadu 3077501. Pozdrawiam.
2010-04-17 15:25:02miyo
Byłam w takim związku 15 lat... Starałam się chyba dlatego, bo stale szantażował mnie rozstaniem, a ja tak pragnęłam całe życie miłości i wydawało mi się, że jeśli się rozstaniemy, już nigdy nikogo nie pokocham...
Teraz coraz głębiej zaczynam zdawać sobie z tego sprawę, a pomimo to cierpienie jest nadal ogromne... Ból fizyczny, psychiczny, zdrady, a ja stale go kocham ?... Czy to w ogóle można nazwać miłością ?...
2010-04-01 12:17:05JZ
Prawie 4 lata byłam w toksycznym związku. Był starszy o 12 lat. Kłamał. Zniszczył mnie psychicznie poniżył w taki okropny sposób. Teraz nie wiem co się ze mną dzieje ja życzę mu śmierci.To jest straszne. Boję się.
2010-02-13 17:57:32pomidor
jestem w trakcie wychodzenia,boję sie jednego,że jej sie odmieni i po raz setny wróci do mnie,będzie słoda ,kochana do momentu az zostanie spełniona...wtedy odejdzie pod byle pozorem. To trwa juz 7 lat.Teraz modle sie i medytuje, czekam na jej wejscie,kazdy dzien zwieksza moje szanse.Bóg mi pomoze.Odzyskuje swoją wartość
2010-01-09 20:50:43monis
witam, właśnie zakończył się mój toksyczny związek.ile cierpienia ile bólu ile nerwów ile łez?!- było w czasie trwania to szkoda nawet mówić. a teraz, dzisiaj tydzień po tym jak powiedział mi że chce być z inną to boli przeraźliwie. i tak się w tym wszystkim zastanawiam co ja mam teraz zrobić. kocham go do szaleństwa. do szaleństwa!!! ale nie mogę z nim być.
2010-01-03 21:42:16Gosia
Zgadzam się z opinią Basi, że nie jest łatwo przerwać taki związek, bo sama w takim byłam. U mnie było to, że ten z którym byłam mówił mi co innego, a swoimi czynami okazywał co innego czyli np: mówił, że mi, że mu na mnie zależy, a swoimi czynami okazywał kompletnie co innego. w końcu przerwałam to i mam nadzieję,że wytrwam w swoim postanowieniu, aby już do niego nigdy więcej nie wracać i też nie wchodzić w przyszłości w podobny związek.
2009-11-29 13:34:54Basia
Jestem w takim związku od 4 lat. Rozstaję się i wracam do niego. Wiem, że to mnie niszczy psychicznie i fizycznie. Czuję się z nim bardzo emocjonalnie związana. Mam swiadomość, że swoje życie podporządkowałam jemu. Chcę jednak zmiany, podjęłam kolejną decyzję o rozstaniu i teraz zrobię wszystko, aby vytrwać, aby dać sobie szansę na lepsze życie, bo w pełni na to zasługuję.Boimy się rozstania, przyzwyczajamy się, liczymy na lepsze dni, to jest złuda. Ileż musialam wycierpieć, aby zrozumieć, że muszę pomyślec o siebie a jest mi nadal trudno..
2009-11-21 13:26:31em
bardzo dobry artykuł. Kilka madrych, trafionych uwag, ktore muszę wziąść sobie do serca.
2009-11-19 21:14:56Maja
Niska samoocena, brak wiary w siebie i poczucie, że nie zasługuję na NIEGO były przyczynami, że w końcu mnie zostawił. Bałam się tego od czasu, gdy zaczęliśmy się spotykać, bałam sie do tego stopnia, że nie mialam odwagi przyznać sie do tego, jak bardzo jest mi przykro z powodu jednego jego pomysłu. Nie powiem mu- myślalam sobie- wytrzymam, bo jak się będe stawiać, to mnie zostawi. Zostawił mimo tego i mimo tego, że chcialam wszystko wyjaśnić i się pogodzić. Może mam winić tylko siebie, że jestem taka slaba, mało przebojowa i mam niskie poczucie wartości. A może mają rację moi bliscy w domu i zaufane koleżanki, mówiąc że to on miał problem sam ze sob, nie potrafił stworzyć zdrowego związku z wzajemnym szacunkiem i że to on nie był wart, żeby z nim być? Gdzieś wewnątrz czuję, że to było toksyczne, bo dobry związek wygląda inaczej. To w takim razie dlaczego od praiwe 1,5 roku cały czas się łudze, że on może jednek zmieni zdanie i jednak mnie zechce> Jestem zmęczona.
2009-11-11 22:11:22fona
Dokłądnie to o mnie jest ! ...i choć właśnie nastąpiło rozstanie
kompletnie umiem sobie z tym poradzić, bo wciąż go kocham i pewnie idealizuję.
więcej płakałam niż sie śmiałam w tym związku, ale teraz płaczę jeszcze bardziej......
2009-11-09 13:55:18HW
Byłam w takim związku około dwóch lat. Na szczęście już się to skończyło To wszystko co jest napisane w artykule to prawda. Ja w pewnym momencie przestałam być sobą,myślałam i robiłam wszystko aby on tylko był szczęśliwy. W tym momencie moje pragnienia były zupełnie nieistotne. Niestety jest wiele takich związków .....
2009-10-11 01:10:20nirdo
masakra,ja tak kcham,z kazdym dniem coraz bardziej,i boli mnie coraz mocniej bo wydaje mnie sei ze ja trace
2009-10-07 06:20:23FB
Przez ostatnie pół roku byłem w toksycznym związku. nie sądziłem nawet, że potrafie być takim aniołem. Ona nim natomiast nie była... Gierki emocjonalne, wykorzystywanie, nie dawanie niczego wzamian.

A podobno kobiety są takie uczuciowe ;]
2009-09-11 20:44:16marta
Bardzo dobry artykuł!
Tylko czasem chyba trudno nam ustalić tą granicę, kiedy związek staje się toksyczny.
Pozdrawiam i życzę wszystkim miłości zakończonej heepy endem:-)
2009-08-18 21:11:32smutna
Ja nadal jestem taka osoba ;( dwa miesiace temu zostawil mnie ktos kogo bardzo kochalam.. to byla chora milosc,bo zawsze to ja staralam sie aby bylo miedzy nami jak najlepiej.On nie widzial moich potrzeb,nie okazywal uczuc poprzez chocby mily spacer we dwoje,troszczenie sie o mnie.. a najgorsze jest to ze nadal go bardzo kochalam i dla niego cale zycie bym tak zniosla byle tylko byc z nim :(
2009-06-17 11:13:40znieczulony
Dziękuję ... Dzięki wam przejrzałem na oczy :) ... Ludzie czasem gubią się w tym co robią , taką osobą też byłem ja póki nie uświadomiłem sobie paru rzeczy ... Dzięki
2008-10-24 09:02:39Maria
Prawdziwy artykuł. Sama kiedys kochałam za mocno i płaciłam za to na własnej skórze. przeszłam terapię, by dowiedzieć się właściwie to co napisaliście. Powinnam to przeczytać ... zanim wpadłam w swoja pułapkę. No coż, teraz jestem bardziej swiadoma siebie i wiem ze nie ja za wszystko jestem winna i odpowiedzialna. Jak doświadczycie związku jaki ja mam teraz, związku na równych zasadach! wzajemnego, zobaczycie różnice, jak może być fajnie naprawde, czego wszystkim serdecznie życzę!

Darmowa rejestracja

e-mail
hasło
minimum 6 znaków
Jesteś
kobietą mężczyzną
Data urodzenia
Skąd nas znasz?
Akceptuje Regulamin i Politykę prywatności
Twarze MyDwoje
MCDDA148, 25 lat
pracownik biurowy, Łódź
K2B1D31A, 44 lata
regionalny kierownik sprzedaży, Będzin
 
 więcej Twarzy  więcej Twarzy
M5D16C55, 36 lat
Architekt, Bünde
M51B515A, 45 lat
Physiotherapeut, Ravensburg
 więcej ofert zagranicznych
| Praca | Pomoc | Regulamin | Polityka prywatności | Usługi i cennik | Kontakt | Kontakt dla mediów | Partnerzy | Reklama | Mapa Serwisu |

2007 - 2014 © MyDwoje.pl ® ; Wszelkie prawa zastrzeżone

Biuro matrymonialne MyDwoje stosuje metodę kojarzenia partnerów według ich zgodności osobowości opartą na psychologicznym Teście Doboru Partnerskiego MyDwoje, stworzonym przez znanego, polskiego psychologa Andrzeja Rutowskiego. Test bazuje na wieloletniej praktyce terapeutycznej par małżeńskich naszego psychologa oraz na pracach naukowych z zakresu psychologii humanistycznej Fromma, psycholanalizy Junga i teorii testów psychologicznych Cattella, Eysencka, Gougha i Heilbruna.

CMS, WEB interface

Serwis MyDwoje.pl wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności. Akceptuję politykę prywatności Serwisu MyDwoje.pl
zamknij