Hanna:
Był początek września i za kilka dni kończył się abonament, którego postanowiłam nie przedłużać. Trochę zawiedziona, trochę rozżalona utwierdziłam się w przekonaniu, że w „taki sposób” nie można poznać tego wymarzonego... Owszem, korespondencji było wiele, jednak w każdym przypadku czegoś brakowało: odmienne zainteresowania czy zbyt duża różnica wieku...
Zaczęłam się też zastanawiać: a może za wiele wymagam? Z drugiej strony jednak wiedziałam, z kim chcę spędzić moje życie i co mam do zaoferowania. Jestem typem osoby żywiołowej, ciekawej życia, świata i ludzi, mającej wciąż mnóstwo pytań, pragnień i planów. Nie wiem, co znaczy nuda ani czym jest zazdrość...
Szukałam człowieka młodego zarówno duchem, jak i ciałem, ponieważ pragnęłam z nim przemierzyć świat, nasze Tatry i nauczyć się tańczyć... A co najważniejsze: przemierzyć nasze życie niebanalnie i nie na siedząco. :) A że los potrafi być przekorny (aby mojemu przekonaniu nie stało się zadość), podsunął pod moje oczy wizytówkę Tomasza. Przystojny, z ładną buzią... Zobaczę, ile ma lat. 37? Ooo, młodszy o dwa lata – raczej nie mam szans, pomyślałam. Chociaż z natury jestem konserwatystką, tym razem odbiegłam od schematu i napisałam kilka słów, na które otrzymałam odpowiedź. W niej wiadomość, że Tomasz również zwrócił na mnie uwagę, jednak wystraszyła go odległość (mieszkam w Rzymie). Nie miałam ochoty na kolejne „podchody”, które mogłyby spełznąć na niczym, więc w następnej wiadomości podałam numer telefonu oraz swój nick Skype. I rozpoczęły się godzinne rozmowy, które coraz bardziej zaczęły mnie utwierdzać w przekonaniu, że to ten, na którego czekałam całe życie. Czy ma wady? Owszem – ale przecież i mnie ich nie brakuje – a jego zalet nie sposób nie zauważyć. Młodość ducha, poczucie humoru, spontaniczność, troskliwość, szarmanckość... Czego można chcieć więcej?!
Po niespełna miesiącu naszej znajomości Tomasz odwiedził mnie w Rzymie. Euforyczne czekanie na lotnisku, wzajemna obserwacja, odkrywanie siebie nawzajem. Tydzień, który spędziłam z Tomaszem, utwierdził mnie całkowicie w przekonaniu, że to z nim chcę radować się i płakać... Dzisiaj dobiega końca mój pobyt u Tomasza, jednak cały czas mam przed oczami i będę przechowywać w pamięci piękną Wigilię, jaką przygotował. Wspólne ubieranie choinki, razem śpiewane kolędy... Oraz szampański bal sylwestrowy w kopalni soli w Bochni (250 m pod ziemią). Wyborne miejsce, zabawa, stroje, atmosfera... oraz partner!
A plany na przyszłość? Są. Jest ich wiele. Potrzebne nam będą tylko dobra kondycja i czas. :) Podziękowania składamy Bogu oraz Wam, szanowne MyDwoje. Wykonujecie niesamowicie pożyteczną pracę, trwajcie w tym! Z Nowym Rokiem życzymy Wam masowej klienteli.
Tomek:
Byłem kilka lat po rozwodzie i pół roku po zakończeniu kolejnego związku. Samotność coraz bardziej zaczęła mi doskwierać. Jestem człowiekiem, który nie potrafi żyć w samotności, lecz jest otwarty na świat i ludzi, a najbardziej pragnący rozmowy, czułości i miłości z ta jedyną, kochaną połówką. Śmiać się, smucić się we dwoje, bo jak to się mówi, „we dwójkę zawsze raźniej”. Toteż zacząłem działać. Ponieważ mieszkam w małym miasteczku i czasy częstych spotkań z kolegami na różnych imprezach, gdzie można było poznać jakąś dziewczynę, skończyły się, nie pozostało mi nic innego, jak skorzystać z nowoczesnych rozwiązań poznania kobiety mojego życia, co się zowie „randką przez Internet”. Na początku byłem sceptyczny do takich znajomości, ale jak już coś rozpoczynam, to doprowadzam sprawę do końca. Moja ostrożność podpowiadała mi, żeby znajomości szukać na poważniejszych portalach kojarzących pary.
Nie szukałem zbyt długo, gdy natrafiłem na MyDwoje.pl. I już od początku stwierdziłem że jest to Serwis z profesjonalnym podejściem do sprawy: konkretny opis i zdjęcie, które – przynajmniej według mnie – jest ważne przy zapoznaniu drugiej połówki. Na efekty nie trzeba było długo czekać: zacząłem pisać z kilkoma fajnymi dziewczynami. Z jedną nawet zacząłem snuć już poważniejsze plany, ale propozycja zmiany miejsca zamieszkania uniemożliwiłaby częste widzenie się z moimi dziećmi. Dlatego też wspólnie z tą dziewczyną pożegnaliśmy się po koleżeńsku. Większość znajomości była wyszukiwana przeze mnie.
Lecz pewnego dnia napisała do mnie kobieta, na którą wcześniej zwróciłem uwagę z powodu opisu. Jednak odległość jej miejsca zamieszkania oraz zdjęcie, na którym mogłem rozpoznać tylko kwiaty, w których leżała :), zniechęciły mnie. W każdym razie napisała do mnie konkretnie, a że zawsze odpisywałem na wszystkie listy, na ten również odpisałem. Pisało się bardzo ciekawie. Poza tym, że jej profil bardzo mi odpowiadał, to najważniejsze było to, że akceptowała moje kochane dzieciaczki i mojego psa. I że mogłaby dla mnie zjechać z zagranicy i ze mną zamieszkać. Pisaliśmy na portalu, później na Skype, na którym mogłem ją wreszcie zobaczyć. Stwierdziłem, że nie mam zamiaru tracić czasu. Zaproponowałem, że odwiedzę ją we Włoszech. Po miesiącu znajomości w Serwisie MyDwoje.pl bilety, samolot i byłem u mojej dziewczynki! :)
Przylot i pierwsze spotkanie to było coś, czego każdemu życzę. Tydzień sielanki, wspólne spacery po plaży, zwiedzanie Rzymu, rozmowy i gotowanie, no i oczywiście romantyczna kolacja we dwoje. Tydzień przeleciał „jak z bicza strzelił”. Kobieta ta na poważnie „zamieszała mi w głowie”. Pomyślałem: zaproszę Ją na Święta Bożego Narodzenia. Nie odmówiła. Udało się jej załatwić urlop prawie na cały miesiąc. Super! Dni do przylotu się ciągnęły, były wspólne rozmowy na Skype i wreszcie nadszedł ten dzień: 13 grudnia. Pojechałem po nią na lotnisko: piękny bukiet kwiatów, który jej się spodobał, pocałunek i nareszcie byliśmy znów razem. Długie rozmowy, chodzenie po górach, jazda na nartach. Przygotowania do Świąt, zakup choinki, wspólne jej ubieranie i wreszcie upragniona wspólna Wigilia. W końcu cudowna i romantyczna. Te Święta to prezent od Boga.
Dziś mamy już poważne plany i marzenia na przyszłość, które zamienią się w rzeczywistość, gdyż pomimo niewystarczających punktów dopasowania na portalu MyDwoje, w rzeczywistości uzupełniamy się na 99%.
Wielkie podziękowania dla portalu MyDwoje.pl