|
Udział ojców w wychowaniu dzieci stał się w ostatnich latach tematem dyskusji, sporów – rzadziej badań naukowych. W niniejszym raporcie przedstawiam wyniki badań (wywiadów zogniskowanych) jakie zostały przeprowadzone w dniach 4-5 października 2006 roku z mężczyznami – ojcami i przyszłymi ojcami. Ojcowie i ojcostwo. Prezentujemy raport z badań nad sprawowaniem przez mężczyzn roli opiekunów swoich dzieci.
Udział ojców w wychowaniu dzieci stał się w ostatnich latach tematem dyskusji, sporów – rzadziej badań naukowych. W niniejszym raporcie przedstawiam wyniki badań (wywiadów zogniskowanych) jakie zostały przeprowadzone w dniach 4-5 października 2006 roku z mężczyznami – ojcami i przyszłymi ojcami. Badani zostali wybrani w sposób celowy, gdyż wywiady dotyczyły sprawowania opieki nad dziećmi przez mężczyzn - ojców małych dzieci. Pierwsza z badanych grup składała się z mężczyzn oczekujących pierwszego dziecka i uczestniczących w zajęciach w szkole rodzenia. Druga grupa składała się z ojców sprawujących bezpośrednią opiekę nad małym dzieckiem (poniżej 3 lat), podczas nieobecności w domu pracującej żony – w tych pełnych rodzinach to ojciec jest „pierwszym” lub co najmniej różnorzędnym z matką opiekunem dziecka. W trzeciej grupie uczestniczyli mężczyźni będących ojcami co najmniej dwojga dzieci, z których młodsze jest małym dzieckiem (poniżej 3 lat). Ich żony pracują zawodowo, a więc spodziewać się można, że opieka nad dziećmi dzielona jest miedzy oboje rodziców.. W raporcie wykorzystano też cytaty z jednego wywiadu indywidualnego z ojcem sprawującym opiekę nad małym dzieckiem podczas nieobecności w domu pracującej matki dziecka.
1. Planowanie i wyobrażenia o przyszłości przed urodzeniem się dziecka.
a. Uczestnictwo ojca w porodzie
Grupa przyszłych ojców dobrana była w ten sposób, że wszyscy mężczyźni uczestniczyli w zajęciach w szkole rodzenia, zakładaliśmy więc, że planują oni aktywny udział w opiece nad niemowlęciem, bardzo prawdopodobna jest też w ich przypadku decyzja o obecności podczas porodu. Okazało się, że zdecydowana większość mężczyzn planuje uczestniczenie w porodzie, choć były pewne wyjątki - w grupie znaleźli się bowiem mężczyźni obawiający się o swoją reakcję podczas porodu i z tego powodu deklarujący, że w porodzie uczestniczyć nie będą (z uzasadnieniem: bo zemdleję). Najczęściej wymienianym argumentem na rzecz uczestniczenia w porodzie jest ewentualna „pomoc żonie”: Żona powiedziała, że będzie to bardzo pomocna dłoń dla niej, że bardzo jej pomogę, jak będę uczestniczył. Mniejszy stres, mniej będzie się bała. Będzie się czuła bezpieczniejsza (Marcin 1); Głównie o to chodzi, żeby było jakieś wsparcie. Żeby się nie czuła samotna. Czasami …nie wiem jakie są sytuacje, ale może coś trzeba będzie załatwić, coś przynieść, gdzieś zadzwonić (Marcin 2). Tylko jeden z badanych zwrócił uwagę na fakt, że pomoc to tylko jeden z powodów, dla których chce być obecny przy porodzie: Natomiast druga strona medalu, ja sobie nie wyobrażam, że miałbym nie uczestniczyć w takiej chwili. Może to jest samolubne. Gdyby ona nie chciała, to musiałbym się obejść ze smakiem (Hubert). I choć tylko jeden z mężczyzn zdecydowanie stwierdził, że z lęku przed własną reakcją nie będzie uczestniczył w porodzie, inni także obawiali sie tej sytuacji: Bo też pierwsze pytanie, a jak zemdleję?(Hubert) To każdy się pyta, a jak zemdleję? (…) Z tego co ja słyszałem, to sporadyczne przypadki są (Piotr). Mężczyźni, którzy mają za sobą takie doświadczenie i w porodzie już uczestniczyli, inaczej opisuję tę sytuację. Na zdecydowanie dalszy plan w ich relacjach odchodzi „pomoc żonie” (która jednak jest obecna), a na plan pierwszy wysuwa się przeżycie, wspólnota przeżyć i ogromne emocje. Jak opisywał to jeden z ojców podczas wywiadu indywidualnego: Emocje, to wiadomo, najpiękniejszy dzień chyba w moim życiu, ogromne wzruszenie, coś niesamowitego. Coś, czego się po porostu zapomnieć nie da. A jeśli chodzi o to, jaka była moja rola...to tak jak tylko mogłem, byłem przy żonie, podtrzymywałem ją na duchu, pakowaliśmy te różne rzeczy, zabieraliśmy. Pobyt w szpitalu trwał od godziny 6 rano do 20, na Inflanckiej żona rodziła, prawie czternaście godzin byliśmy razem, cieszyliśmy się swoim szczęściem, poród bez żadnych komplikacji. Byłem zadowolony, szczęśliwy, wiadomo emocje potężne (ojciec Franka).
b. Plany dotyczące przyszłej opieki nad dzieckiem
Badanym z grupy przeszłych ojców zadaliśmy pytanie, czy mają już jakieś plany dotyczące opieki nad dzieckiem, podziału obowiązków, czy problem ten jest w ich rodzinie omawiany. Okazuje się, że takie rozmowy są rzadko prowadzone i przyszli rodzice najczęściej liczą na to, że „sprawy się same ułożą”: Z żoną bardziej przygotowujemy się do porodu niż do tych czynności, które będą później ( Robert). Wszyscy deklarują udział w opiece nad dzieckiem i swoją rolę wyobrażają sobie aktywnie: Myślę, że wspólna opieka rodzicielska. Przynajmniej w moim przypadku. Chciałbym w tym uczestniczyć. (Robert) Chcemy razem opiekować się dzieckiem. Natomiast jeszcze nie oddzieliliśmy… co drugą pieluchę ja przewijam. Zobaczymy jak będzie (Arek). Wyobrażenia na ten temat są jednak mgliste i odnoszą się głównie do „pomagania żonie”: Myślę, że będzie to wymagało więcej wysiłku. Bo człowiek się zmęczy fizycznie, czy intelektualnie w pracy i nawet dwa w jednym. Przychodzi do domu. Trzeba się zająć trochę dzieckiem, żeby żonę odciążyć. Tu na pewno trzeba będzie trochę nakładów (Krzysztof) Zwraca uwagę fakt, że wielu przyszłych ojców liczy na pomoc babci jako na rzecz „naturalną” i oczywistą i w ten sposób opisuje przyszłą opiekę nad dzieckiem: Mamy w odwodzie 2 babcie. Ile z nimi wytrzymamy? To jest następne pytanie. Natomiast trzeba będzie je jakoś uruchomić. Ja jestem za tą opcją.(Arek); mamy dwie babcie (Marcin 1) Ja myślę, że babcia się podejmie. (…) Już jedną siostrzenicę mojej żony wychowała. (…) Z pozytywnym skutkiem. (Krzysztof). Wręcz uderzający jest fakt, że przyszli ojcowie uważają sprawowanie opieki przez babcię za fakt tak naturalny i akceptowany przez babcie, że nie widzą nawet powodu uprzedzania ich, że takie mają wobec nich plany. Na pytanie moderatorki, czy przyszła opieka nad wnukami została z babcią uzgodniona, padały odpowiedzi wskazujące na to, że takie pytanie przyszli ojcowie uważają za zbędne, a opieka zależy tylko od ich (rodziców) dobrej woli, a nie od chęci wykonywanie takiej pracy przez babcie. Ponieważ nie mają żadnych wątpliwości co do roli babci i ich chęci sprawowania opieki nad wnukami, w taki sposób odpowiadają na pytanie o to, czy uzgadniają swoje plany z babcią, czy informują je, że na nich ma spoczywać opieka nad dzieckiem: Wiedzą, że zostaną babciami. To chyba jest wystarczając informacja (Hubert). Tak właśnie, to już jest jednoznaczne. Natomiast temat zaproszenie, to już jest… jeszcze by się od razu wprowadziły. Trzeba to rozważyć (Arek). Tylko w jednym przypadku we wszystkich trzech grupach focusowych zdarzyła się wypowiedź mężczyzny wskazująca na wczesne zaplanowanie, w jaki sposób przebiegać będzie opieka nad dzieckiem: Już kiedy żona była w ciąży, rozmawialiśmy, jak to wszystko poskładać, żeby miało ręce i nogi. (…)Tak, że to była decyzja wspólna. To było jakieś ryzyko, bo na początku nie było pewne, jak to się wszystko rozwinie. I jak to będzie wszystko wyglądało (Marek – pracują z żoną na różne zmiany i wymieniają sie w opiece). Planowanie podziału zadań spotkaliśmy także w wywiadzie indywidualnym, w sytuacji, w której ojciec opiekuje się dzieckiem: To już mieliśmy zaplanowane. Żona ma na tyle ciekawą pracę i chciała wrócić do tej pracy, a ja, ponieważ w Polsce jeszcze wtedy nie pracowałem, to stwierdziłem, że przez czas pisania pracy i końcówkę studiów będę z dzieckiem. (…) To wyniknęło z tego, że żona już od czterech lat pracowała i wracała na swoje stanowisko, do swojego miejsca pracy. Uzgadnialiśmy to, konsultowaliśmy to, nie było tutaj żadnej spontaniczności (ojciec Franka).
2. Decyzja o opiece ojca nad dzieckiem. Powody tej decyzji
Warto zauważyć, że zarówno w tym ostatnim przypadku, jak w innych, w których ojciec jest głównym opiekunem dziecka, do takiego rozwiązania rodzice doszli po próbach innych rozwiązań, które uznali za nieudane: Kiedyś była taka rozmowa i zastanawialiśmy się, czy lepiej byłoby gdybyśmy obydwoje pracowali, a Franek był z opiekunką zwłaszcza mały Franek. (…) Przez jakiś czas mieliśmy opiekunkę (…). I żona i ja uznaliśmy, że gdzieś tam, w tym czasie, kiedy Franek był z opiekunką, nasze myśli krążyły, co tam się dzieje? Czy daje sobie z nim radę? (…) i tak dalej i zrezygnowaliśmy z tego (ojciec Franka).Moje dziecko było w żłobku. Sytuacja była jaka była i myśmy stwierdzili, że ok. i jak nie ma wyjścia to puszczamy. (…) kilka dni było w żłobku, a później jest choroba od razu. Po pierwsze łapie od innych dzieci. (…)Stres, który dziecko przechodzi, przynajmniej moja córa, która przeszła kiedy ją oddawałem… Próbowaliśmy tam na tydzień (Leszek). Można wiec powiedzieć, że niejednokrotnie jest to decyzja „wypracowywana”, do której dochodzi sie metodą prób i błędów. Najczęściej wymienianym powodem podjęcia decyzji o sprawowaniu opieki przez ojca są względy finansowe: To była kwestia czysto finansowa.( Piotr) Żona troszeczkę więcej zarabia. (Zbyszek) Jak to wszystko wynikło? Też kwestia finansowa. Żona ma dobrą pracę. Po urlopie macierzyńskim wróciła, a ja zostałem (Paweł) Względy czysto finansowe (Marcin). Innym powodem, często towarzyszącym względom dla wyższych zarobków żony, jest rodzaj pracy lub innych czynności zarobkowych wykonywanych przez ojców ( np. jeden z ojców zarabia grą w karty, inny specjalizuje się w wykonywaniu zdjęć ze ślubów i wesel w soboty i niedziele), możliwość wykonywania przez nich pracy w domu albo po południu lub w weekendy: Ja mam o tyle dobrze, że część prac mogę robić w domu – zlecone. Tak, że dodatkowo jeszcze się zarobi. Nie muszę na gwizdek być w pracy (Zbyszek). Na chwilę obecną mam luźną pracę. Na chwile obecną jestem pod telefonem. Jeżeli jest zlecenie (…) wtedy ewentualnie wyskoczę na parę godzin do pracy. I przed północą jestem w domu. (Krzysztof) Ja tam sobie dorabiam w domu jeszcze coś (Paweł) Dochód mam też nie gorszy niż gdybym pracował na etacie (Daniel) Tylko jeden z badanych podkreślał, że względy finansowe nie były decydujące, liczyła się możliwość podjęcia przez żonę atrakcyjnej, pozwalającej na rozwój pracy: U nas to finanse były na końcu (…) żona pracy szukała (…) kiedy udało sie prace znaleźć to fajnie (…) Póki była okazja, była praca, mówię weź to, ja mam zgodę przełożonych. Trzeba z szansy korzystać. No i zobaczymy jak będzie dalej (Leszek)
3. Reakcje innych na fakt sprawowania przez ojca opieki nad małym dzieckiem
Badani we wszystkich grupach podzielali przekonanie, że opieka nad małym dzieckiem sprawowana przez mężczyznę to sytuacja nietypowa, niezgodna ze stereotypem, a więc mogąca wywoływać różne komentarze, opinie, reakcje. Pytaliśmy o reakcje realne (w grupie mężczyzn sprawujących opiekę codzienną nad małym dzieckiem) lub te, jakie ich zdaniem nastąpiłyby (w grupie ojców dwojga dzieci i w grupie przyszłych ojców) na decyzję mężczyzny o pozostaniu na urlopie wychowawczym. Jak się okazało, reakcje są wprawdzie zróżnicowane, ale układają się w kilka wzorów. Poniżej przedstawiam realne lub spodziewane reakcje na taką sytuację rodziny, znajomych i przyjaciół, szefa i osób obcych.
a. reakcja rodziny
Typową reakcją matek na decyzję syna o podjęciu roli głównego opiekuna małego dziecka jest chęć pomocy: jeżeli chodzi o rodzinę, to mama ok.;. powiedz co ci pomóc. (Marcin); babcie pytały – Pomóc ci? (Paweł) Telefony na początku. Jak ci idzie? (Leszek). Łączy się to z niepewnością i nieufnością, czy mężczyzna sam poradzi sobie w takiej sytuacji: Nieufność bardziej niż krytyka. (…) nagle jest ojciec czuły, opiekuńczy, który potrafi 6 godzin w klocki bawić, dziecko już nie chce, a on się jeszcze bawi. Niektórym takie rzeczy nie przychodziły do głowy. (Leszek) Czy dasz sobie radę? Jakoś sobie daję radę (Paweł) No i oczywiście miliony rad. Telefony na początku. Jak ci idzie? Relacje, co się działo –nic jakoś sobie dawałem radę – jak sobie dawałeś radę? Opisuj po kolei. Co robiła? Obudziła się i co? I co zrobiłeś? – też się obudziłem. (Leszek). Może więc, mimo, że takie podejście wynika zapewne z dobrego serca, nie trzeba sie dziwić innemu badanemu, który mówi: ja wyłączałem telefon. Niektórzy badani podkreślają, że inaczej w tej sytuacji zareagowała ich matka, inaczej zaś ojciec: jeżeli chodzi o rodzinę, to mama ok. powiedz co ci pomóc. Natomiast tato się śmieje (Marcin). I wprawdzie w pojedynczym przypadku, ale pojawiła się uwaga dotycząca wątpliwości ze strony rodziny, czy takie zachowanie jest „męskie”, a my moglibyśmy dodać – czy jest męskie, skoro nie mieści się w tradycyjnym wzorze „dominującej męskości”: Rodzinka…. Oni mnie znają wszyscy, więc nie obrażając nikogo, ale powiedzieli, że mam w sobie coś z geja i na pewno sobie poradzę z tym wszystkim. I tutaj nie będzie problemu. Raczej moja mama miała problem, czy na pewno dobrze mnie wychowała na ojca (Leszek).
b. reakcja przyjaciół i znajomych
Pytani o reakcje znajomych i przyjaciół badani mężczyźni wskazywali przede wszystkim na zdziwienie taką sytuacją: U mnie w pracy w obecnej chwili jeden z facetów na urlopie wychowawczym. To na początku było lekkie zdziwienie, no ale jest i koniec (…) Każdy przeszedł do porządku dziennego (Marek). Ponadto napotykali na dwa charakterystyczne typy reakcji na informację, że sprawują lub będą sprawowali codzienną opiekę nad dzieckiem, przy czym pierwsza z nich dotyczy wyłącznie reakcji mężczyzn, druga przede wszystkim kobiet. Reakcja ze strony kolegów, „kumpli”, z którymi dotąd łączyły ich zainteresowania, chodzenie na piwo i podobne czynności wykonywane w męskim gronie, to przede wszystkim niezrozumienie i brak akceptacji ograniczenia dotychczasowych kontaktów. Jak przedstawia to jeden z badanych, który ograniczył z powodu opieki nad dzieckiem i zwiększonych obowiązków rodzinnych kontakty z kolegami po pójściu na urlop wychowawczy: jakby się oderwałem od pracy, to straciłem w cudzysłowie kontakt z kolegami z pracy. Nie mogłem się z nimi kontaktować. To się odbiło, nie ukrywam, później na kontaktach. (…) stary cały dzień z tym dzieckiem siedzisz. Godzinkę chociaż. Nie? Najbardziej się wkurzyli, jak im w końcu powiedziałem. Chłopaki, jak mam wybierać między wami, a byciem z moją żoną, to nie gniewajcie się, ale jeszcze wole swoją żonę. I tutaj się skończyło. Tak, te kontakty są ograniczone. To było od początku.(…) Ale zależało mi na zrozumieniu kolegów, którzy dzwonili do mnie i ciężko im było zrozumieć. – Jak to? Ty siedzisz w domu? (Leszek) Podobną reakcję przewiduje inny badany, pytany o ewentualną reakcję kolegów na informację o skorzystaniu przez mężczyznę z urlopu wychowawczego: Zmartwiliby się, bo nie miałby kto z nimi na piwo chodzić (Hubert).
Inna reakcja, o której często wspominali badani to niedowierzanie, że mężczyzna poradzi sobie z taką sytuacją: Ja spotkałem się u koleżanek w pracy z uśmieszkami, jak się dowiedziały, że idę na wychowawczy. (…) takie spojrzenia między sobą. Jakiś taki lekki uśmieszek. Trudne do rozgryzienia. A później … jedna to mi powiedziała, że podziwia, że się podjąłem tego i dałem radę. Myślały, że po tygodniu wrócę. Na szczęście się udało inaczej (Zbyszek). Jak się okazuje, zdziwienie budzi w otoczeniu nie tylko fakt wzięcia przez mężczyznę urlopu wychowawczego na opiekę nad dzieckiem, ale każde niestandardowe zachowanie mężczyzny wskazujące na jego chęć aktywnego uczestniczenia w wychowaniu dzieci: mam taki fajny przykład z pracy. To tak jest bardzo zbliżony do tego tematu. Mam kolegę, który – cała firma jest bardzo zdziwiona, bo on zawsze bierze dzień wolny na urodziny córek. Zawsze bierze dzień wolny, gdy jest choinka w przedszkolu lub w szkole. To wszystkich denerwowało, ale teraz wszyscy patrzą bardzo ciekawie z tego powodu. Ja go na przykład regularnie widuję na polach mokotowskich, na tych rowerkach z córkami sobie jeździ. On urlop, żona pracuje, a on dwie trzecie wakacji praktycznie spędza z tymi dzieciakami w rozjazdach. Większość czasu widzę, że te córki spędzają z nim.(Wojtek). Takie zachowanie budzi początkowo nie tylko zdziwienie, ale też oburzenie w pracy: no wszyscy w firmie, takie było oburzenie. Jak to możliwe, że facet bierze dzień wolny, kiedy dużo pracy jest, to on pisze podanie o urlop, bo urodziny są córeczki. On je zabierał. Jakieś fajne rzeczy im organizował. (Wojtek). Z czasem jednak oburzenie zmieniło się w podziw i przychylność: teraz każdy podziwia (Wojtek)
I wreszcie jeden z badanych wspomina o całym wachlarzu indywidualnych reakcji na fakt sprawowania przez niego opieki nad synkiem: Nawet spotykałem się z opiniami, osobami, które podchodzą do tego bardzo negatywnie. Uważają, że to ja powinienem pracować, a Justyna być z Frankiem od rana do wieczora. Są osoby, które uważają, że powinno być jeszcze inaczej, że dziecko powinno być z opiekunką, a my obydwoje powinniśmy pracować, aż po zdanie, że w zasadzie, jeśli nie przeszkadza mi to, to dlaczego nie... Przychylam się do tego trzeciego wariantu! (Ojciec Franka)
c. reakcja szefów na fakt wzięcia urlopu wychowawczego przez mężczyznę
W odpowiedzi na pytanie o reakcję szefów wskazywano także w pierwszym rzędzie na zdziwienie i zaskoczenie: Ale na początku, to takie zdziwienie, zaskoczenie. Urlop wychowawczy od niedawna jest. I właściwie nikt nie brał tego na serio, że facet może iść na urlop wychowawczy i zajmować się dziećmi (Zbyszek). Inna częsta reakcja to śmiech i niedowierzanie, które ustępuje dopiero po informacji o wyższych zarobkach żony: U mnie powiedziałem szefowi. Szef w sumie kolega. (…) Powiedziałem. Zaśmiał się. Wytłumaczyłem, że taka kwestia, że ja tyle zarabiam, żona tyle. Nie uwierzył. Powiedział, że jeśli tak, no to oczywiście, to idź. (…) Wiem, że się zaśmiał, bo pamiętam. (…) To ty się będziesz w nianię bawił. Ja mówię – No tak. I tłumaczyłem, że po prostu kwestia finansowa. I zrozumiał. Na początku się zaśmiał (Paweł). Jak więc widzimy, dla wielu osób jedyną uprawnioną legitymizacją dla takiej decyzji są względy finansowe. Potem się pojawiało trochę żartów. Śmichy chichy, że na wychowawczy może pójdę, bo żonka pracy szuka. W końcu poszedłem i powiedziałem – Słuchaj. Idę na wychowawczy. (…) Padło kilka niecenzuralnych słów (Leszek). Mężczyźni podkreślają, że szczególną trudność w sytuacji mężczyzny korzystającego z urlopu wychowawczego stanowi to, że pracodawcy biorą pod uwagę taką ewentualność przy zatrudnianiu kobiet, a nie biorą – zatrudniając mężczyznę: Przy kobiecie pracodawca do pewnego stopnia się z tym musi liczyć. A przy mężczyźnie …(Hubert) jednak społecznie jest akceptowane, że kobieta kiedyś musi zajść w ciążę. Prędzej czy później. Pracodawcy też pytają chamsko niektórzy właśnie, czy zamierza pani mieć dziecko i kiedy. Czyli już się liczą z tą świadomością. Jak kobieta urodzi dziecko, to w psychice pracodawcy, czy kierownika, jest automatycznie – aha, pewnie pójdzie na wychowawczy zaraz. I to jest dla niego rzecz oczywista. A jak facet mówi, że pójdzie na wychowawczy… Urodził mi się syn – Gratuluję. – Ale idę na wychowawczy. – O, cholera. (Leszek) Nikt z badanych, pytanych o przewidywaną reakcję szefa, nie spodziewa się przychylnej reakcji czy zrozumienia przez niego sytuacji, badani raczej spodziewają się, że przełożony podejrzewałby pracownika- mężczyznę o chęć załatwienia jakiegoś innego problemu: Pracodawca chyba nieprzychylnie by do tego podszedł (Robert) pracodawca by pomyślał, że coś kombinuje (Piotr).
Niektórzy mężczyźni planujący urlop wychowawczy opracowują więc plan, jak będą wyglądały ich relacje z pracodawcą w czasie tego urlopu i jednocześnie z decyzją o przejściu na urlop wychowawczy przedstawiają pracodawcy swój plan, który z reguły zostaje przyjęty. Strategia taka pojawiła się w niejednej opowieści mężczyzn pytanych o reakcję szefów na decyzję o przejściu na urlop wychowawczy: U mnie było tak, że ja poszedłem już do swojego szefa z konkretną propozycją. Tak że on miał przedstawioną już konkretną propozycję, co z obowiązkami, które ja miałem, jak to będzie wyglądało później. I doszliśmy do wniosku, że zrobimy takie 2 tygodnie próby. Jeżeli zda egzamin, to nie ma problemu. Zdało egzamin. (Zbyszek) Ja szykowałem grunt dosyć długo. Była cała technika opracowana. Wiedziałem, że kierownik dobrze żyje z osobą, która u nas jest w kadrach i z innymi osobami. Chciałem najpierw przyzwyczaić kierownika do tej myśli, że ja mogę w ogóle pójść na wychowawczy. Więc pytałem te osoby, jak to jest. Czy facet może pójść na wychowawczy? Zakładałem, że one przekażą kierownikowi, że Lechu coś kombinuje. Tak też się stało, oczywiście. (…) chodziło nie o problem, że ja odchodzę, tylko co z realizacją zadań. Ale ja też nie powiedziałem, cześć, do widzenia, jakoś sobie radź. Tylko nadałem mu plan, że jest pewna osoba, którą widzę na moje zastępstwo. Potrzebuję, komputer miałem, dostępu do telefonu, do zasobów firmowych. To była kwestia formalności, pewnych dokumentów. Dzięki temu jesteśmy w kontakcie cały czas. Ten koleś będzie realizował wszystko za mnie. Merytorycznie ja mogę mu zawsze pomóc. Gdyby się naprawdę działo coś awaryjnego, to jakoś wpadnę do tej firmy. To nie jest tak, że jesteś pozostawiony samemu sobie (Leszek). W tym badany upatruje też różnicę między sytuacją kobiety i mężczyzny odchodzącego na urlop wychowawczy: I myślę, że też, tak jak ja robiłem podchody pod swojego kierownika, tak nie wiem, czy kobieta musiałaby takie rzeczy robić. (Leszek). Podkreślają oni jednak jednocześnie, że te „podchody” nie są konieczne z formalnego punktu widzenia, gdyż zdają sobie sprawę, że mogą po prostu skorzystać ze swoich uprawnień, tym bardziej, że niejeden z badanych pracuje w instytucjach o silnych związkach zawodowych broniących uprawnień pracowników. Chodzi jednak o to, żeby – jak mówią badani – nie wywoływać szoku, i zapewne – aby utrzymać dalsze dobre kontakty z miejscem pracy.
c. reakcja obcych
Reakcja obcych, podobnie jak reakcja bliższych osób, to przede wszystkim zdziwienie: Często zdarza się, że idę na spacer do parku, a tu 15 opiekunek z dziećmi i jeden może dwóch mężczyzn z pociechami, albo jakieś starsze panie mnie zaczepiają i się dziwią, że ja sam z dzieckiem, zdziwione, pytają to daje pan sobie radę. Mówię, tak daję sobie radę (ojciec Franka); (Byłoby) zdziwienie (…) bo to sytuacja taka nietypowa. Tak samo jak przy ślubie. Ilu z panów przyjęło nazwisko żony? (…) To jest tak, ze stereotyp jest taki, że to kobieta jest na wychowawczym. Mężczyzna będzie budził zdziwienie (Hubert). Zdziwieniu towarzyszy przede wszystkim sympatia: Ja nie wiem, czy tylko ja na to trafiam, ale jak ja idę z wózkiem, to wszyscy się do mnie cieszą na około mnie, nie wiem czy facet z dzieckiem na ramieniu staje się bardziej atrakcyjny… Ja to odbieram jako jakąś dużą sympatię w moim kierunku. .(Piotr). Niejednokrotnie towarzyszy temu chęć pomocy, większa, niż w przypadku kobiet opiekujących się dzieckiem: Myśmy kiedyś z żoną zrobili sobie test. Jednego dnia żona wzięła dziewczynki do tramwaju. Żadna osoba nie ustąpiła miejsca. Następnego dnia ja z dziewczynkami za łapki do tramwaju. Nawet tramwaj nie zdążył ruszyć już było kilka wolnych miejsc. – Proszę usiąść. (Zbyszek)
Zdziwienie dotyczy wyjątkowości i nietypowości sytuacji, gdyż mężczyzna-opiekun małego dziecka jest w różnych miejscach, np. na placach zabaw, w parkach, sklepach, jedynym mężczyzną wśród licznych kobiet, łatwo tworzących grupę, z której na początku mężczyzna jest do pewnego stopnia wykluczony: Ciekawe reakcje były jak przychodziłem do parku z dzieciakiem. Tam są różne matki, ale większość to są opiekunki. Tam poznałem wiele kobiet (…)na mnie patrzyły dziwnie. Z dzieckiem? Nie wiadomo. Ojciec, nie ojciec. Opiekun. Dziecko mówiło tata, czyli ojciec. Takie były…to jest tak – my i facet. Tu uśmiechy cha, cha, cha. Ja tam 2-3 zdania i koniec. Dystans jest. (…) Gdzieś tam te więzi znajomościowe się zaczęły. Bo w parku, jak się pójdzie o 10:30, to na prawdę spotkać faceta z wózkiem, to nie jest łatwo. Już jak się spotka, to ho, ho. Uśmiechy z daleka są. Babcie, dziadka widziałem z dzieckiem. Natomiast faceta, to…(Leszek)
O ile mężczyźni opiekujący się dziećmi nigdy nie spotkali się z nieprzychylną reakcją w takiej sytuacji, o tyle ośmieszenia i nieprzychylności obawiają się przyszli ojcowie pytani o możliwą reakcję w takiej sytuacji: Byłby wyśmiewany (Mariusz). Sami sądzą też, że taka byłaby ich własna reakcja: Zapytałbym się przede wszystkim, co z żoną. Dlaczego on? Co sie takiego stało? Czy sobie nie radzi żona? Ja bym się zdziwił. Może bym się śmiał. (Piotr) Presja otoczenia. Ten stereotyp. Tak zawsze było, że kobieta dom, mężczyzna praca może być jednak silniejszy. Taki facet może stwierdzić, że jednak nie, bo będą na mnie dziwnie patrzeć. Będą gadali z plecami. ( Marcin 2) Warto podkreślić, że takiej reakcji obawiają się i przewidują ją mężczyźni, którzy nigdy się w opisanej sytuacji nie znaleźli. Ci, którzy rzeczywiście opiekują się dziećmi, nigdy nie spotkali się realnie z wyśmiewaniem, a ze strony obcych spotykały ich zawsze reakcje jednoznacznie świadczące o sympatii, zaciekawieniu, przychylności i chęci pomocy.
4. Co robi ojciec a co matka. Jak powinno być?
Poza specjalnie dobraną grupą mężczyzn stanowiących „głównych opiekunów” dziecka, we wszystkich pozostałych przypadkach (a więc mężczyzn oczekujących dziecka i mężczyzn – ojców co najmniej dwojga dzieci) rola ojców była przez badanych określana przede wszystkim jako „rola pomocnicza” przynajmniej do czasu, kiedy dziecko jest małe. Granica, kiedy jest jeszcze na tyle „małe” że głównie zajmować się ma nim matka, nie jest jednak dokładnie określona – chodzi tu nie tylko o pierwszy okres, kiedy matka karmi piersią (najczęściej przytaczany argument, że matka powinna być i pełni rolę „pierwszego opiekuna”), ale też w pierwszych latach życia dziecka: Na początku zajmowałbym taką troszkę drugoplanową rolę w życiu dziecka. Natomiast z czasem, gdy dziecko dorasta, to też skupiłbym się na takich czynnościach jak czytanie z dzieckiem, wyjście na spacer, jakąś pierwsza edukację, zapoznanie z przyrodą, otaczającym najbliższym środowiskiem. Tak raczej w tym kierunku będę dążył (Robert). Oczywiście to co żona powie. Bo dziecko może powiedzieć kup mi to czy tamto, ale realnie patrzeć na pewne rzeczy. W jakimś tam zakresie być pomocny żonie i zająć się dzieckiem. Prawda? (Krzysztof); Wolałbym jednak, żeby żona częściej była z dzieckiem. Natomiast jeśli chodzi o takie odciążenie chwilowe, jak najbardziej. Wyjście z dzieckiem na spacer. Chętnie to sobie przypisuję. Natomiast karmienie, czy przewijanie, to wolałbym żonie pomóc, ale żeby była obecna w tych sytuacjach (Robert). teraz to widzę wspieranie żony. Ona koordynuje te prace, a ja jestem podwykonawcą.(…) I to co bym chciał, to one chyba by były jeszcze za małe. Bo myślę o tym, powiedzmy 2 – 3 latka. Chyba za małe. To co bym chciał dać, nauczyć itd. to już, jakieś tam plany mam względem swoich dzieci, no to muszą być troszkę starsze. (Michał). Pierwsze lata musi być dziecko z matką. Później wkracza ojciec (Jerzy).
Niektórzy granicę, od kiedy ojciec aktywnie zajmuje się dzieckiem, określają dość wysoko: Od szkoły podstawowej, od przedszkola. (Dariusz) A nawet wyznaczają dopiero na okres, kiedy dziecko stanie się partnerem rozmów czy zainteresowań ojca: to okres szkoły jak się zaczyna, to jest najbardziej taki efektywny. Na przykład ja lubię łowić ryby. Więc to młodsze, to trudno tak pokazać, że to rybka tego, tę wędkę. Może tylko na tej zasadzie, ale wiadomo musze poczekać, żeby móc pójść. Żeby posiedziało cierpliwie 10 minut (Sebastian). I tylko czasami pojawia się obserwacja, że osiągnięcie pewnego wieku przez dziecko nie jest warunkiem wystarczającym, aby dziecko zechciało podzielać pasje ojca, na co tak liczą ojcowie małych dzieci: Mój starszy syn ma teraz 13 lat. Ja zajmuję się amatorsko, to jest moja pasja, lubię przeprowadzać renowację starych mebli i przede wszystkim ram obrazów. Chciałem go tym zarazić, tak jak kolega mówił, że wspinaczka chciał zarazić córkę. Ja swego syna do tej pory nie mogę tym zarazić. Bardzo bym chciał, żeby ze mną schodził do tej piwnicy, coś ze mną robił. A on sobie znalazł już inne wyjście. Kiedyś jak był młodszy, miał 5-6 lat, schodził popatrzył się. 5-10 minut – do widzenia (Jerzy) Są też ojcowie podkreślający, że zajmują się dzieckiem w nadzwyczajnych sytuacjach, konieczności wyjścia żony lub jej zmęczenia: Jeśli jest zmęczona, chce się przespać, to nie ma problemu żebym się zajął małą. Uśpić, czy dać jeść. Żona uszykuje zupki, jakieś gotowe się kupuje, Gerbera, czy inne danie gotowe. (Marcin)
Specyficzny jest też podział prac wykonywanych przez matki i ojców, w którym ci ostatni zajmują sie przede wszystkim rozrywką, zabawami, wychodzeniem na spacer z dzieckiem: mniej pielęgnacyjnych, a więcej rozrywkowych. Zabawa, spacery. Wyjazdy na basen, czy takie. (Michał). Są też takie prace, od wykonywania których mężczyźni wyraźnie się odżegnują: Oczywiście nie zajmuję się praniem ani gotowaniem. Zajmuję się dziećmi. Sprzątanie – pomogę żonie od czasu do czasu, ale raczej żona wszystko robi. (…) Z tym, że więcej czasu spędzam ze starszą córką. Bo mały jeszcze wymaga więcej opieki pielęgnacyjnej. (Piotr) pranie. Raczej do tego ręki nie przykładam.(…) żona jednak trochę więcej zajmuje. Tak organizacyjnie więcej.(Marek) U mnie, tak bardziej synów ubieram, nakarmię, wyszykować. No i później takie wychodzenie na spacer, na plac zabaw, bawienie się. A tak już z zakupami, gotowaniem, to bardziej żona.(Dariusz).
Badani ojcowie co najmniej dwojga dzieci podkreślają, że więcej zajmują się drugim dzieckiem, pierwszym się nie zajmowali: Inaczej było. Pierwsze i drugie dziecko, to tylko i wyłącznie żona się zajmowała. (…) Coś mnie odrzucało od tej pracy. Bałem się tego dziecka. (Jerzy). Niektórzy podkreślają, że zajmują się więcej drugim dzieckiem nie z własnego wyboru, ale dlatego, że jest więcej pracy, a także dlatego, że wymaga tego żona: Teraz muszę więcej, bo żona twardo wymaga ode mnie. Proszę masz drugie i koniec. Ja biorę jedno, ty masz drugie. Po równo. Przy pierwszym mogłem sobie poluzować, bo jedno dziecko i dwie osoby. (Michał) Niekiedy ojcowie podkreślają też, że brak im cierpliwości do wykonywania czynności związanych z opieką nad małym dzieckiem, jednak nie są tym skrępowani i nie pracują nad osiągnięciem większej cierpliwości: odpuściłem sobie to ubieranie, przewijanie, bo nieraz szlag mnie trafia jak tymi nogami przebiera, jak ja mam tego pampersa założyć. Założę oczywiście. Jak żona wychodzi, to zrobię. Ale jak jest to odpuszczam, nie chcę się denerwować. Dziecko to traktuje jak zabawę, a ja chcę to założyć. Dlatego odpuszczam sobie, bo mi nie pasuje. (Michał) Nawet niektórzy ojcowie intensywnie opiekujący się dziećmi (grupa ojców – „głównych opiekunów” dziecka) stwierdzają, że woleliby, aby funkcję tę sprawowała matka, ale „tak się ułożyło” w ich życiu, że oni tę rolę pełnią: Wolałbym, żeby zajmowała się dzieckiem żona. Natomiast nie jest to takie ważne dla mnie. Nie boli mnie to (Leszek); Jednak starałbym się, żeby to żona zajęła się opieką (Zbyszek); U mnie nie można by było inaczej podjąć, bo tak się życie potoczyło.(Krzysztof) Ja widzę, że to ja chyba się do końca nie sprawdzam w takim nianiowaniu, czy jak to nazwać. Nie wydaje mi się. Chciałbym to zmienić, ale jeśli nie udałoby mi się, to robiłbym tak jak to robię. Nie ma problemu. Ale chciałbym to zmienić. Sądzę, że bym babcię zatrudnił już teraz. Miałabym plan na to.(Paweł). Zdanie, że kobieta powinna zajmować się dzieckiem, zwłaszcza w pierwszych latach życia dziecka, jest więc wśród ojców przeważające i łączy się z przekonaniem, że to raczej matka powinna pójść na urlop wychowawczy, a jeśli tego nie robi, to przede wszystkim ze względów finansowych. W wielu wypowiedziach uderza ogromy paternalizm młodych przecież mężczyzn, którzy używają zwrotów o „pozwoleniu żonie na pracę” lub „pozwoleniu żonie na pozostanie w domu”: Myślę, że może na początek może jakoś pozwolę żonie posiedzieć dłużej w domu z dzieckiem. Chyba że już nie wytrzyma no to wtedy wersja z babcią ( Krzysztof), wtedy można żonę puścić do pracy i samemu pracować (Jerzy). O paternalizmie zarówno w wypowiedziach jak i nastawieniu do prac domowych świadczyć może też następujący fragment dyskusji w grupie ojców co najmniej dwojga dzieci:
Piotr: Jednak ja wychodzę z założenia, że facet powinien pracować, a żona powinna siedzieć w domu. Chociaż nie zawsze można sobie na to pozwolić. Prawda? Moderator: A czy ktoś z was ma inną opinię niż pan Piotrek? Michał: Ja bym chciał, żeby było tak jak pan Piotrek mówi, bo dom prowadzony przez żonę, przez kobietę, no, przez moją żonę konkretnie, jest zupełnie inny niż prowadzony przeze mnie. I to jest… do takiego domu, jak prowadzi moja żona, chętnie wracam. Porządek, zadbane, poprane, czyściutko, elegancko. Moderator: Czyli co? Prawda absolutna? Kobita powinna zajmować się domem? Michał: A ja nie dbam… nigdy nie mam tak. Andrzej: Nie. Nie. Nigdy nie mam tak. Piotr: Może nie do końca, ale jednak kobieta jest opiekunką ogniska domowego. Marcin: Tylko, że nie można jej zabraniać pracować, jeżeli chce iść do pracy. Moderator: To niech sobie pracuje? Marcin: Oczywiście. Jerzy: I zajmuje się domem. Michał: Ale tak jest. Marcin: Z tym, że trzeba trochę pomagać. Musi być jakiś podział obowiązków. Michał: 80% kobiet pewnie tak robi w Polsce.
Na szczęście nie wszyscy prezentowali tak paternalistyczne nastawienia, inni wybór pozostawiali żonie: Wszystko od żony zależy, jak będzie chciała. Jak będzie chciała iść do pracy, to pójdzie do pracy. Jak będzie chciała posiedzieć w domu, to będzie siedziała w domu. Myślę, że będzie chciała iść do pracy. Siedzenie w domu? Teraz już jej ciężko. Staram się zabierać ją wszędzie gdzie tylko możemy podjechać. Myślę, że to będzie decyzja żony, czy będzie chciała zostać, czy wrócić. (Marcin 1)
5. Trudności w pełnieniu roli „głównego opiekuna”. Dlaczego mężczyźni tak rzadko podejmują się tej roli?
Analiza wypowiedzi uzyskanych podczas badań focusowych pozwala na wyróżnienie kilku grup trudności w sprawowaniu przez mężczyznę roli „głównego opiekuna” dziecka. Są to:
a. stereotypy dotyczące tego, że mężczyźnie „nie wypada” pełnić takiej roli. O reakcjach zdziwienia, śmiechu i braku akceptacji pisałam już powyżej. Mężczyźni deklarują niekiedy, że obawiają się takiej reakcji, a (jeszcze częściej) twierdzą, że obawy przed taką reakcją mogą powstrzymywać innych, nawet zainteresowanych tym mężczyzn, przed pełnieniem takiej roli: On się nawet może (w tej roli) odnajdywać. Ale presja otoczenia. Ten stereotyp. Tak zawsze było, że kobieta dom, mężczyzna praca może jednak być silniejszy. Taki facet może stwierdzić, że jednak nie, bo będą na mnie dziwnie patrzeć. Będą gadali za plecami. (Marcin 2) b. obawa przed wykonywaniem pewnych czynności, zwłaszcza wobec małego dziecka, obawy, że można sobie z tym nie dać rady: Lęk przed podjęciem tych obowiązków (…) przejęcia obowiązków w całości (Zbyszek); Lęk, że ja sobie nie poradzę (Marcin). Łączy się z tym przekonanie o większych kompetencjach kobiety - matki niż mężczyzny - ojca: Macierzyństwo bardziej bym przypisywał małżonce. Lepsze macierzyństwo, niż moje ojcostwo. Jeżeli chodzi o pierwsze miesiące, pierwsze lata życia. Wolałbym żeby bardzie symbioza była między matką a dzieckiem, niż ojcem. Od tej strony technicznej jest lepsza. Karmienie dziecka. Uspokajanie dziecka. No nie wiem. Może okazałbym się bezradny w niektórych momentach. Wolałbym jednak, żeby żona częściej była z dzieckiem. Natomiast jeśli chodzi o takie odciążenie chwilowe, jak najbardziej. Wyjście z dzieckiem na spacer. Chętnie to sobie przypisuję. Natomiast karmienie, czy przewijanie, to wolałbym żonie pomóc, ale żeby była obecna w tych sytuacjach. (Robert) Wydaje mi się, że kobieta po urodzeniu ma taki instynkt macierzyński, nie wiem jak to określić, lepszy niż mężczyzna. Bardziej by wiedziała co zrobić w każdej sytuacji (Piotr); (żeby pójść na urlop wychowawczy) to ja musiałbym mieć takie wewnętrzne przekonanie, że ja dam temu dziecku tyle, co matka (Marcin 2); ojciec nie może dać tego, co matka (Jerzy). Ja bym się nie podjął zostania w domu z dzieckiem (...)Obawiałbym się teraz (…) Jakby cały czas płakał, to nie wiedziałbym co mu jest. (Mateusz) Ale ja myślę, że to jest atawizm, w pewnym sensie. Bo jednak to jest. Gdzieś tkwi w podświadomości. I natura to tak urządziła… (Daniel). Niekiedy towarzyszy temu przekonanie, że matki mają pewne cechy, których nie mają mężczyźni: ja chyba ciepła i tyle emocji nie przekażę na pewno co matka (…). Do pewnego czasu ja u swoich dzieci nie miałem szans (Michał) Spokój, opanowanie.(Jerzy); Bardziej wie o co temu dziecku chodzi. Bo człowiek daje, jeść, pić, przewija pieluszkę, a dziecko nic. Dalej płacze. Matka może prędzej dociec.(Marcin) Mężczyźni więc niejednokrotnie przyjmują, jak się zdaje, założenie, że kobieta z racji swojej płci wie, dlaczego malutkie dziecko płacze, co należy zrobić w każdej sytuacji, mają nie tylko potrzebną wiedzę „wrodzoną”, ale też cechy takie jak cierpliwość, zrozumienie i wyrozumiałość dla potrzeb i żądań dziecka, czego nie mają mężczyźni. Refleksja, że żona wykonuje pewne czynności, które drażnią, niecierpliwią czy których nie chce się wykonywać mężczyźnie nie prowadzi do wniosku, że należy włożyć wysiłek w to, aby te cechy w sobie wyrobić, ale prowadzi do pozostawienia tych wszystkich czynności kobiecie, czego przykładem może być przytaczana już wyżej wypowiedź młodego ojca: odpuściłem sobie to ubieranie, przewijanie, bo nieraz szlag mnie trafia jak tymi nogami przebiera, jak ja mam tego pampersa założyć. Założę oczywiście. Jak żona wychodzi, to zrobię. Ale jak jest to odpuszczam, nie chcę się denerwować. Dziecko to traktuje jak zabawę, a ja chcę to założyć. Dlatego odpuszczam sobie, bo mi nie pasuje. (Michał) Obydwoje jesteśmy po całym dniu zmęczeni. I dziecko ciągle przychodzi: chodź, chodź. Ja w pewnym momencie już kombinuję, co zrobić, żeby się schować, bo już bym chciał odpocząć. Ale widzę, że żona zawsze idzie. A ja kombinuję, żeby nie pójść. I widzę, że matka to jest matka. (Michał) Jestem nerwowy, wybuchowy. Nie poradziłbym sobie siedząc z dziećmi przez cały dzień, na urlopie kiedy żona pracuje. Jestem taką osobą, która… można powiedzieć ruchliwy… i siedzenie z dziećmi… godzinę, dwie, ale nie cały dzień. (Piotr) Na poparcie tej tezy badani przytaczają przykłady mężczyzn, którzy w takiej sytuacji nie mogli sobie poradzić: Mój kolega. Żona, też ze względów ekonomicznych, pracuje, on nie. Ale zatrudnili opiekunkę, bo on nie był w stanie. Dzieli obowiązki z opiekunką na pół, bo on nie jest w stanie sobie poradzić (Michał). No właśnie u mnie w firmie jest podobnie. Jest kolega, który zarabia ok. 2 tys., a jego żona 8. Mimo to, że są wysokie zarobki żony, wynajęli nianię. Nie chce siedzieć ojciec dziećmi. Jednak boi się może, czy uważa, że kobieta lepiej wychowuje dziecko. Pomimo, że obca (Krzysztof).
Mężczyźni opiekujący się na co dzień dziećmi podczas nieobecności żony wspominają sytuacje, w których trudno było im sobie poradzić i w których uciekali się do pomocy żony: U mnie czasami się zdarzało z chorobami. Początkowo. Bo przy pierwszej córce mniej się zajmowałem. Nie znałem wszystkich niuansików, typu boli głowa i nagle okazuje się, że jest zapalenie gardła, czy podobne rzeczy. No boli cię gardło? Co ja ci na to poradzę. Weź syrop i koniec. A tu się nagle okazuje, że jest 40 stopni gorączki i wesoło już. Telefon do żony. Powiedz mi co ja mam dalej działać.(Zbyszek) Któregoś dnia wszystko się wylało. Nie umiałem do tego podejść. Zadzwoniłem do żony, żeby wracała. Nie byłem w stanie. Wszystko zawalone. Wtedy już poległem. Wycofałem się z podejścia.(Paweł) Ja średnio raz dziennie polegam przy ubieraniu. To koszmar. Dobranie bluzeczki do spódniczki, spódniczki do rajstopek. To mnie przerasta. To tylko kobiety potrafią. (Zbyszek) Są to jednak sytuacje incydentalne, a niektórzy opiekujący się na co dzień małym dzieckiem ojcowie stwierdzają, ze żonom także, a niekiedy nawet częściej niż im, zdarzają się takie sytuacje: Bardziej chyba żona poległa (nie wiedziała co zrobić w danej sytuacji) parę razy niż ja. (Marek) c. Względy finansowe. Najczęściej podawanym argumentem w odpowiedzi na pytanie, dlaczego mężczyźni w ogóle i dlaczego badani nie chcieliby skorzystać z urlopu wychowawczego, były właśnie względy finansowe: Jednak nie da się oszukać statystyk. Statystyki mówią krótko. Mężczyźni w tym kraju zarabiają lepiej od kobiet. (Hubert); żona ma więcej na umowie, a mniej zarabia, więc żonie się bardziej opłacało pójść na wychowawczy niż mi. (Piotr) d. Niechęć mężczyzn do pozostania w domu z dzieckiem i ich przekonanie, że jest to zbyt ciężkie zajęcie: wolę zamiast rano wstać i gotować mleko to wole iść do pracy. (Mateusz) Ja myślę, że mężczyźni wybierają polowania, ponieważ jest lżejsze. (…) Ja tak widzę, ja tak czuję, że to jest ciężka robota generalnie. (…) Tak patrzę na znajomych, którzy mają świeże dzieci, to jest naprawdę ciężka robota. Chłopaki się tak z miłą chęcią wyrywają do pracy. (Arek) No jak ktoś lubi cięższe prace od lżejszej, to też może (iść na urlop wychowawczy) (Robert). Niechęć niektórych ojców budzi więc nie tylko ewentualne skorzystanie przez nich z urlopu wychowawczego, ale nawet każde bardziej aktywne włączenie się do życia rodzinnego: Mój szef tak samo zostaje w pracy choć nie ma co robić po godzinach, specjalnie żeby nie siedzieć w domu z dzieckiem. (Piotr) e. Obawa, że straci się szanse na kontynuowanie pracy, awans, dobrą pozycję w pracy: Po roku może być problem z powrotem do pracy.(Marcin); (to rok) zawodowo stracony. (Marek) f. Względy ambicjonalne, poczucie „zranionej dumy”, że to kobieta zarabia pieniądze, obawa o konflikty na tym tle, o wypomnienie, że jest się osobą zależną finansowo: o tej dumie. Ja myślę, że jednak ona wzięłaby górę, gdybym ja na wychowawczym, żona pracuje i kiedyś by mi zwróciła uwagę, byśmy się pokłócili, by powiedziała – Stary. Ja tu decyduję co kupujemy, bo ty kasy nie przynosisz. To wtedy by mnie szlag ognisty trafił. I wtedy bym szukał od razu pracy. Duma wzięłaby górę na pewno wtedy. Chociaż może na początku planowania, to ty pójdziesz do pracy, ja zostanę. Ok. Dobra. Umówiliśmy się. Ale jak kiedyś doszłoby do konfliktu na tym tle właśnie, trochę powiedzmy pieniądze by zaczęły nami rządzić, to myślę, że ta ambicja w końcu by mnie ruszyła. (Michał); wiem jak się czuje facet siedzący w domu, jak żona pracująca, bo sam byłem w takiej sytuacji, bo nie miałem pracy, a żona pracowała. Bardzo mi to nie odpowiadało. Ta rola. (Piotr) Niektórzy ojcowie pełniący rolę głównego opiekuna także wspominali o tym jako o wadzie: natomiast jeśli chodzi o wady, to główną wadą jest to, że nie czuje się do końca spełniony jako facet. ( Marcin) g. Preferencje dzieci. Mężczyźni, którzy nie sprawują codziennej, pierwszoplanowej opieki nad dziećmi często odwołują się do tego, że dzieci „wybierają” matkę, chcą pozostawać pod jej opieką, nie zgadzają się na propozycje ojca: do pewnego czasu ja u swoich dzieci nie miałem szans. Wszystko mama (Michał); Mój w ogóle mnie nie toleruje. Mama. Mama. Ja z nim zostaję. Jest wrzask przez 20 minut. Strasznie mnie uszy bolą, też jestem nerwowy. (Jerzy) Nie towarzyszy temu niestety refleksja, że jest to zapewne wynik faktu, że to matka pełni rolę głównej opiekunki dziecka, a mężczyźni sami ustawiają się w pozycji „pomocników”, wyrabiając w dzieciach przyzwyczajenie i ufność do opieki świadczonej przez matkę, a zmiana proporcji czasu i energii poświęcanej dziecku mogłaby wpłynąć na preferencje dzieci. Zauważają to natomiast wyraźnie ojcowie, którzy pełnią rolę głównych opiekunów dzieci, zwłaszcza jeśli mieli różne doświadczenia z opieką nad kolejnymi dziećmi: U nas było tak, że przy pierwszej córce, to ja pracowałem, a żona zajmowała się. I było tak, że jak ja przychodziłem do domu, to córka przybiegała do mnie i trzeba było cały dzień opowiedzieć, itd. Praktycznie w centrum zainteresowania byłem ja. W tej chwili jest sytuacja odwrotna z młodszą córką. Kiedy żona przyjdzie, to ta młodsza leci. Cała relacja musi być zdana. Co się działo i jak? Przed spacerkiem, po spacerku. W tej chwili żona jest tym ojcem wracającym z pracy. (Zbyszek) h. Obawa przed przekazaniem dziecku wzoru, który nie jest typowy, obawa, że będą oczekiwać podobnych zachowań i układu ról w swoim małżeństwie, co może być trudne do osiągnięcia: U nas na przykład w pewnym sensie są odwrócone role kobiety i mężczyzny w rodzinie. Ten model jest przekazywany temu dziecku. Ono nawet nie wie o tym, ale podświadomie łapie ten model rodziny i potem będzie go kopiowało (Zbyszek). Jednak w czasie dyskusji większość mężczyzn negowała wpływ tego faktu na późniejsze wybory życiowe dzieci, powołując się przede wszystkim na fakt, że sami pochodzą z rodzin, w których był zupełnie inny niż w ich małżeństwie układ ról, nie jest więc tak, że w dorosłym życiu kopiujemy zachowania swoich rodziców czy nie jesteśmy w stanie układać swojego życia w inny sposób niż ten, który jest wyniesiony z rodzinnego domu.
6. Zalety opiekowania się dziećmi przez ojców
W odpowiedziach na pytanie o zalety opiekowania się dzieckiem przez ojca, zwraca uwagę różnica między wypowiedziami ojców, którzy samodzielnie opiekują się małym dzieckiem, a resztą badanych – przyszłych ojców i ojców z rodzin o bardziej tradycyjnym układzie ról. Przede wszystkim uderza różnica w spostrzeganiu budujących się relacji pomiędzy ojcem a dzieckiem. O większej więzi ojca z dzieckiem mówią niemal wyłącznie ci ojcowie, którzy rzeczywiście pełnia rolę głównego opiekuna dziecka. Można więc chyba powiedzieć, że trzeba tego doświadczyć, aby się przekonać, że rzeczywiście taka wieź wówczas się nawiązuje. Większość ojców sprawujących bezpośrednią opiekę nad małym dzieckiem, w odpowiedzi na pytanie o zalety tej sytuacji mówi właśnie o szczególnych więziach, jakie łączą ich z dzieckiem: Wydaje mi się, że tu chodzi o więzi dziecko – ojciec. Są większe. Dają człowiekowi większe zadowolenie z życia. (…) Nie można też przeliczać wszystkiego na finanse, itd. wydaje mi się, że relacje dziecko – ojciec są większe. I zaufanie jest na pewno większe. (Marcin); (zaletą jest) na pewno większy kontakt dziecka z ojcem (Zbyszek); zaletą jest to, że mogę z dzieckiem więcej czasu spędzić (Piotr); No i miłe wspomnienia zostają z dzieckiem (Krzysztof) Mężczyźni opiekujący się na co dzień dzieckiem mówią też o wartościach, jakie sami w tym kontakcie odnajdują: Myślę, że można powiedzieć, że ja się w ten sposób też jakoś realizuję. Rozpoznaję w sobie jakieś takie pokłady miłości ojcowskiej, którą chciałbym na Franka przelać... (Ojciec Franka) Przyszli ojcowie widzą ten problem w sposób znacznie bardziej prosty, licząc na to, że krótki lecz bliski kontakt ojca z dzieckiem będzie wystarczający dla zbudowania więzi: Czasami wystarczy, żeby ten dzieciak miał się do kogo przytulić i żeby to nie była ta mama, z którą spędza 70% dnia, czy babcia, czy ktokolwiek inny, tylko ten ojciec (Hubert); Na szkole rodzenia, jesteście w trakcie, nie wiem czy wam już mówili, że w końcówce w ostatnich tygodnia, to dziecko słyszy twój głos. Żona w ogóle nie wie co się dzieje, bo strasznie kopie, ja położę rękę – przestaje. Już respekt czuje. (Marcin 1). Ja myślę, że przede wszystkim sprawić, żeby dziecko otrzymało dobre wzorce. Czyli tutaj ważne są relacje między obojgiem rodziców, między matka a ojcem. Bo może być taka sytuacja, że ojciec owszem zajmuje się dzieckiem, odwozi do szkoły, czyta mu, ale do matki się źle odnosi. To wtedy jest inna sytuacja. Natomiast jak jest harmonia, może nawet niewielki wkład dawać w wychowanie dziecka, nie wiem - odwozić do szkoły, a reszta jest praca. To nawet te stosunki między dwojgiem rodziców, jeżeli dziecko widzi to wynosi wtedy dobre wzorce.(Mateusz) Ojcowie opiekujący się dziećmi jak zaletę wymieniają też fakt, że poprzez doświadczenie, które najczęściej jest doświadczeniem kobiet, poprzez częsty kontakt z kobietami opiekującymi się dziećmi, nauczyli się lepiej rozumieć kobiety: Otworzyło mnie to gdzieś na inne kobiety, bo mogę gadać z nimi o dzieciach godzinami. To też dla innych kobiet jest szokiem. A szok jak wiadomo czasami wpływa pozytywnie na relacje. Bo kobieta się pyta, co za gość, co za gość. (Leszek) Niektórzy mówią też o przemianie, jaka się w nich dokonała, o innym stosunku do dzieci, zwłaszcza o pozbyciu się lęku wobec małego dziecka, nabyciu umiejętnego „podejścia” do dzieci: Dużo się nauczyłem przy dziecku. Kiedyś jak byłem kawalerem, nie miałem dziecka, to tak naprawdę nie lubiłem dzieci. Nie miałem do nich podejścia. Dzisiaj jak jestem sam i widzę dziecko, to nie zaczepiam. Jak do mnie to dziecko zaczepi mnie, to wiem jak zareagować, żeby nie uciekło z płaczem. A nawet sobie miło z nim pogadać. Polubiłem dzieci dzięki córce. Tak naprawdę.(Daniel) I podoba mi się właśnie to, że jestem odważny, jeśli chodzi o dzieci. Kiedyś się panicznie ich bałem. A teraz mam taka odwagę. Jadąc autobusem, kiedy jestem sam, widząc małego szkraba, który się bawi albo gaworzy, zaczynam z nim gadać. (Leszek)
Nabycie nowych umiejętności, przekonanie, że można sobie poradzić w różnych, niestereotypowych sytuacjach to kolejne, wymieniane przez opiekujących się małymi dziećmi ojców zalety ich sytuacji. Wielu z nich podkreśla, że dzięki temu właśnie stają się bardziej męscy w tym sensie, że przekonują się o własnej umiejętności poradzenia sobie w różnych sytuacjach, w których większość mężczyzn nie potrafi sobie poradzić i których się obawia: Można powiedzieć, że tutaj w gronie jesteśmy najlepsi. Lepsi nawet od innych facetów. Dlatego, że umiemy poradzić sobie w każdej sytuacji. Zwykły facet, zwykły ojciec często nie zauważy nawet, że dziecku trzeba wytrzeć nos. A my to widzimy instynktownie. W każdej sytuacji możemy zaopiekować się nie tylko dzieckiem, ale praktycznie cały dom możemy przejąć na swoje barki. Niemalże w ekstremalnych sytuacjach. Tak, że na pewno tego czasu bym nie cofnął, bo dużo mnie nauczył. I pokazał mi, że potrafię zrobić więcej niż zwykły facet. Czyli zapracować na dom i zaopiekować się… (Zbyszek); a stałem się też bardziej męski, rozumiejąc męskość jako umiejętność radzenia sobie w rozmaitych sytuacjach życiowych (…); Uważam, że stałem się bardziej męski przez to i bardziej niezależny. (…) Niezależny, bo jestem w stanie poradzić sobie w takiej sytuacji, w której póki co jeszcze w Polsce większość mężczyzn sobie nie poradzi.(Leszek)
I wreszcie niektórzy mężczyźni wymieniają możliwość odpoczynku od pracy zawodowej jako zaletę takiej sytuacji: Odpoczywam od pracy. Jest mi z tym dobrze. Zająłem się rodziną. Później podejrzewam, że się role zamienią. (Marcin)
7. Co zrobić, aby więcej mężczyzn korzystało z urlopów wychowawczych?
Mężczyźni pytani o to, co należałoby zrobić, aby więcej mężczyzn chciało opiekować się małymi dziećmi i korzystać z urlopów wychowawczych, nie zaprezentowali zbyt wielu strategii prowadzących do osiągnięcia tego celu. Ich propozycje podzielić można na dwie grupy: pierwszą z nich można określić jako propozycje kierowane „na zewnątrz” - do otoczenia ojców, do ich pracodawców. Druga grupa to propozycje skierowane do samych ojców. Jeśli chodzi o propozycje skierowane na zewnątrz, na plan pierwszy wysunęły się ponownie kwestie finansowe – ich usunięcie mogłoby zdaniem badanych wiele w tym zakresie zmienić. Na pytanie o to, w jakiej sytuacji mężczyźni poszliby na urlop wychowawczy padały odpowiedzi: jakby były płatne. (Hubert) W dyskusji padło też stwierdzenie, że gdyby urlopy tego rodzaju były płatne dla mężczyzn, a bezpłatne dla kobiet to żadna kobieta nie siedziałaby na wychowawczym. Inny sposób oddziaływania, to wszelkiego rodzaju kampanie promocyjne, popularyzowanie przez media takiego sposobu postępowania: Może też i w jakiś sposób media musza apelować… Znaczy, apelować? Czy jakoś podkreślać, mówić o tym częściej o przejściu mężczyzn na urlopy. Był taki okres, kiedy było mówione o macierzyńskim dla mężów. Ale to się skończyło. Teraz ani słowa. (Marek) Nie słyszy się o tym, żeby mężczyźni przechodzili na urlopy wychowawcze. Może to też jest tym spowodowane. Jakby więcej się słyszało, że mężczyźni chodzą na urlopy wychowawcze, może ludzie byliby bardzie przekonani, że jednak faceci też chodzą. (Piotr)
Inne działania proponowano wobec samych mężczyzn, których zachęcić można do podejmowania się opieki nad dzieckiem. Pierwszą proponowaną technikę można by określić jako edukacyjną, której celem byłoby nauczenie mężczyzn wykonywania czynności, które muszą być wykonane podczas opieki nad małym dzieckiem: Myślę, że można wszystkiego wyuczyć. Przypuśćmy z zegarkiem w ręku i on to będzie robił (Marek). Za najważniejsze uznawano zarówno nauczenie się jak i spróbowanie, przekonanie się, że taką rolę można pełnić, jeszcze przed decyzją o wzięciu urlopu: Ja myślę w ten sposób, że jeżeli przez okres macierzyństwa, jeżeli ojciec się sprawdzi i dojdzie do wniosku, że sobie radzi z tym i dobie da radę. I dojdzie do wniosku, że mu to dobrze idzie. No to ta decyzja o podjęciu urlopu macierzyńskiego będzie szybsza. Jeżeli przez ten okres macierzyństwa żony, jednak stwierdzi, że nie nadaje się, żeby przez cały dzień opiekować się dziećmi, to tej decyzji nie podejmie. Moim zdaniem najważniejszy to jest od wyjścia kobiety ze szpitala. No nawet w szpitalu, bo przecież w szpitalu już się przewija dziecko. Można już przewijać i można spróbować. Ale od momentu kiedy żona wraca do domu, przez ten okres macierzyństwa mężczyzna może się sprawdzić. I wtedy albo spełnia się w tej roli i uważa, że sobie da radę, i stać ich oboje na to, że jedno z nich pójdzie na macierzyńskie, to myślę, że ta decyzje bym podjął. (Marek)
Wypowiedzi badanych świadczą o tym, że będzie to zarówno nauczenie jak i przekonanie mężczyzny, że będzie sobie mógł z tą rolą poradzić, oduczenie go lęku przed taką sytuacją, a także wytrącenie mu argumentu, że tego nie może robić, bo nie potrafi. Jako osobę, która może to przeprowadzić wskazywano żonę: Myślę, że najłatwiej będzie przekonać mężczyznę, jak to zrobi własna żona. Na zasadzie takiej jak się uczy dzieci. Chodź pomożesz mi. I na tej zasadzie. Bo on nieświadomie zrobi coś. Będzie chciał pomóc żonie, ale zrobi coś opiekując się dzieckiem. A później jak wyskoczy z tekstem, że on sobie nie poradzi – Ale zobacz poradziłeś sobie z ugotowaniem zupki. Poradziłeś sobie z ubraniem. Poradziłeś sobie z tym, tym. Na tej zasadzie może przekonać. (Krzysztof) Inni, którzy mogą przekonywać osobiście, to mężczyźni pełniący taką rolę. W tym przypadku badani odwoływali się do własnych doświadczeń: Ja zawsze tłumaczę, jeżeli nie mam problemów oczywiście ze znajomymi. Jeżeli do nas przychodzą i my chodzimy do znajomych, ja zawsze zachęcam. Oczywiście na początku też się bałem, jak każdy z nas, jak to będzie już po urodzeniu dziecka, po powrocie ze szpitala, na ręce oczywiście wziąć to dziecko, itd. o ale z czasem to się już poukładał. I zachęcam w ten sposób, że nie jest źle. (…) Najlepiej jest mieszkać samemu z dziećmi. Wtedy się ma nad dziećmi kontrole. Wtedy się dzieci wychowuje po swojemu. Wtedy nikt nie przeszkadza. Ja znajomych zawsze zachęcam. Mówię, że początki są zawsze trudne, ale później to ok. Żeby się nie bali (Marek).
Niektórzy mężczyźni zwracali uwagę na fakt, że przekonać trzeba do takiego podziału obowiązków nie tylko mężczyzn, ale też kobiety, które w wielu przypadkach chcą pozostać z dzieckiem, a przynajmniej mężczyźni wierzą, że kobiety będą chciały tak postąpić, choć czasami nie stoi za tym żaden argument poza przekonaniem mężczyzny: Bo jednak matka to matka. Żona sama by nie chciała, żebym ja był, że ona pójdzie do pracy, ja będą siedział z dzieckiem. Mimo, że teraz trochę marudzi, że ma dosyć, to jak dziecko przyjdzie na świat, to na pewno na moment go nie zostawi. Myślę, że czy za porę miesięcy, czy za rok, czy za dwa, też nie będzie chciała (Marcin 1)
I wreszcie niektórzy mężczyźni wyraźnie odżegnywali się od takiej możliwości, a zwłaszcza od tego, aby wziąć urlop wychowawczy: moja żona może zarabiać 3 razy tyle co ja w życiu bym się nie zgodził. Ja mogę z własnej, nieprzymuszonej woli opiekować się tymi dziećmi, ale nie pójście na jakiś urlop. W ten sposób. (Jerzy). Warto zauważyć, że to ostatnie stwierdzenie padło z ust ojca, który podkreślał, że na przeszkodzie wzięcia urlopu stoi męska ambicja.
Wnioski:
-
Opinie mężczyzn, którzy na co dzień pełnią rolę „głównych opiekunów” małego dziecka, w sposób zasadniczy różnią się od opinii pozostałych mężczyzn. Własne doświadczenia pełniących rolę opiekuńczą ojców są pozytywne i nie potwierdzają obaw wyrażanych przez mężczyzn nie pełniący takiej roli.
-
Badania pokazują, że przyszli rodzice z reguły nie planują opieki nad dzieckiem, sprawa ma raczej „ułożyć się’ sama, w praktyce. Z całą pewnością powodować to może konflikty na tle opieki nad dzieckiem.
-
Zwraca uwagę fakt instrumentalnego traktowania własnych rodziców (zwłaszcza babci dziecka), przede wszystkim przez przyszłych ojców zakładających, że babcie podejmą się opieki nad dzieckiem z tej tylko racji, że są babciami. Jeśli ich coś martwi, to najwyżej to, aby babcie z tego powodu nie „wtrącały się”, nie uzyskały zbyt dużego wpływu na ich życie. Nie biorą pod uwagę możliwości ich odmowy, ich własnych planów życiowych. Informację, że spodziewają się dziecka, uważają za równoznaczną z informacją, że babcia będzie zobowiązana świadczyć pomoc, łącznie z pełnieniem roli „głównego opiekuna dziecka” jeśli się o to do niej zwrócą.
-
Samym sobie mężczyźni przyznają jedynie „pomocniczą” rolę obok żon, które mają pełnić rolę głównego opiekuna dziecka w obu grupach skupiających ojców i przyszłych ojców.
-
Wśród trudności pełnienia roli zwraca się uwagę przede wszystkim na brak kompetencji, lęk, stereotypy, niechęć mężczyzn i względy ambicjonalne odstraszające od takiego wyboru życiowego.
-
Doświadczenia ojców opiekujących się dziećmi przekonują, że reakcje na ten fakt są znacznie bardziej przyjazne niż spodziewają sie tego pozostali, nie występujący w takich rolach, mężczyźni. Zwłaszcza matki ojców i obce kobiety wykazują tu przyjazne nastawienia – chęć pomocy, sympatię itp.
-
Względy finansowe zgodnie wskazywane były jako te, które realnie zachęcają i mogłyby zachęcać mężczyzn do urlopów wychowawczych.
-
Ojcowie opiekujący się dziećmi wskazują przede wszystkim na kształtującą się więź, nabycie nowych doświadczeń i kompetencji jako na zalety pełnienia tej roli. Takie argumenty nie przychodzą do głowy tym mężczyznom, którzy takich ról nie pełnią.
-
Propozycje dotyczące koniecznych działań, aby więcej mężczyzn podejmowało się ról opiekuńczych, podzielić można na dwie grupy: pierwszą z nich można określić jako propozycje kierowane „na zewnątrz”: do potencjalnych ojców, do ich otoczenia, do pracodawców. Tu proponuje się przede wszystkim akcje informacyjne, propagowanie takich wzorców przez media. Druga grupa to propozycje skierowane do samych ojców, których przekonać trzeba o zaletach pełnienia tych ról, oduczyć lęku i nauczyć wykonywania pewnych zadań. Przypomina to współczesne amerykańskie propozycje „szkół ojców”, które mogłyby się w naszej rzeczywistości okazać przydatne po to, aby bardziej aktywnie włączyć ojców do opieki nad dziećmi.
Prof. dr hab. Eleonora Zielińska Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego
Artykuł został grzecznościowo przedrukowany ze strony www.wstroneojca.pl
|