|
 |
|
Jesteś tutaj: MyDwoje.pl > Poradnik > Aby umieć kochać trwale |
 |
 |
 |
Aby umieć kochać trwale...
Jak kochać trwale, jak postępować, by związek miał szanse trwać długo i szczęśliwie? Jeśli zna prawdę znudziły Ci się kolory samotności zrób sobie prezent dla Singla! W Serwisie MyDwoje.pl jest dużo osób pragnących trwałego związku. Ważne jest podejście na serio. Wybór właściwego partnera to dopiero (a może już) połowa powodzenia. Aby stworzyć udany, trwały związek potrzebny jest jeszcze własny osobisty wysiłek i zaangażowanie w pielęgnowanie miłości. Czas na zakochanie - początek we dwoje..., ale najpierw pokochaj siebie! - tak zacznie się Twój sukces!
Dlaczego miłość należy pielęgnować? Wyjaśnić można to naukowo i życiowo. Socjologia twierdzi, że spadek sympatii jest większą karą niż jej brak. Czyż to wszystkiego nie tłumaczy? Przecież na początku małżeństwa poziom wzajemnej sympatii jest maksymalny, nie może dalej wzrosnąć, może tylko obniżyć się. A przecież pomimo miłości nie uniknie się nieporozumień, wzajemnych zranień. Z czasem tych zranień przybywa, poczucie sympatii spada, rośnie więc siła rozrywająca związek.
Profesor Daniel Kahneman, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie badań z pogranicza ekonomii i psychologii z 2002 roku twierdzi, że dla kobiet czas zadowolenia z małżeństwa (czy usankcjonowanego związku z partnerem) trwa około 4 lat. W tym to czasie korzyści wynikające z małżeństwa równoważą się z poniesionymi dla związku kosztami. Później już koszty stają się większe od korzyści. Fascynacja erotyczna spada, rośnie obciążenie obowiązkami domowymi, rośnie poczucie ograniczenia osobistej wolności i swobody. Kiedyś przestrzegano przed kryzysem nadchodzącym po 7 latach małżeństwa. Współczesne społeczeństwo staje się coraz bardziej niecierpliwe, kryzys przychodzi wcześniej.
Osiem zasad szczęśliwego pożycia małżeńskiego:
-
Nastawienie Może zabrzmi to paradoksalnie: jeśli żyjemy w przeświadczeniu, że miłość jest jedna, że małżeństwo może być tylko jedno, jeżeli nie uznajemy rozwodów, to mamy większe szanse na utrzymanie naszego małżeństwa. Wszystko zaczyna się w głowie - umyśle, wyobraźni. Nastawienie na utrzymanie małżeństwa daje nam siłę i motywację do szukania porozumienia w wypadku konfliktów, do znoszenia niewygody, do czynienia pewnych ustępstw, nawet do ponoszenia ofiar (byle niezbyt dużych). Takie nastawienie powoduje, że przed myślą o rozstaniu pojawi się setka myśli o naprawie związku. Potwierdzają to badania. Okazało się, że rozwód rodziców czy dziadków dodatnio koreluje z rozwodami dzieci. Nie dziedziczymy, jak pozornie może się wydawać, skłonności do rozwodu, ale doświadczenie rozwodu w bliskiej rodzinie osłabia nasze nastawienie na oczekiwanie trwałości od małżeństwa jako takiego.
-
Pogłębianie intymności Intymność najbardziej cementuje związek. Stopniowe wzajemne odkrywanie ciała i psychiki najsilniej pogłębia wzajemną więź. Poznawanie kształtów, reakcji, uczenie się ciała na pamięć, nigdy nie może się znudzić, jeśli tylko te ciała połączyła wzajemna fascynacja. Stopniowe pozbywanie się uczucia wstydu (tak fizycznego jak psychicznego), stopniowe otwieranie się przed nim/ nią, i jednoczesne poznawanie jej/jego to największa przygoda każdego. W psychice człowieka jest tyle piękna, tyle głębi, nasze uczucia, doznania, są tak fascynujące, że można się nimi zachwycać w nieskończoność. Drugiego człowieka nigdy nie jesteśmy w stanie poznać do końca, dlatego proces wzajemnego poznawania nigdy nie może się znudzić. Potrzebny jest jeden warunek – wzajemne otwarcie, czy wzajemne otwieranie się, wzajemne dawanie siebie całego/całej. Samo trwanie związku pogłębia znajomość, daje szanse na pogłębienie intymności. Przygodny związek miłosny nie może dostarczyć tak głębokich przeżyć jak uczta miłosna ze stałym partnerem. Nawet najdłuższa rozmowa z nieznajomą, choćby najbardziej tajemniczą i fascynującą może dać co najwyżej poczucie, że zobaczyliśmy za mgłą zarys konturów jej psychiki. Kolejne rozmowy uwyraźniają obraz, pozwalają widzieć jego piękno i głębię. Taki proces może odbywać się tylko w stałym związku.
-
Przestrzeganie reguł konstruktywnej dyskusji Podstawą każdego związku jest wzajemna komunikacja. Osoby pochodzące z rodzin wielodzietnych czy rodzin szeroko rozgałęzionych i utrzymujących stałe kontakty mają szansę z praktyki nauczyć się reguł komunikacji, w tym dyskusji. Patrząc na nasze społeczeństwo z perspektywy czasu widzimy, że rodziny stają się coraz mniejsze, ograniczamy kontakty, a przez to nie poznajemy w sposób praktyczny reguł rozmowy. Szkoły nie zawsze tego uczą, kursy przedmałżeńskie też nie, a nieznajomość tych reguł, czy ich nieprzestrzeganie może prowadzić do bardzo bolesnych konfliktów. Jakież to reguły?
a) To tylko pozór, że małżonkowie zawsze mają czas na szczerą rozmowę. Początki bycia ze sobą to niekończące się rozmowy. Ileż nocy się zarwało, ileż kilometrów się przeszło by być razem, mówić i słuchać. Mijają miesiące, przygniata nas szara rzeczywistość, ważniejsza od uczuć staje się baza. Gdy pojawiają się dzieci najważniejsza wydaje się materia. MIEĆ przysłania BYĆ. Nie dajmy się zmaterializować. Rozmawiajmy nie tylko o tym jak zdobyć dodatkowe pieniądze na opłacenie prywatnego przedszkola z językiem angielskim, albo czy może lepiej uczyć języka indywidualnie. Mówmy sobie, co czujemy jak widzimy radość w oczach dziecka zdobywającego kolejną sprawność, albo jak pomóc niedołężnej sąsiadce, do której znów nikt nie przyszedł.
b) Ktoś powiedział, że ludzie dzielą się na tych, co umieją mówić i na tych, co umieją słuchać. Prawdziwa rozmowa małżonków to połączenie słuchania z mówieniem. Mam coś do powiedzenia, ale też bardzo chcę usłyszeć, co ma do powiedzenia mój partner. Czym innym są dwa monologi, czym innym dialog. Nie przemawiajmy, tego aż nadto jak w parlamencie, raczej rozmawiajmy.
c) Nie używajmy słów „ty jesteś ..., ty zawsze ...., ty nigdy ...”. Jakie to smutne, jeśli z czasem trwania związku zmienia się język komunikacji. Wyrozumiałość zamienia się w wypominanie. Chwila refleksji, przecież „ty jesteś” miało ciąg dalszy .... najpiękniejsza. Przecież nie zmieniłaś się, jak może, co innego przysłaniać mi oczywistą prawdę? Słowa mogą ranić. Czy chcemy coś przekazać, czy chcemy uderzyć? Bić można się tylko poduszkami.
d) Co zrobić, gdy w jakiejś sprawie mamy całkowicie odmienne stanowiska? Starajmy się je zrozumieć, poznać intencje, nazwać rozbieżności. Wystrzegajmy się projekcji. To taka nieświadoma sztuczka przypisywania partnerowi moich własnych intencji. Jak łatwo można się w tym zagalopować... Jeśli nie ma możliwości kompromisu, ustalmy przynajmniej protokół rozbieżności. Następnym razem od niego właśnie można będzie zacząć.
e) Rozmowy partnerskie to nie wojna na słowa, rozmowy mają na celu porozumienie. To tak jak rozmowy biznesowe. Jeżeli obie strony wygrywają, każda realizuje swój cel i osiąga korzyści. Jeżeli obie przegrywają – nie dochodzi do transakcji, każdy idzie w swoją stronę. A przecież w małżeństwie tak wielki jest wspólny interes, pamiętajmy o tym!
-
Kochaj jak siebie samego i mów o swoich potrzebach Miłość jest bezgraniczna, jest ślepa, jest oddaniem, jest poświęceniem. Skąd więc tu miejsce na przykazanie „kochaj bliźniego swego jak siebie samego”? Kochając nie wolno nam zapominać o sobie. Nie możemy uwierzyć, że słowa szeptane czule „kocham cię nad życie, kocham cię ponad wszystko”, są do końca prawdziwe. Przy pierwszej poważnej próbie osoby naiwne i wrażliwe przeżywają szok. „Sam mi mówiłeś zeszłego roku ....” Nawet w związku małżeńskim należy pamiętać o asertywności. Artykułować swoje potrzeby, nie zgadzać się na coś wbrew sobie, nie poświęcać się ponad własną wytrzymałość. Nie po to braliśmy ślub, żeby cierpieć poświęcenia, a dlatego żebyśmy byli szczęśliwi. Nie mówiąc partnerowi o swoich potrzebach, oczekiwaniach, pragnieniach, skazujemy go na szukanie po omacku. Wierząc, że on chce nas uszczęśliwić, musimy jakoś powiedzieć mu jak ma to robić. Przecież mimo chęci, może nie znaleźć właściwego sposobu. Dajmy sobie nawzajem szanse!
-
Pielęgnowanie szacunku i tolerancja Szacunek dla inności, odmienności jest fundamentem nie tylko partnerstwa, ale nawet zwykłego sąsiedztwa. Nasz partner nie jest mną. Ma prawo do odmiennego zdania, własnego gustu, własnych zainteresowań, przyzwyczajeń. Nawet jeśli mamy całkowicie odmienne zdanie, jeśli nawet jakieś wybory partnera lub jego potrzeby oceniamy negatywnie, nie wolno nam poniżać, obrażać, wyszydzać. Zawsze mamy prawo, nawet obowiązek, by argumentować, bronić swoich pozycji, próbować zgłębiać powody tak różnych od naszych wyborów partnera, ale powinniśmy szanować odmienność! Z czasem trwania małżeństwa zmienia się optyka. Na początku odmienność wydaje się nam niewinnym kaprysem, na który patrzymy wręcz z rozrzewnieniem, po jakimś czasie powiemy, że to dziwactwo, jeszcze później, że to nie do wytrzymania. A to tylko inność.
-
Budowanie autorytetu Warto pielęgnować dziedziny, w których nasz partner jest autorytetem. Zawsze takie istnieją. Dobrze jest uświadomić sobie i nazwać mocne strony partnera. Właśnie do nich można się odwołać w chwilach kryzysu, zwątpienia, rezygnacji. Tu można przypomnieć rysunek Mleczki – żona zdegustowana niesprawnością seksualną męża pociesza się „ale za to w pracy go chwalą”....
-
Wspólne przedsięwzięcia Nic tak nie wiąże ludzi jak wspólne działanie. Wspólne meblowanie mieszkania, urządzanie go, wspólne przygotowywanie przynajmniej jednego posiłku, wspólne sprzątanie, wspólna zabawa, taniec, gra, śpiew, wycieczka. To wszystko niezwykle cementuje związek.
-
Wstrzemięźliwość Najlepszą i najprostszą receptą zachowania wzajemnej atrakcyjności erotycznej to ..... zasada wstrzemięźliwości. Przesyt może prowadzić tylko do zniechęcenia, a w najlepszym razie do obojętności. Najlepszym kucharzem jest głód! Trudno to zaakceptować w czasach pogoni za rekordami, niespotykanymi doznaniami, ekstremalnymi wyczynami. Trudno to zaakceptować, gdy reklamy kuszą afrodyzjakami w pigułkach, środkami chemicznymi wzmagającymi potencje, czy podnoszącymi poziom potrzeb seksualnych. Jeżeli któraś strona nie ma ochoty trzeba się z tym pogodzić, trzeba jej stan uszanować. Nigdy sztucznie taką ochotę wzbudzać. Zapewniam, że w dłuższej perspektywie czasu przyznacie mi Państwo rację! Byle nie doszło do „syndromu pandy”. Kochankowie patrzą na siebie z czułością, przytulają się, całują i .... uprawiają seks najwyżej raz do roku, jak misie panda, którym właśnie grozi zagłada. Podobno „syndrom pandy” zagraża białej części społeczeństwa krajów Unii Europejskiej.
Andrzej Rutowski, psycholog i terapeuta, autor Testu Doboru Partnerskeigo MyDwoje
Serwis MyDwoje.pl zgadza się na przedruk tego artykułu w innych serwisach. Warunkiem publikacji jest umieszczenie pod artykułem następującej informacji wraz z linkiem do MyDwoje.pl:
Artykuł pochodzi z Poradnika w Serwisie Doboru Partnerskiego dla wymagających www.MyDwoje.pl
Komentarze |  |
|
 |
|
|