Mieliśmy 82 % punktów dopasowania:) NASZA HISTORIA- JEST BARDZO KRÓTKA. Najważniejsze, aby już trwała całe nasze życie :).
Otóż pewnego słonecznego dnia (daty dokładnie nie pamiętam) zalogowałam się na portalu eDarling. Byłam tam około miesiąca, kiedy to, zupełnie przypadkowo, kliknęłam na Państwa profil: MyDwoje. Tak, na pewno: poczułam "martwą samotność", skoro zaczęłam szukać partnerów??? - na pewno - przyjaźni, koleżeństwa, wymiany zdań, itp. Przecież w moim życiu miało już nie być żadnych partnerów!!! Przecież w moim życiu nie mogło zdarzyć się nic przyjemnie pięknego. Przecież miłość nie istnieje. Przecież... i przecież...i przecież.... Ona pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie (gdzieś już to słyszałam…:)) Poznałam tutaj "pierwszego" mężczyznę, z którym zaczęłam pisać. Na imię miał Andrzej (imię Andrzej jest odpowiednikiem niemieckiego imienia Andreas:) Przykro mi Andrzeju, ale za szybko chciałeś wszystko, to jest: spotkań, wspólnego życia, wyjazdu do Ciebie oraz, pewnie, po 2 tygodniach małżeństwa? Przykro mi także, że nie lubisz ambitnych kobiet i brak ci cierpliwości, co do toku wydarzeń. A przecież kobiety lubią być zdobywane? Niemniej jednak pozdrawiam i Ciebie.:)
Po kolejnym kapryśnym liście z "MyDwoje" - od Andrzeja - straciłam wiarę w miłość, a nawet w samą siebie. Miałam dość, dość poszukiwań! Zaczęło mnie już to serdecznie męczyć!! Wyłączyłam komputer. Poszłam położyć się koło mojej młodszej córeczki spać. Na drugi dzień, kiedy to emocje opadły - włączyłam ponownie komputer i.... i włączyłam z ciekawości znów portal randkowy z jabłuszkiem :). Myślałam, że kapryśny pan “A” po raz kolejny mnie przeprosi i z powrotem się zaloguje. Tym razem wylogował się na dobre.
Właściwie to nigdy dokładnie nie czytałam tej Państwa strony. Postanowiłam ją przeczytać ewidentnie od deski do deski. Nie wiedziałam, że istnieje jeszcze dodatkowe logowanie, czyli PolishHarmony.de. Logowałam się - czyli pisałam i pisałam - bodajże kilka dni. Robiłam to z "przymrużeniem oka". Przecież: ja i obcokrajowiec? To niemożliwe! Tyle barier! Pierwsza i najważniejsza - tradycyjnie przecież :) - to komunikacja. O nie, a na pewno żaden niemiecki pan - chociaż nie wiem, jaki byłby przystojny i w ogóle! Nigdy!! Nie ma mowy! Zatem, Moi Drodzy, dziś właściwie wiem, co znaczy przysłowie: "Nigdy nie mów nigdy!" :) Kiedy już zostałam zalogowana - chciałam sprawdzić, czy jeszcze ktokolwiek się mną zainteresuje. Profil na PolishHarmony.de wypełniłam wybiórczo i zbytnio się nie starałam. Zaczęłam szybko przeglądać oferty z tej "działki" i kliknęłam na oferty dwóch panów: “w moich ulubinych" i co się stało? Dosłownie niechcący kliknęłam także przesuwając bardzo szybko myszką po ekranie - w profil kolejnego pana z PolishHarmony.de :) Może brzmi to śmiesznie, a może dziwnie, ale naprawdę: tak właśnie było. Już następnego dnia MOJA DRUGA POŁÓWKA napisała do mnie list. List był długi, a ja przerażona (oprócz słowa HELLO) nie rozumiałam nic. Początkowo traktowałam to bardzo sceptycznie. Nie tłumaczyłam w ogóle albo wcale kolejnych i kolejnych listów. Odpisywałam zdawkowo i często odpisywałam: "to nie ma sensu... nie lubię języka niemieckiego..., i tak nigdy nie wyjadę..., mentalność niemieckich panów mi się nie podoba..." (oceniając raczej stereotypowo), nie i nie, i nie! Wszystko zawsze było u mnie na nie. Bardzo krytykowałam! Och bardzo... Nie zależało mi na tej znajomości, ponieważ nie wierzyłam w nią i panicznie się bałam (tyle różnych przypadków i… i nawet z takich znajomości wynikają). Ale on ciągle w sposób subtelny do mnie pisał i ciągle powtarzał, że on czuję, że jestem dobrą i właściwą partnerką dla niego. Byłam zła, bo przecież to ja zawsze kierowałam się intuicją i to ja zawsze wiedziałam, co jest dla mnie dobre. Zatem gdzie tym razem była MOJA kobieca INTUICJA? Ona podświadomie była, ale to ten strach ją blokował. Oszukiwałam samą siebie, że jej nie ma. Ale ona istniała, ponieważ nie odpisywałam nawet niektórym panom także z PolishHarmony.de. ......
To był początek lipca, kiedy to Andreas pierwszy raz do mnie napisał. Przepiękny, słoneczny dzień. Byłam taka podekscytowana i wystraszona. Dopiero na późniejsze listy odpisywałam z większą chęcią. Do niedawna miałam 3 zeszyty 60 kartkowe - wszystkie listy przepisywałam na kartki papieru. Następnie wychodząc z dziećmi na spacer do parku - brałam słowniczek polsko - niemiecki i tłumaczyłam słowo po słowie :). Dzięki takiemu systemowi tłumaczeniowym nauczyłam się kilka słów po niemiecku. Kiedy robimy to na zasadzie translatora internetowego i kopiuj wklej to... to nie ma takiej magii. Nie ma śpiewających ptaków w parku, ani powiewu ciepłego wiatru. :)
Niestety zeszytów już nie mam, bo Andreas uczył się u mnie rozpalać w piecu i zabrakło mi już papieru :) - Natomiast dziś pozostaną w naszej pamięci, nie potrzebujemy już ich, ponieważ rozumiemy się bez słów:) Nasze pierwsze spotkanie: 29 września we Wrocławiu. Ponoć Wrocław to miasto miłości :) Potem drugie i szybko trzecie. I potem czwarte... i cała ta fajna procedura poznawania mojej rodziny. Oczywiście wszyscy go kochają :) Dziś znów go żegnałam, a moja młodsza córeczka za nim płakała, po kolejnej wizycie u mnie.
Przeczytałam o upływie terminu na opisywanie swoich miłosnych przygód. Piszę, bo bardzo dziś chciałam podzielić się moją krótka historią. Dziś, ponieważ poczułam pustkę w moim domu. Panowała tu taka wielka radość, kiedy był 2 tygodnie. Wygłupiał się z moją młodsza córeczką i nauczył ją wierszy po niemiecku (a jeden z nich to nawet powiedziała na Mikołaja u nas w miejscowości - było bardzo zabawnie). Z kolei wczoraj moja córka powiedziała, że ma najfajniejszego tatusia na świecie. To takie słodkie.:)
Mam wielką nadzieję, ze mój termin ważności na tę miłość się nie skończy. Mamy wobec siebie poważne plany. Pierścionek zaręczynowy także, a w grudniu na święta planujemy ślub. Jak myślicie gdzie? Przecież we Wrocławiu :)! Chciałabym także zaapelować do innych osób, które być może czasem też się zniechęcają na portalach.
Trzeba wierzyć i próbować, bo przecież: ile ludzi, tyle charakterów! Każdy znajdzie tu swoją drugą połówkę jabłka - z odrobiną cierpliwości. Z kolei dziękuję także Tobie Andreasie za Twoją cierpliwość do mnie i tym razem moje kaprysy. Kocham Cię i bardzo za Tobą tęsknię. Dziękuję MyDwoje.pl! Dziękujemy we dwoje: Beata i Andreas.